środa, 31 grudnia 2014

MadaSasu ~ Podobieństwa

Od Autorki : Zawsze lubiłam Madarę, jednak mniej niż Sasuke i Itachiego. A po ostatnim odcinku Naruto, już kompletnie go znienawidziłam, ale teraz nie będę Wam spoilerować. Kurczę, tak mnie to urzekło, że napiszę ten paring, aby zrobić własne zakończenie, może nieco się otrząsnę. XD
Paring : MadaSasu
Z Anime : Naruto Shippuden.

Słyszałem jego słowa. Wszystko co mówił ten młody Uchiha kiedy dźgnąłem go w serce pozostawiając na pewną śmierć. To była tylko kwestia czasu nim zginie. Dałem chłopakowi szansę. Mógł do mnie dołączyć. Mógł być po wygranej stronie tej wojny. Mimo iż mam serce z lodu, tak właśnie zaproponowałem mu dołączenie. Dlaczego? Izuna. Tak bardzo przypominał mi mojego Izunę. Niemal taka sama twarz, te same waleczne oczy, ten sam ból noszony na plecach. Podobno kiedyś ceniłem sobie więzi z rodziną i moimi braćmi. Było to dla mnie ważne. A on był w pewnym sensie ze mną powiązany. Z moim bólem i cierpieniem jaki zostawiłem przy śmierci mojego ukochanego, młodszego brata. Teraz nie miałem już nic. Nie miałem serca, nie miałem wyrozumiałości, a mimo to dzieciak dostał szansę z której nie skorzystał. Usłyszałem jego zacięty, cichnący głos kiedy czołgał się za mną po ziemi chcąc chyba jeszcze coś zrobić. Jak że głupi dzieciak.
-Itachi... Nie pozwolę, b-by życie Itachiego poszło na marne. -Wtedy się zatrzymałem. Prawda, kiedy dotknąłem go widziałem przelatujące wspomnienia, widziałem morderstwo klanu, widziałem walkę, widziałem śmierć, zdobycie mangekyou i w końcu edo tensei. Nawet przez chwilę odczuwałem jego ból. Smutek i tęsknotę. Mogłem nawet śmiało stwierdzić, że nawet ja nie tęskniłem tak bardzo za swoim Izuną. Ale on... mimo tak młodego wieku wiele przeszedł. Cóż... moja przeszłość tak że nie była usłana różami. Kiedy pomyśleć o tym na trzeźwo, to wolałem nawet widzieć śmierć moich braci i wieść tę głupią wojnę z Senju, zamiast pozwolić by mój brat wybił całą rodzinę i kazał mi go nienawidzić.
-Nie m-mogę jeszcze tutaj umrzeć! Ksa! -Krzyknął, a ja się odwróciłem patrząc na niego nieprzeniknionym wzrokiem. Jego oczy były pełne jakiegoś... strachu? Tak, właśnie. Strachu, że życie które podarował mu jego kochający brat pójdzie na marne. A ja się do tego przyczyniłem. Uchiha nadal starał się wstać mimo nieowocnych prób, przez co jeszcze bardziej krwawił. Wtedy coś mnie tknęło i jednym sprawnym ruchem pojawiłem się obok niego waląc go w kark, przez co stracił przytomność. Jeśli by się wykrwawił zbyt szybko nie miał by czasu nic zrobić. Wiedział, że zaprzecza sam sobie. Przymknął oczy i spojrzał na swoje dzieło. Na ogoniaste bestie. Na Kage, tych żywych i tych nie żyjących. Obito już się poddał, a mimo to nadal miał przewagę. Bo i kto by mógł zagrozić wielkiemu Madarze Uchiha? Mógł wygrać, a mimo to zaczął się zastanawiać, czy nie będzie żałował jeśli straci tego chłopaka. Na początku nawet miał zamiar zostawić sobie jego oczy w razie gdyby musiał się nimi posłużyć. A teraz się zastanawiał nad tym czy by mu nie pomóc. Pięknie. Chyba się starzeję. W tym momencie wzrok Madary padł na Hashiramę. Uśmiechał się. Że co? Zamrugał i ponownie zaczął się mu przyglądać. Jego uśmiech był triumfalny. Jak by mówił: ,,Wiedziałem, że troska jeszcze w tobie nie zginęła". Uchiha parsknął po czym wziął chłopaka na ręce i nic nie mówiąc wykonał kilka pieczęci pojawiając się w małej chatce. Zetsu się wszystkim zajmie. Jeszcze nie zrezygnował z wojny nie mógł. Leczył chłopaka, opiekował się nim, mimo iż mówił, że tego nie potrzebuje, żebym dał mu odejść, lub żebym z nim walczył. Któregoś dnia z kolei przyszedłem do niego i usiadłem na brzegu łóżka. Spał. Pozwoliłem sobie na więcej i delikatnie przejechałem dłonią po jego twarzy.
-Jesteś identyczny jak Izuna. -Wyszeptałem z bólem. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat pozwoliłem sobie na słabość. Im dłużej przebywałem w towarzystwie Sasuke, tym częściej porównywałem go do Izuny. Tym bardziej był do niego podobny.
-Stajesz się coraz bardziej podobny do Itachiego. -Odpowiedział cicho, a głos mu się załamał. Cholera, nawet nie zauważyłem kiedy się obudził. Jego oczy były pełne cierpienia. Widziałem tego chłopaka w tej chwili w tym stanie po raz pierwszy. Widziałem w jego głowie ich wspólne wspomnienia. Czy faktycznie podobny był do jego brata ? Nie wiedząc czemu pchnięty impulsem wziął ciało o wiele młodszego członka klanu i przytulił do siebie.
-Wszyscy jesteśmy jak cholera podobni. -Wyszeptałem cicho. I wtedy zdałem sobie z czegoś sprawę. Zakochałem się. Znowu. Nie w Izunie, tylko w Sasuke. Nie za podobieństwo do niego, tylko za jego siłę przetrwania. Za wolę żyjącą w nim. Za to, że on jedyny mnie teraz akceptował. Na zawszę będę pamiętał przy nim przy Izunie, jednak że on zawsze będzie czuł przy mnie Itachiego. Taki już jest chyba nasz przeklęty los. W końcu jesteśmy Uchiha.


poniedziałek, 29 grudnia 2014

SasuNaru ~ Nauka odpowiedzialności.

Od Autorki : Jest ! Bosze, w końcu udało mi się siebie samą zmusić do napisania tego opowiadania. Dlaczego ? Ponieważ osobiście najbardziej w  świecie nienawidzę paringu SasuNaru, niemal że się nim brzydzę. XD Wybaczcie, wszyscy jego fani, ale ja po prostu nie widzę Sasuke z nikim innym niż z Itachim. Znaczy się... może być z innymi np, Kakashi, ale po prostu Sasuke najbardziej i jedynie pasuje do Itachiego, a ja nigdy nie widziałam tego paringu w zbyt dobrym świetle. Wyobraźcie sobie, że starałam się ten paring napisać niemal że dziesięć razy i za każdym z nich ponosiłam porażkę, bo kończyłam w połowie i usuwałam, to co napisałam. ;_; mam nadzieję, że się spodoba, chociaż dla mnie jak to SasuNaru jest beznadziejne. No i w końcu sceny yaoi ;_; i to akurat przy tej parce.... help.
Paring : Sasuke x Naruto (SasuNaru)
Z Anime : Naruto

-Naruto ? -Głos ciemnowłosego rozniósł się po małym mieszkaniu wymienionej osoby. Nie usłyszawszy odpowiedzi chłopak cicho westchnął po czym zdjął buty i wszedł dalej zostawiając klucze i reklamówkę z jedzeniem dla swojego chłopaka na blacie w kuchni. Zaczął chodzić po domu dalej go nawołując. W końcu nie co dzień ten blondas wychodził z mieszkania bez informowania go o tym. Teraz to już właściwie było ich mieszkanie. Sasuke od jakiegoś czasu przebywał tutaj niemal że cały czas, ponieważ u siebie w domu narażony był zwykle na gniewne, irytujące spojrzenia rodziców, lub pijackie pogaduszki ze swoim starszym bratem przeciwko czemu raczej nie miał nic przeciwko gdyby ostatnio nie zaczął wypytywać o Naruto. Westchnął ciężko kierując się w stronę ostatniego obiektu, gdzie mógłby przebywać ten idiota. Tak to właśnie jest gdy zostawiasz takiego półgłówka jak on na kilka godzin tylko po to by iść zarobić na chleb. No niemożliwość po prostu. Czarnowłosy uchylił drzwi od łazienki, jednak w tej chwili uderzyło go gorące powietrze i szum wody. Wypuścił powietrze z płuc z ulgą. Ach, czyli jednak go nie porwali. Cichym krokiem podszedł do kabiny po czym po raz kolejny się wydarł : -NARUTO !! -W tej samej chwili chłopak w środku kabiny prysznicowej podskoczył w miejscu niemal że się nie wywracając.
-Sasuke ty kretynie ! Chcesz mnie zabić ? -Zajęczał chłopak ponieważ dosyć boleśnie wylądował na tyłku. W takiej sytuacji Uchiha nie mógł się już gniewać. Zaśmiał się jedynie cichutko po czym puknął w szkło siadając na brzegu umywalki i zaczął się starać dostrzec chodź fragment ciała swojego ślicznego blondaska.
-Nie, ale tyle razy Cię prosiłem, że jak idziesz się myć, to chociaż zamknij porządnie drzwi. Nigdy nie wiadomo kogo tu przygna. -Parsknął chłopak cicho tłumacząc to już chyba setny raz temu małemu młotkowi. Młotkowi, ale jednak bardzo przystojnemu.
-Zapomniałem... a zresztą, co tam stoisz ? Chodź do mnie, a nie będziesz sobie oczy psuł przez parę, zboczeńcu jeden. -Prychnął niczym obrażone dziecko Uzumaki zakładając ręce na piersiach. Uchiha zaśmiał się jedynie kręcąc głową po czym zaczął zdejmować z siebie ciuchy. A co mu szkodzi. Bezwstydnie się popatrzy, przy okazji umyje, a może nawet uda mu się go namówić na coś więcej... nic tylko brać. Po chwili zbreźnych myśli wszedł do kabiny obejmując w pasie chłopaka który teraz stał do niego tyłem. Westchnął cicho przygryzając jego uszko. Ewidentnie zachowywał się jak małe dziecko.
-Wiesz, że się o Ciebie martwiłem nie ? -Zapytał Sasuke chcąc jakoś załagodzić sytuację. Gdyby znowu zagroził mu miesięcznym celibatem nie wiedziałby jak to wytrzymać... to była męczarnia. Brr, na samo wspomnienie przeszły go ciarki które widocznie wyczuł i jego chłopak bo odwrócił się do niego przodem. Ku zdziwieniu ciemnookiego Naruto uśmiechnął się sceptycznie pod nosem po czym złączył ich usta w namiętnym pocałunku, wiedząc, że w tej chwili jedynie nawet to wystarczy, by podniecić swojego seme. -Naruto. -Jęknął cicho w jego usta zaczynając pieścić jego szyję delikatnymi pocałunkami. Językiem obrysowywał jego kości policzkowe niemal mrucząc z zadowolenia, z każdą chwilą czując jak coraz bardziej się podnieca, dlatego też przestał. Zwykle kiedy to Uzumaki przejmował alternatywę chodziło mu o zwykłe pieszczoty, a Uchiha starał się by dobrze go zrozumieć, bo potem były z tego jedynie kłopoty. Czasami jego chłopak miał humorki jak baba w ciąży. Zamrugał po czym spojrzał w jego niebieskie oczy teraz pełne psotnych ogników. 
-No na co czekasz ? -Parsknął cicho blondyn jak by było to najnormalniejsze w świecie, chodź Sasuke wyczuł u niego przyśpieszone bicie serca. Oblizał usta po czym cmoknął go w ustka i cicho się zaśmiał.
-Na zaproszenie. Słuchaj mnie uważnie panie Uzumaki : nawet jak będziesz chciał dzisiaj nie przerwę więc znaj konsekwencje jawnego podniecania mojej osoby i stój grzecznie pozwalając mi się wszystkim zająć. -Odpowiedział cicho po czym zjechał językiem niżej aż do jego podbrzusza by następnie ująć członka swojego chłopaka w dłoń którą zaczął lekko ugniatać jego jądra, natomiast po usłyszeniu z jego ust pięknego jęku wsadził go sobie do buzi od razu zaczynając energicznie poruszać głową w górę i w dół. Tego już było za dużo dla blondyna. Zaczął jęczeć, dłonie wplatając w hebanowe włosy Uchihy, a tyłkiem oparł się o płytki na ścianie, aby czasami nie upaść. 
-Boże. -Wyjęczał cicho Naruto starając się powstrzymać kolejne jęki jednak z marnym skutkiem. Do głowy nasunęła mu się myśl, że właściwie Sasuke blisko jest do boga. Boga seksu który należał tylko do niego. Mm... ciekawa perspektywa. Jak wiadomo przez tego ,,profesjonalistę" długo czasu nie zajęło mu by spuścić się w jego ustach. Zaraz po tym zsunął się po ścianie, jednak nie długo dane mu było odpocząć, bo Uchiha pocałował go po raz kolejny oddając część jego nasienia blondynowi. Uśmiechnął się wrednie oblizując zmysłowo usta po czym podciągnął chłopaka na ścianę wsadzając swoje kolano pomiędzy jego uda na co ten odpowiedział jedynie cichym, zadowolonym jękiem i pokręcił tyłkiem niecierpliwie. Tak podniecony jak był teraz, nie był jeszcze nigdy. Nawet kiedy robili to po raz pierwszy. Chwilę później Naruto ponownie spojrzał w oczy kochanka utwierdzając się w przekonaniu, że i on nie jest mniej podniecony. 
-Przepraszam, ale dzisiaj nie wytrzymam. -Sapnął mu cicho do ucha po czym jednym płynnym ruchem w niego wszedł. Po łazience rozniósł się krzyk, jednak blondyn zgryzł wargę starając się uspokoić. W zasadzie bywały już takie razy, kiedy wchodził w niego bez przygotowania, jednak to było takie niespodziewane, że obiecał sobie iż następnym razem go za to zabije. Teraz jednak gdyby przerwał miał by większe kłopoty. Nieświadomie poruszył biodrami zarzucając ręce na szyję ukochanego dając mu tym samym znak, że może zacząć robić swoje. To też ciemnowłosy z cichym jękiem zadowolenia zaczął się w nim poruszać do chwila zwiększając tępo. Nie powiem, wybrał sobie idealne miejsce do pieprzenia. Pod prysznicem. Tego jeszcze nie było. Co prawda zaliczyli już kuchenny stół, a nawet raz byli tak napaleni, że zaczęli się kochać w przedpokoju. 
-Sasukeee. -Wyjęczał przeciągle blondas zaciskając palce na jego włosach kiedy poczuł, że długo już nie wytrzyma. Uchiha zadrżał po usłyszeniu swojego imienia, jednak uciszył go namiętnym pocałunkiem, pozwalając by dźwięki wydobywały się do wnętrza jego ust. Naruto doszedł zaciskając mięśnie na członku chłopaka przez co ten wydał z siebie po raz kolejny ciche sapnięcie i przygryzł wargę unosząc biodra chłopaka wyżej. Po kilku kolejnych pchnięciach on również osiągnął spełnienie i opadł na płytki biorąc na swoje kolana ciało chłopaka który niemal od razu się w niego ufnie wtulił. Obaj byli wykończeni. Ciemnowłosy uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Dzisiejszego wieczoru, jednak na pewno jeszcze raz to zrobią. Nie ważne jak, i tak go zmusi. 
-To by się z tobą stało kochanie, tylko nieco brutalniej, gdybyś dalej nie zamykał drzwi i ktoś by Cię zgwałcił. -Powiedział nagle niczym nauczyciel Uchiha hamując się od śmiechu. Niebieskooki jedynie cicho zamruczał lecz po chwili odpowiedział wprost do uszka kochanka :
-Jak tak ma być, to ja poproszę te gwałty częściej, ale fundowane tylko przez Ciebie. 
-Chyba skorzystam z zaproszenia... -Szepnął zaskoczony blondynkowi. Po odczekaniu chwili wstał i ruszył w kierunku sypialni by położyć wykończonego chłopaka do łóżka.

środa, 24 grudnia 2014

Byakuya x Ichigo ~ Święta, święta i po świętach...

Od Autorki : No dobra więc tak : standardowo życzę Wam wesołych świąt, szczęśliwego Nowego Roku, dużo prezentów, pieniędzy, szczęścia i tym podobne. Dobra, to tyle ode mnie z życzeń... Nie umiem ich pisać ;_; Oto moja ulubiona para z Bleacha na święta Was zaszczyci słodkością :33 Zamówione notki zostaną wstawione po świętach... przepraszam. Ale okazało się, że nie będę w domu na święta.
Paring : Byakuya x Ichigo
Z Anime : Bleach

Ichigo po raz kolejny już pastwił się nad swoim biednym ciastem, którego oczywiście nie potrafił porządnie pokroić. Za to jego chłopak był w tym dobry. Istniał mimo to jeden mały problem - Kuchiki jak to Kuchiki nadal zachowywał swoją dumę i ani myślał robić coś, co by było zbytnim przemęczeniem. A na pewno nie zamierzał pomagać Kurosakiemu. W końcu musi kiedyś się tego nauczyć, nie może całe życie być pod jego opieką. W końcu się okaże, że chłopak nie potrafi bez niego żyć... chociaż byłaby to kusząca opcja.
-Byakuya, no pomóż mi! -Zawołał już nieźle zirytowany rudowłosy wpadając jak burza do średnich rozmiarów salonu. To co ujrzał omal nie zwaliło go z nóg. Ciemnowłosy mężczyzna zawsze w stroju shinigami, teraz w ciemnej, ciepłej bluzie i równie ciemnych rurkach, siedział przy choince wraz z ojcem swojego chłopaka kompletnie zalany. Wskazywały na to różowe policzki, zwykle nietypowo blade, oraz pijacki wyraz twarzy który nigdy jeszcze chyba nie zagościł na twarzy tego arystokraty. Rudowłosemu złość przeszła natychmiastowo. W końcu nie codziennie widzi tego dumnego głuptasa w takim stanie. Zrobi mu zdjęcia i będzie pokazywał przez wieki. Zaśmiał się pod nosem szatańsko po czym bąknął parę słów do rodziny. Następnie już tylko podszedł do niego i wziąwszy chłopaka pod rękę zaczął ciągnąć w stronę swojego pokoju. Zaraz za nimi zatrzasnął drzwi i położył mimo usilnych protestów, na swoim dosyć mizernym, jednak wystarczającym łóżku.
- Głupku... upiłeś się i to w wigilię. Co się z tobą dzieje? Nigdy nie pozwalałeś sobie na takie sytuacje. -Zaśmiał się rudy, kręcąc głową. Wstał z podłogi, bo do tej pory siedział na klęczkach po czym zaczął nakrywać mężczyznę kocem. Jednak zanim zdążył porządnie wykonać swoje zadanie został przyciągnięty za dłoń, tak, że jego głowa znajdowała się na kolanach Kuchikiego. -Co robisz Byakuya? -Zapytał cicho wzdychając. Ten mężczyzna na prawdę był niemożliwy. Nie dość, że przy ludziach zachowywał się jak kawał prawdziwego arystokraty, to jeszcze przy chłopaku był taki... władczy. Nie trudno się domyślić kto był typem dominującym, mimo iż podobno obaj za takich uchodzili. Kurosaki przyjął swoją porażkę dosyć cierpko, jednak jeszcze kiedyś zamierzał się o to postarać. Nagle poczuł na swojej szyi gorący oddech pijanego shinigami, a następnie został przygnieciony dosyć ciężkim ciałem Byakuyi. -No odpowiedz mi w końcu... -Jęknął cicho widocznie odczówając skutki upadku.
-Korzystam z mojego prezentu świątecznego. -Odezwał się, jak zwykle spokojnie. Jego głos miał w sobie wyczówalną, pijacką nutę. No proszę. Kto by pomyślał, że ktoś taki jak on jest zdolny do tych słów. Na twarzy Kurosakiego wykwitł delikatny uśmieszek nie zwiastujący nic dobrego.
-Powiedz, że mnie kochasz. -Szepnął nagle unosząc dłoń do jego policzka, delikatnie go głaszcząc. Czemu nie skorzystać z sytuacji i nie zapytać go o to po pijanemu? Może mu się poszczęści i to powie. Ciemnowłosy wyprostował się unosząc brew ku górze i wygodnie siadając na biodrach rudego.
-Wiesz, że nie potrafię. -Odparł w końcu Byakuya, cicho wzdychając. Nie umiał od tak po prostu rozmawiać o uczuciach. Było to nie zmienne od wielu lat.
-No dalej. Wiem, że potrafisz Byakkuś. Powiedz to. Powiedz, że mnie kochasz. Chyba raz możesz prawda?
-Byakkuś? -Zapytał ponownie, unosząc brew ku górze, jednak powstrzymał się od jakich kolwiek uwag. Przyzwyczajony był do zwracania się z szacunkiem, jak widać, Ichigo ewidentnie to ignorował. On zresztą zawsze był sobą. W końcu mężczyzna wypuścił powietrze z ust, lecz zamiast powiedzieć to czego od niego chłopak oczekiwał, wpił się w jego słodkie usta, złączając się z nimi długo i namiętnie. -Powiem Ci po świętach, muszę się jakoś do tego przygotować. -Powiedział w końcu całkowicie zaskakując Ichigo, który... wybuchnął śmiechem. Nie opanowanym i pełnym rozbawienia. No ale w końcu Byakuya nigdy nie był normalny. Zawsze go zaskakiwał.
-Dobrze, będę czekał z niecierpliwością i trzymam Cię za słowo.
-Dziękuję.
-Nie dziękuj. Mamy święta. Po za tym miną tak szybko jak się pojawiły. Święta, święta i po świętach, a ja i tak to usłyszę... prawda?
-Zapewne...


niedziela, 21 grudnia 2014

Aido x Akatsuki ~ Więzi

Od Autorki : Kolejny paring na zamówienie i znów VK. Cieszę się, że w końcu mój blog ma jakieś wzięcie. Bosz, bosz o.O Ile komenatrzy pod ostatnim postem. Same nowe twarze, chodź starych już nie widuję od jakiegoś czasu... trochę to niepokojące. XD Ale dobra, koniec gadania, zapraszam do czytania. Paring napisałam w niecałą godzinę... wow, wow, gratulujcie mi. Ale nad pomysłem myślałam cały dzień, mam nadzieję, że nie będzie rozczarowania XDD. Tak jak powiedziałam, te kolejne paringi mam zamiar wstawić jutro lub pojutrze więc pilnować. Xd
Dla : Weronika
Paring : Aido x Akatsuki
Z Anime : Vampire Knight

-Nadal śpisz ? -W do tej pory cichym pokoju rozbrzmiał głos brązowookiego wampira który właśnie zaszczycił owe miejsce swoją obecnością. Jednak nikt mu nie odpowiedział. Zupełnie jak by mówił do powietrza. Po chwili do jego głosu dołączyły kroki kiedy mężczyzna ruszył przed siebie uprzednio zamykając drzwi i stanął na środku ciemnego pokoju. Wszystko było by idealne - jak zresztą zawsze, gdyby nie zasłonięte szczelnie czarne zasłony oraz kształt na wielkim łóżku z kotarami. Pod grubą kołdrą widać było dosyć wielkie wybrzuszenie oznaczające tylko jedno. Ktoś był pod tą kołdrą. Akatsuki westchnął ciężko po czym wywróciwszy oczami podszedł w to miejsce siadając na krawędzi łóżka i niemal że siłą odgarnął kawałek kołdry z twarzy blondyna, kurczowo próbującego ignorować jego obecność w pokoju. -Przyniosłem Ci tabletki. -Wytłumaczył podając chłopakowi szklankę z krystalicznie czystą wodą oraz... tabletkę krwi. Zaczynał się martwić. Ludzie mieli wampiry za bezuczuciowe stworzenia, jednak gdyby osoba z takimi poglądami sama się nim stała już jej zdanie nie było by takie trafne. Kain się martwił. Aido od kilku dni był nie swój. Właściwie od czasu kiedy wrócił z wizyty u swojego ojca w domu. Nawet nie uśmiechał się do kobiet z dziennych klas kiedy wybywali na nocne zajęcia. Całkowicie nie w jego stylu. Dlatego mężczyzna zaczynał się szczerze i poważnie martwić. Nigdy by nie podejrzewał się o takiego typu odczucia, nawet jeśli chodziło o jego bliższą rodzinę. A jednak wraz z biegiem czasu zaczynało się to zmieniać. Początkowo nawet nie zwrócił na to uwagi. Potem jednak zaczął się tym interesować, a teraz na końcu się martwił. Życie wampira jest trudne... -Słyszysz ?
-Nie chcę. Nie jestem spragniony. -Powiedział spokojnie blondyn otwierając jedno ze swoich magicznych, błękitnych oczu w kolorze morza. ,,Ładne są... " Pomyślał Kain nim zdołał zrozumieć tego sens. Pokręcił głową przymykając oczy. Czy aby na pewno nie był spragniony ? Wręcz przeciwnie. Co jak co, ale życie w którym czasami sam był głodny nie do wytrzymania nauczyło go rozpoznawać, kiedy wampir jest głodny. Skóra Hanabusy była o wiele bledsza niż powinna być, niczym marmur, oczy lekko przygaszone, a usta zaczynały sinieć. To już zaczynało być poważnym zagłodzeniem. Do tego chłopak zaczynał irytować brązowookiego. W końcu zachowywał się jak małe dziecko nie chcąc mu nawet powiedzieć o co chodzi, chodź robił to niemal od zawsze. Jednak jasnowłosy dalej czekał. Wiedział, że prędzej czy później Aido sam mu powie. Była to jedynie kwestia czasu. Nie był on osobą która mogła by tak długo utrzymać swoje problemy samemu nie wyżalając się z nich komuś.
-Pij. -Rozkazał nagle Akatsuki tworząc delikatne rozcięcie na swojej szyi po czym pochylił się nad chłopakiem dając mu lepszy dostęp do swojej szyi. Nigdy nie dawał nikomu swojej krwi. Stanowczo wolał sam ją pić, jednak to była ostateczność. Dobrze wiedział jak czerwona posoka smakuje blondynowi. Nie to świństwo w tabletkach pozwalających jedynie na przeżycie. Jednak po tym nie czuło się jakoś specjalnie, nie miało wigoru, ani siły tak wielkiej jak po zasmakowaniu prawdziwej, czystej, świeżej krwi. Oczy chłopaka rozszerzyły się z zaskoczeniu kiedy jedna czerwona kropla z szyi Kain'a spoczęła na jego policzku spływając w stronę ust. Aido oblizał usta i zadrżał nieznacznie. Już dawno nie pamiętał jak smakowała prawdziwa krew... -Pij. - Powtórzył brązowooki wpatrując się uporczywie, w te morskie, tak inne tęczówki od jego własnych, które zaraz po wyczuciu krwi zmieniły stopniowo swoją barwę w szkarłat. Hanabusa miał poważny wyraz twarzy. To do niego stanowczo nie pasowało. Uniósł dłoń ku górze delikatnie kładąc przy rozcięciu na szyi chłopaka.
-Kaname-sama będzie zły. -Stwierdził spokojnym głosem, jednak pod koniec zadrżał w ten sam sposób zdradzając drugiemu mężczyźnie jak bardzo tego w tej chwili pragnie. Jak by oczekiwał pocieszenia.
-Biorę to na siebie... jak zresztą zawsze. -Parsknął jasnowłosy unosząc kącik ust w delikatnym, aczkolwiek wyzywającym uśmieszku. Niebieskookiemu nie trzeba było po raz kolejny powtarzać. Przyciągnął twarz wampira stanowczo do siebie wpijając się swoimi długimi kłami w szyję chłopaka. Ten jednak nie wydał żadnego dźwięku. Otworzył jedynie usta i zamknął oczy dając się ponieść temu uczuciu. Czuł jak blondyn spija z niego łapczywie życiodajny płyn. Właściwie... poczuł również z tego powodu satysfakcję. Że ta krew mu smakuje, że spija ją tak pożądliwie, tak bardzo, jak by miał w ustach czerwoną posokę ukochanego kochanka... szybko jednak odgonił swoje, w jego mniemaniu erotyczne myśli czekając aż ten się posili. Trwało to jeszcze jedynie krótką chwilę tak jak to przewidział Kain. Hanabusa opadł na poduszkę jeszcze przez dłuższy czas posapując z zadowolenia. Wpatrywał się cały czas jednak w szyję swojego kuzyna, na której ranka po kłach, stopniowo zaczęła się zabliźniać.
-Ojciec chce mnie wydać za mąż. -Szepnął jak najciszej potrafił w końcu. Cisza trwała około kwadrans. W końcu Akatsuki się doczekał powodu jego zmartwień. Mimo to wcale nie był z tego powodu zadowolony. Wiedział, że w wampirzej społeczności były dopuszczalne małżeństwa mężczyzny z mężczyzną, czasami było to nawet bardziej wskazane, ponieważ możliwie czasami nawet facet mógł zajść w ciążę. Jak ? Magia... cóż, skoro wampiry, wilkołaki, a może nawet i czarownice istnieją na tym świecie to czemu nie mogło by być faceta który urodził by dziecko ?
-To dlatego byłeś taki nieobecny ? -Zapytał troskliwie mężczyzna cicho przełykając ślinę. Rzeczywiście, mocno niebieski wzrok Hanabusy był zamglony i nieobecny. W odpowiedzi blondyn tylko ponownie przykrył się kołdrą przekręcając na drugi bok. Jednak Kain nie zamierzał poddać się tak łatwo. Westchnął ciężko zrywając kołdrę z jego ciała i objął w pasie przyciągając na swoje kolana, tak aby jego głowa znajdywała się tuż pod jego własną. Spojrzał pewnie w jego oczy wyczekując odpowiedzi. -Dlaczego się tym martwisz ? Nigdy nie interesowało Cię czy wyjdziesz za mąż czy też nie, bo nie miało by to zbyt dużego wpływu na twoje życie. Więc czemu ? -Kain zamrugał oczami. Chciał znać powód. Zaczynał rozumieć, dlaczego go to tak bardzo interesowało.
-Ponieważ się zakochałem już w kimś innym. -Odpowiedział w końcu blondyn przełykając ślinę. Czuł idealnie posmak krwi, nadal. Posmak krwi, tego na którym tak mu zależało. Teraz zaskoczył czekoladowookiego jeszcze bardziej. Wiedział, że nie powinien. Wiedział to, a jednak zadał to ostateczne pytanie :
-W kim się zakochałeś ? -Dłuższy czas ponownie zapadła cisza przerywana jedynie urywanymi oddechami obu wampirów. Hanabusa w końcu nie wytrzymał, przygryzł wargę i opuścił wzrok odwracając swoją głowę w bok. Kain zrozumiał. Nie potrzebował słów aby wiedzieć kto jest wybrankiem jego kuzyna... Wzdrygnął się, jednak nie z obrzydzenia. Wręcz przeciwnie... długi czas obserwował twarz blondyna która z niepewności po woli zaczynała zmieniać się w zawód, zwątpienie i niepewność. W końcu jednak zlitował się nad swoim ukochanym kuzynem i parsknął pod nosem zbliżając swoją twarz do jego własnej oparł czoło na jego włosach wprost oczu teraz już ukochanego.
-Coś na to poradzimy. Twój ukochany kuzyn nie odda tak łatwo swojego oblubieńca.