Od Autorki : Jejciu, wybaczcie że cały czas dodaje jedynie z Naruto oraz, że nie wstawiam zamówionych paringów, ale mam ostatnio trochę na głowie i dlatego mam zamiar wszystko zrobić gdy już nie będę musiała się uczyć do poprawek, bo od razu mam natłok zajęć... gomen, gomen. Postaram się ze wszystkim niedługo obrobić. A co do tego, że piszę jedynie Naruto i Naruto, to przez to, że opowiadanka miałam wcześniej przygotowane, a i mam ostatnio fazę by pisać akurat z tego.
Paring : Kakashi x Sasuke ( KakaSasu )
Z Anime : Naruto
Ciemnowłosy chłopak wolno przemierzał wioskę liścia nie wiedząc co ze sobą zrobić. Deszcz lał na jego głowę i skórę doprowadzając do przemoczenia jego drobnego jak na ten wiek, ciała piętnastolatka. Młody. Młody i niewinny. Pewnie każdy tak by myślał dalej, gdyby nie wydarzenie w którym został wybity cały jego żałosny klan nie umiejący się obronić nawet przed jednym człowiekiem. Ale nie ma sensu tego teraz roztrząsać. Teraz gdy w końcu podjął decyzję... chłopak zatrzymał się w miejscu kładąc dłoń w miejscu w którym znajdowała się przeklęta pieczęć. Tak, dobrze rozumujecie o co chodzi. Sasuke Uchiha zdecydował się na pójście do Orochimaru. Cóż powiedzieć... jedyne co się dla niego liczyło to Itachi. Trudno zaprzeczać, że tak nie jest. Łączyła go z nim zbyt głęboka nienawiść by mógłby o tym zapomnieć. Błędem było by mówić, że postanowił tak bez przemyślenia, lekkomyślnie niczym małe dziecko nie umiejące odróżnić noża od widelca. Nie. Sasuke myślał o tym zdecydowanie zbyt często, a trwało to czasem nawet kilka godzin dziennie. Minutami, dniami, a nawet miesiącami. I w końcu wszystko ułożyło się w to co teraz przedstawiał. Kompletna ciemność, a odpowiedź jedna. Tysiące scenariuszy, jak jeszcze mógłby żyć, a jednak ten jeden jedyny przeważył nad wszystkim. Ale to jeszcze nie teraz... chłopak ponownie zaczął iść przed siebie. W czasie jego przemyśleń w głowie zrodziły się również rzeczy które chce zrobić przed odejściem z Konohy. To była jedna z tych rzeczy. W tym celu właśnie teraz, późnym wieczorem kierował się ku mieszkaniu Hatake Kakashiego. Po dłuższej chwili zapukał do drzwi przed którymi nie wiadomo kiedy się znalazł i czekał aż mężczyzna mu otworzy. Nie bał się... no może trochę. Kto by się nie bał przyznać, że kocha swojego nauczyciela, chodź po stracie jedynej osoby jaką szczerze kochał przysiągł nigdy więcej nie próbować nawet. Nie starać się pokochać. Wszystko samo przyszło nim się obejrzał, a jego wątpliwości miały zostać potwierdzone właśnie dzisiaj wieczór. Ale nie było już odwrotu. Skoro to sobie obiecał, że to zrobi, to to zrobi. Może i całkowicie zgasi swoje światło, jakie kol wiek pozytywne uczucia... tym lepiej. Wyzbywając się uczuć których obecnie nie może się pozbyć całkowicie stanie się silniejszy. Drzwi się otworzyły przerywając zamyślenie chłopaka i w tej samej chwili ujrzał zdezorientowane spojrzenie sensei'a.
-A ! Sasuke ! Co tutaj robisz o tej porze ? Nie powinieneś się włóczyć po wiosce tak późno. Jesteś cały przemoczony. -Zaczął jak zawsze srebrnowłosy unosząc dłoń w geście przywitania. Głowa Sasuke była opuszczona jak by dalej był w transie, pogrążony we własnych myślach. Trwało to dłuższą chwilę, a Kakashi mu się przyglądał w całkowitym skupieniu. Czyżby... ? -Wejdź. -Powiedział nagle nauczyciel nie znosząc słowa sprzeciwu i pociągnął ciemnowłosego do środka zamykając za nim drewniane drzwi. Nim chłopak się spostrzegł został przygwożdżony do jasnej ściany pokoju jounina. Otworzył szeroko oczy dopiero w tej chwili zdając sobie sprawę z tego co przed chwilą się stało. No proszę. Kto by pomyślał, że to Kakashi zacznie to, co on miał zamiar zrobić od dawna. Niestety zamiast molestowania swojego ucznia sięgnął go jego niebieskiej bluzy osuwając ją na ramię, tak aby było widać przeklętą pieczęć. -Wiedziałem... -Szepnął ze zrezygnowaniem nauczyciel wpatrując się ponownie w twarz swojego byłego ucznia. Dlaczego Uchiha zawsze byli tacy nieodgadnięci ? Przeklęta pieczęć była zdecydowanie zbyt bardzo widoczna, a blokada jaką założył zaczynała z każdą chwilą słabnąć. Srebrnowłosy odsunął się z zamiarem przeanalizowania sytuacji jednak został brutalnie pociągnięty przez Uchihę z powrotem do siebie. -Sasuke ? -Zapytał dosyć zaskoczony wpatrując się w beznamiętną twarz chłopaka. Chwila. Długa, cicha chwila którą przerywały jedynie urywane oddechy dwóch ninja. Chłopak podjął decyzję zaciskając usta w cienką kreskę. Pociągnął mocniej sensei'a za ubranie przyciągając jak najbliżej siebie po czym po przez czarną maskę delikatnie musnął jego usta. Poczuł jak jego ciało się napina, a spojrzenie wyraża czystą dezorientację.
-Pieprz mnie, Kakashi. -Wyszeptał mu do ucha niesmowicie pociągającym głosem, który mógł jedynie należeć do jednego z członków klanu Uchiha. Uśmiechnął się pod nosem słysząc swój własny ton. Jak tania, napalona dziwka. No ale cóż... trzymał się teraz na nogach, nie opadając na podłogę z wrażenia tylko dzięki silnej woli.
-Nie wiesz co mówisz, Sasuke. Jesteś przemęczony, mokry i zimny. -Zaczął jounin odsówając się od chłopaka z dziwną twarzą, widocznie był rozkojarzony i zamyślony. Chłopak z chęcią to wykorzystał. Sięgnął do twarzy nauczyciela jednym płynnym ruchem zdzierając z niego maskę i zaczął popychać w stronę łóżka cały czas na wszelki wypadek trzymając dłonie zaciśnięte na jego koszuli. Zaskoczony Kakashi, nie przygotowany na taką odwagę ze strony ucznia po prostu potknął się i przewrócił na łóżko. -Sasuke ! -Krzyknął chcąc przywołać Uchihę do porządku jednak na próżno, bo chwilę potem jego już odkryte usta zostały brutalnie pocałowane, ręce unieruchomione nad głową, a na biodrach mężczyzny usiadł chłopak. Z dezaprobatą przyjął jak język chłopaka wsówa się w jego usta i zaprasza złośliwie do kontynuowania pocałunku. Hatake drgnął czując przyjemne dreszcze na plecach. Nie, nie, nie, nie podniecaj się Kakashi. Nie możesz ! Krzyknął do siebie rozpaczliwie w myślach wymyślając tysiące powodów dlaczego nie może tego zrobić, ale jego biedne, grzeczne oblicze poległo wobec rosnącego podniecenia, którego nie czuł od dawien dawna.
-Jestem mokry, to zdejmij ze mnie te ciuchy. Jestem przemęczony, to mnie rozbudź. Jestem zimny, to mnie rozpal. -Parsknął kpiąco, a na jego drobnych ustach pojawił się ironiczny uśmieszek. Ach... no tak, Ci Uchiha. Zaraz jednak przyjął poważny wyraz wpatrując się w twarz Kakashiego do której po raz kolejny się zbliżył teraz i odsłaniając opaskę z okiem sharingana. -Weź mnie, albo ja wezmę Ciebie. Siłą czy po dobroci. Nie mam zamiaru się teraz uspokajać. Skoro już się na to zdobyłem. -Odpowiedział poważnie, zaraz jednak się krzywiąc. Nienawidził wyrażać swoich uczuć, a ten białowłosy go do tego zmuszał... zawsze tak było. Cholerny kopiujący ninja, który zdołał zawrócić w głowie, chłopakowi który nigdy nie miał ochoty na bliższe stosunki. Po jego słowach Kakashi po prostu już nie wytrzymał. Drżąc jeszcze przez chwilę przewrócił chłopaka na plecy, tym razem przejmując inicjatywę bezwstydnie wtargnął ciepłymi dłońmi pod koszulkę ucznia dokładnie obserwując jego reakcję. Ten jednak cicho zamruczał w odpowiedzi poruszając biodrami, całkowicie oddany instynktowi. Zachęty już obaj nie potrzebowali. Kakashi mimo wątpliwości powodowanych po prostu czystym charakterem mężczyzny. Kochanek skutecznie uniemożliwił mu dalsze rozmyślanie napierając na jego członka swoim udem. Sapnął cicho zrzucając z niego bluzkę która szybko ustąpiła jak by tylko na to czekała. Reszta poszła gładko. Jęki ciemnowłosego wcale nie powstrzymywane kiedy Hatake zaczął pieścić jego sutki, podbrzusze, ramiona i szyję zwinnym językiem. Od zawsze było wiadomo dla młodszego, że nauczyciel ma w tym jakieś doświadczenie, bo potrafił rozpoznawać gejów. Z każdym jękiem swojego uke mężczyzna zaczął się spinać z podniecenia nie wiedząc jak długo da radę wytrzymać. Przechodziły go na przemian dreszcze przyjemności jak i coraz większe podniecenie objawiające się na dole. Przygryzł wargę chłopaka do czerwoności czując jak wkłada mu zimne ręce w spodnie i zaciska palce na jego pośladkach. Chwilę potem jego dłonie zaczęły błądzić dalej, okrążając biodra aż ku kroczu. Jęknął nie mogąc już wytrzymać. I to on niby miał być na górze... Westchnął cicho kiedy poczuł jak reszta jego ciuchów zostaje zciągnięta, a po krótkiej chwili zrobił to samo z rzeczami kochanka obejmując go w biodrach. -Czekaj. -Powiedział widząc, że zamierzam zacząć go przygotowywać. Zamrugałem zaskoczony. Szybko Ci się zmienia zdanie dzieciaku... Widzac moje pytające spojrzenie jedynie uśmiechnął się ironicznie i wyswobodził z jego objęć zjeżdżając w dół, na wysokość jego pasa.
-Sasuke, czy ty zami...-Przerwał cichym jękiem gdy poczuł gorące usta ssące jego członka. -O bogowie. -Westchnął cicho Hatake przymykając oczy i zacisnął palce na pościeli kiedy chłopak nie patyczkując się zaczął szybko mu obciągać. Skąd on miał tyle wprawy ? Nie minęło kilka minut, a srebrnowłosy doszedł w jego ustach.
-Nie przygotowywuj mnie. -Powiedział spokojnie Uchiha kiedy zdołał już oblizać swoje zaczerwienione wargi po połknięciu nasienia nauczyciela który po przez ten widok zdążył ponownie się podniecić.
-Ale... -Zaczął chcąc po raz kolejny się sprzeciwić, jednak jego usta zostały zatkane kolejnym pocałunkiem.
-Bez gadania Kakashi. -Oznajmił Uchiha złowieszczo popychając go znów na łóżko. Wygodnie usadowił się na jego biodrach podciągając tyłek by było mu wygodniej i sam nie mogąc znieść tego oczekiwania nadział się na jego członka sycząc z bólu.
-Mówiłem... -Wysapał Kakashi zcierając jedną, samotną łzę z jego policzka.
-Jestem masochistą. -Prychnął dumnie i niemal od razu zaczął się poruszać, nadziewając na członka nauczyciela przez co ten niemal zachłysnął się powietrzem.
-A powiedział bym, że nie wyglądasz... -Szepnął cicho, kiedy już zdołał w ogóle coś powiedzieć przełykając ślinę. Sam położył dłonie na jego biodrach i zaczął go na siebie opuszczać w dzikim tępie chcąc usłyszeć więcej jęków gdy trafiał w jego czuły punkt. Ta zabawa nie trwała długo. Dwa spragnione ciała, nie potrzebowały dużo by dojść. Ciemnowłosy opadł na łóżko dysząc ze zmęczenia, spełnienia i zadowolenia podobnie jak i jego sensei. Przez dłuższą chwilę nastała cisza. Kakashi obrócił się w końcu na bok podpierając twarz o dłoń i spojrzał na zamyślonego Sasuke.
-Idziesz do Orochimaru, prawda ? -Zapytał głosem wypranym z emocji o ile to u srebrnowłosego w ogóle możliwe. Znów cisza.
-Tak. -Odpowiedział jednym słowem kochanek nie owijając w bawełnę. Mężczyzna przymknął powieki nie wiedząc jak dalej sformułować pytania.
-Więc dlaczego ? -Mruknął mając na myśli ich... stosunek. Dopiero teraz do niego docierał sens popełnionego czynu. I znowu cisza. Cholerna, nieznośna. Pełna niepewności.
-Bo tego chciałem. -Kolejna, krótka odpowiedź. To, to akurat wiedział... milczał.
-Wiesz, że jako twój sensei mam obowiązek Cię powstrzymać ? -Zapytał przygryzając wargę. Czekał.
-Wiem. -Szepnął spokojnie i pochylił się delikatnie muskając usta swojego kochanka. Westchnął cicho opierając się o jego czoło. -Wrócę. -Powiedział nagle sam zaskoczony własnymi słowami. Nie miał takiego zamiaru, jednak teraz... wiedział na czym stał.
-Jeśli nie to powieszę Cię za jaja na drzewie... -Szepnął mu Kakashi złowieszczo. No i klops... powiedział to. Kakashi Hatake, stary zboczeniec. Uchiha cicho się zaśmiał.
-To obietnica.
czwartek, 15 stycznia 2015
środa, 31 grudnia 2014
MadaSasu ~ Podobieństwa
Od Autorki : Zawsze lubiłam Madarę, jednak mniej niż Sasuke i Itachiego. A po ostatnim odcinku Naruto, już kompletnie go znienawidziłam, ale teraz nie będę Wam spoilerować. Kurczę, tak mnie to urzekło, że napiszę ten paring, aby zrobić własne zakończenie, może nieco się otrząsnę. XD
Paring : MadaSasu
Z Anime : Naruto Shippuden.
Słyszałem jego słowa. Wszystko co mówił ten młody Uchiha kiedy dźgnąłem go w serce pozostawiając na pewną śmierć. To była tylko kwestia czasu nim zginie. Dałem chłopakowi szansę. Mógł do mnie dołączyć. Mógł być po wygranej stronie tej wojny. Mimo iż mam serce z lodu, tak właśnie zaproponowałem mu dołączenie. Dlaczego? Izuna. Tak bardzo przypominał mi mojego Izunę. Niemal taka sama twarz, te same waleczne oczy, ten sam ból noszony na plecach. Podobno kiedyś ceniłem sobie więzi z rodziną i moimi braćmi. Było to dla mnie ważne. A on był w pewnym sensie ze mną powiązany. Z moim bólem i cierpieniem jaki zostawiłem przy śmierci mojego ukochanego, młodszego brata. Teraz nie miałem już nic. Nie miałem serca, nie miałem wyrozumiałości, a mimo to dzieciak dostał szansę z której nie skorzystał. Usłyszałem jego zacięty, cichnący głos kiedy czołgał się za mną po ziemi chcąc chyba jeszcze coś zrobić. Jak że głupi dzieciak.
-Itachi... Nie pozwolę, b-by życie Itachiego poszło na marne. -Wtedy się zatrzymałem. Prawda, kiedy dotknąłem go widziałem przelatujące wspomnienia, widziałem morderstwo klanu, widziałem walkę, widziałem śmierć, zdobycie mangekyou i w końcu edo tensei. Nawet przez chwilę odczuwałem jego ból. Smutek i tęsknotę. Mogłem nawet śmiało stwierdzić, że nawet ja nie tęskniłem tak bardzo za swoim Izuną. Ale on... mimo tak młodego wieku wiele przeszedł. Cóż... moja przeszłość tak że nie była usłana różami. Kiedy pomyśleć o tym na trzeźwo, to wolałem nawet widzieć śmierć moich braci i wieść tę głupią wojnę z Senju, zamiast pozwolić by mój brat wybił całą rodzinę i kazał mi go nienawidzić.
-Nie m-mogę jeszcze tutaj umrzeć! Ksa! -Krzyknął, a ja się odwróciłem patrząc na niego nieprzeniknionym wzrokiem. Jego oczy były pełne jakiegoś... strachu? Tak, właśnie. Strachu, że życie które podarował mu jego kochający brat pójdzie na marne. A ja się do tego przyczyniłem. Uchiha nadal starał się wstać mimo nieowocnych prób, przez co jeszcze bardziej krwawił. Wtedy coś mnie tknęło i jednym sprawnym ruchem pojawiłem się obok niego waląc go w kark, przez co stracił przytomność. Jeśli by się wykrwawił zbyt szybko nie miał by czasu nic zrobić. Wiedział, że zaprzecza sam sobie. Przymknął oczy i spojrzał na swoje dzieło. Na ogoniaste bestie. Na Kage, tych żywych i tych nie żyjących. Obito już się poddał, a mimo to nadal miał przewagę. Bo i kto by mógł zagrozić wielkiemu Madarze Uchiha? Mógł wygrać, a mimo to zaczął się zastanawiać, czy nie będzie żałował jeśli straci tego chłopaka. Na początku nawet miał zamiar zostawić sobie jego oczy w razie gdyby musiał się nimi posłużyć. A teraz się zastanawiał nad tym czy by mu nie pomóc. Pięknie. Chyba się starzeję. W tym momencie wzrok Madary padł na Hashiramę. Uśmiechał się. Że co? Zamrugał i ponownie zaczął się mu przyglądać. Jego uśmiech był triumfalny. Jak by mówił: ,,Wiedziałem, że troska jeszcze w tobie nie zginęła". Uchiha parsknął po czym wziął chłopaka na ręce i nic nie mówiąc wykonał kilka pieczęci pojawiając się w małej chatce. Zetsu się wszystkim zajmie. Jeszcze nie zrezygnował z wojny nie mógł. Leczył chłopaka, opiekował się nim, mimo iż mówił, że tego nie potrzebuje, żebym dał mu odejść, lub żebym z nim walczył. Któregoś dnia z kolei przyszedłem do niego i usiadłem na brzegu łóżka. Spał. Pozwoliłem sobie na więcej i delikatnie przejechałem dłonią po jego twarzy.
-Jesteś identyczny jak Izuna. -Wyszeptałem z bólem. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat pozwoliłem sobie na słabość. Im dłużej przebywałem w towarzystwie Sasuke, tym częściej porównywałem go do Izuny. Tym bardziej był do niego podobny.
-Stajesz się coraz bardziej podobny do Itachiego. -Odpowiedział cicho, a głos mu się załamał. Cholera, nawet nie zauważyłem kiedy się obudził. Jego oczy były pełne cierpienia. Widziałem tego chłopaka w tej chwili w tym stanie po raz pierwszy. Widziałem w jego głowie ich wspólne wspomnienia. Czy faktycznie podobny był do jego brata ? Nie wiedząc czemu pchnięty impulsem wziął ciało o wiele młodszego członka klanu i przytulił do siebie.
-Wszyscy jesteśmy jak cholera podobni. -Wyszeptałem cicho. I wtedy zdałem sobie z czegoś sprawę. Zakochałem się. Znowu. Nie w Izunie, tylko w Sasuke. Nie za podobieństwo do niego, tylko za jego siłę przetrwania. Za wolę żyjącą w nim. Za to, że on jedyny mnie teraz akceptował. Na zawszę będę pamiętał przy nim przy Izunie, jednak że on zawsze będzie czuł przy mnie Itachiego. Taki już jest chyba nasz przeklęty los. W końcu jesteśmy Uchiha.
Paring : MadaSasu
Z Anime : Naruto Shippuden.
Słyszałem jego słowa. Wszystko co mówił ten młody Uchiha kiedy dźgnąłem go w serce pozostawiając na pewną śmierć. To była tylko kwestia czasu nim zginie. Dałem chłopakowi szansę. Mógł do mnie dołączyć. Mógł być po wygranej stronie tej wojny. Mimo iż mam serce z lodu, tak właśnie zaproponowałem mu dołączenie. Dlaczego? Izuna. Tak bardzo przypominał mi mojego Izunę. Niemal taka sama twarz, te same waleczne oczy, ten sam ból noszony na plecach. Podobno kiedyś ceniłem sobie więzi z rodziną i moimi braćmi. Było to dla mnie ważne. A on był w pewnym sensie ze mną powiązany. Z moim bólem i cierpieniem jaki zostawiłem przy śmierci mojego ukochanego, młodszego brata. Teraz nie miałem już nic. Nie miałem serca, nie miałem wyrozumiałości, a mimo to dzieciak dostał szansę z której nie skorzystał. Usłyszałem jego zacięty, cichnący głos kiedy czołgał się za mną po ziemi chcąc chyba jeszcze coś zrobić. Jak że głupi dzieciak.
-Itachi... Nie pozwolę, b-by życie Itachiego poszło na marne. -Wtedy się zatrzymałem. Prawda, kiedy dotknąłem go widziałem przelatujące wspomnienia, widziałem morderstwo klanu, widziałem walkę, widziałem śmierć, zdobycie mangekyou i w końcu edo tensei. Nawet przez chwilę odczuwałem jego ból. Smutek i tęsknotę. Mogłem nawet śmiało stwierdzić, że nawet ja nie tęskniłem tak bardzo za swoim Izuną. Ale on... mimo tak młodego wieku wiele przeszedł. Cóż... moja przeszłość tak że nie była usłana różami. Kiedy pomyśleć o tym na trzeźwo, to wolałem nawet widzieć śmierć moich braci i wieść tę głupią wojnę z Senju, zamiast pozwolić by mój brat wybił całą rodzinę i kazał mi go nienawidzić.
-Nie m-mogę jeszcze tutaj umrzeć! Ksa! -Krzyknął, a ja się odwróciłem patrząc na niego nieprzeniknionym wzrokiem. Jego oczy były pełne jakiegoś... strachu? Tak, właśnie. Strachu, że życie które podarował mu jego kochający brat pójdzie na marne. A ja się do tego przyczyniłem. Uchiha nadal starał się wstać mimo nieowocnych prób, przez co jeszcze bardziej krwawił. Wtedy coś mnie tknęło i jednym sprawnym ruchem pojawiłem się obok niego waląc go w kark, przez co stracił przytomność. Jeśli by się wykrwawił zbyt szybko nie miał by czasu nic zrobić. Wiedział, że zaprzecza sam sobie. Przymknął oczy i spojrzał na swoje dzieło. Na ogoniaste bestie. Na Kage, tych żywych i tych nie żyjących. Obito już się poddał, a mimo to nadal miał przewagę. Bo i kto by mógł zagrozić wielkiemu Madarze Uchiha? Mógł wygrać, a mimo to zaczął się zastanawiać, czy nie będzie żałował jeśli straci tego chłopaka. Na początku nawet miał zamiar zostawić sobie jego oczy w razie gdyby musiał się nimi posłużyć. A teraz się zastanawiał nad tym czy by mu nie pomóc. Pięknie. Chyba się starzeję. W tym momencie wzrok Madary padł na Hashiramę. Uśmiechał się. Że co? Zamrugał i ponownie zaczął się mu przyglądać. Jego uśmiech był triumfalny. Jak by mówił: ,,Wiedziałem, że troska jeszcze w tobie nie zginęła". Uchiha parsknął po czym wziął chłopaka na ręce i nic nie mówiąc wykonał kilka pieczęci pojawiając się w małej chatce. Zetsu się wszystkim zajmie. Jeszcze nie zrezygnował z wojny nie mógł. Leczył chłopaka, opiekował się nim, mimo iż mówił, że tego nie potrzebuje, żebym dał mu odejść, lub żebym z nim walczył. Któregoś dnia z kolei przyszedłem do niego i usiadłem na brzegu łóżka. Spał. Pozwoliłem sobie na więcej i delikatnie przejechałem dłonią po jego twarzy.
-Jesteś identyczny jak Izuna. -Wyszeptałem z bólem. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat pozwoliłem sobie na słabość. Im dłużej przebywałem w towarzystwie Sasuke, tym częściej porównywałem go do Izuny. Tym bardziej był do niego podobny.
-Stajesz się coraz bardziej podobny do Itachiego. -Odpowiedział cicho, a głos mu się załamał. Cholera, nawet nie zauważyłem kiedy się obudził. Jego oczy były pełne cierpienia. Widziałem tego chłopaka w tej chwili w tym stanie po raz pierwszy. Widziałem w jego głowie ich wspólne wspomnienia. Czy faktycznie podobny był do jego brata ? Nie wiedząc czemu pchnięty impulsem wziął ciało o wiele młodszego członka klanu i przytulił do siebie.
-Wszyscy jesteśmy jak cholera podobni. -Wyszeptałem cicho. I wtedy zdałem sobie z czegoś sprawę. Zakochałem się. Znowu. Nie w Izunie, tylko w Sasuke. Nie za podobieństwo do niego, tylko za jego siłę przetrwania. Za wolę żyjącą w nim. Za to, że on jedyny mnie teraz akceptował. Na zawszę będę pamiętał przy nim przy Izunie, jednak że on zawsze będzie czuł przy mnie Itachiego. Taki już jest chyba nasz przeklęty los. W końcu jesteśmy Uchiha.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
SasuNaru ~ Nauka odpowiedzialności.
Od Autorki : Jest ! Bosze, w końcu udało mi się siebie samą zmusić do napisania tego opowiadania. Dlaczego ? Ponieważ osobiście najbardziej w świecie nienawidzę paringu SasuNaru, niemal że się nim brzydzę. XD Wybaczcie, wszyscy jego fani, ale ja po prostu nie widzę Sasuke z nikim innym niż z Itachim. Znaczy się... może być z innymi np, Kakashi, ale po prostu Sasuke najbardziej i jedynie pasuje do Itachiego, a ja nigdy nie widziałam tego paringu w zbyt dobrym świetle. Wyobraźcie sobie, że starałam się ten paring napisać niemal że dziesięć razy i za każdym z nich ponosiłam porażkę, bo kończyłam w połowie i usuwałam, to co napisałam. ;_; mam nadzieję, że się spodoba, chociaż dla mnie jak to SasuNaru jest beznadziejne. No i w końcu sceny yaoi ;_; i to akurat przy tej parce.... help.
Paring : Sasuke x Naruto (SasuNaru)
Z Anime : Naruto
-Naruto ? -Głos ciemnowłosego rozniósł się po małym mieszkaniu wymienionej osoby. Nie usłyszawszy odpowiedzi chłopak cicho westchnął po czym zdjął buty i wszedł dalej zostawiając klucze i reklamówkę z jedzeniem dla swojego chłopaka na blacie w kuchni. Zaczął chodzić po domu dalej go nawołując. W końcu nie co dzień ten blondas wychodził z mieszkania bez informowania go o tym. Teraz to już właściwie było ich mieszkanie. Sasuke od jakiegoś czasu przebywał tutaj niemal że cały czas, ponieważ u siebie w domu narażony był zwykle na gniewne, irytujące spojrzenia rodziców, lub pijackie pogaduszki ze swoim starszym bratem przeciwko czemu raczej nie miał nic przeciwko gdyby ostatnio nie zaczął wypytywać o Naruto. Westchnął ciężko kierując się w stronę ostatniego obiektu, gdzie mógłby przebywać ten idiota. Tak to właśnie jest gdy zostawiasz takiego półgłówka jak on na kilka godzin tylko po to by iść zarobić na chleb. No niemożliwość po prostu. Czarnowłosy uchylił drzwi od łazienki, jednak w tej chwili uderzyło go gorące powietrze i szum wody. Wypuścił powietrze z płuc z ulgą. Ach, czyli jednak go nie porwali. Cichym krokiem podszedł do kabiny po czym po raz kolejny się wydarł : -NARUTO !! -W tej samej chwili chłopak w środku kabiny prysznicowej podskoczył w miejscu niemal że się nie wywracając.
-Sasuke ty kretynie ! Chcesz mnie zabić ? -Zajęczał chłopak ponieważ dosyć boleśnie wylądował na tyłku. W takiej sytuacji Uchiha nie mógł się już gniewać. Zaśmiał się jedynie cichutko po czym puknął w szkło siadając na brzegu umywalki i zaczął się starać dostrzec chodź fragment ciała swojego ślicznego blondaska.
-Nie, ale tyle razy Cię prosiłem, że jak idziesz się myć, to chociaż zamknij porządnie drzwi. Nigdy nie wiadomo kogo tu przygna. -Parsknął chłopak cicho tłumacząc to już chyba setny raz temu małemu młotkowi. Młotkowi, ale jednak bardzo przystojnemu.
-Zapomniałem... a zresztą, co tam stoisz ? Chodź do mnie, a nie będziesz sobie oczy psuł przez parę, zboczeńcu jeden. -Prychnął niczym obrażone dziecko Uzumaki zakładając ręce na piersiach. Uchiha zaśmiał się jedynie kręcąc głową po czym zaczął zdejmować z siebie ciuchy. A co mu szkodzi. Bezwstydnie się popatrzy, przy okazji umyje, a może nawet uda mu się go namówić na coś więcej... nic tylko brać. Po chwili zbreźnych myśli wszedł do kabiny obejmując w pasie chłopaka który teraz stał do niego tyłem. Westchnął cicho przygryzając jego uszko. Ewidentnie zachowywał się jak małe dziecko.
-Wiesz, że się o Ciebie martwiłem nie ? -Zapytał Sasuke chcąc jakoś załagodzić sytuację. Gdyby znowu zagroził mu miesięcznym celibatem nie wiedziałby jak to wytrzymać... to była męczarnia. Brr, na samo wspomnienie przeszły go ciarki które widocznie wyczuł i jego chłopak bo odwrócił się do niego przodem. Ku zdziwieniu ciemnookiego Naruto uśmiechnął się sceptycznie pod nosem po czym złączył ich usta w namiętnym pocałunku, wiedząc, że w tej chwili jedynie nawet to wystarczy, by podniecić swojego seme. -Naruto. -Jęknął cicho w jego usta zaczynając pieścić jego szyję delikatnymi pocałunkami. Językiem obrysowywał jego kości policzkowe niemal mrucząc z zadowolenia, z każdą chwilą czując jak coraz bardziej się podnieca, dlatego też przestał. Zwykle kiedy to Uzumaki przejmował alternatywę chodziło mu o zwykłe pieszczoty, a Uchiha starał się by dobrze go zrozumieć, bo potem były z tego jedynie kłopoty. Czasami jego chłopak miał humorki jak baba w ciąży. Zamrugał po czym spojrzał w jego niebieskie oczy teraz pełne psotnych ogników.
-No na co czekasz ? -Parsknął cicho blondyn jak by było to najnormalniejsze w świecie, chodź Sasuke wyczuł u niego przyśpieszone bicie serca. Oblizał usta po czym cmoknął go w ustka i cicho się zaśmiał.
-Na zaproszenie. Słuchaj mnie uważnie panie Uzumaki : nawet jak będziesz chciał dzisiaj nie przerwę więc znaj konsekwencje jawnego podniecania mojej osoby i stój grzecznie pozwalając mi się wszystkim zająć. -Odpowiedział cicho po czym zjechał językiem niżej aż do jego podbrzusza by następnie ująć członka swojego chłopaka w dłoń którą zaczął lekko ugniatać jego jądra, natomiast po usłyszeniu z jego ust pięknego jęku wsadził go sobie do buzi od razu zaczynając energicznie poruszać głową w górę i w dół. Tego już było za dużo dla blondyna. Zaczął jęczeć, dłonie wplatając w hebanowe włosy Uchihy, a tyłkiem oparł się o płytki na ścianie, aby czasami nie upaść.
-Boże. -Wyjęczał cicho Naruto starając się powstrzymać kolejne jęki jednak z marnym skutkiem. Do głowy nasunęła mu się myśl, że właściwie Sasuke blisko jest do boga. Boga seksu który należał tylko do niego. Mm... ciekawa perspektywa. Jak wiadomo przez tego ,,profesjonalistę" długo czasu nie zajęło mu by spuścić się w jego ustach. Zaraz po tym zsunął się po ścianie, jednak nie długo dane mu było odpocząć, bo Uchiha pocałował go po raz kolejny oddając część jego nasienia blondynowi. Uśmiechnął się wrednie oblizując zmysłowo usta po czym podciągnął chłopaka na ścianę wsadzając swoje kolano pomiędzy jego uda na co ten odpowiedział jedynie cichym, zadowolonym jękiem i pokręcił tyłkiem niecierpliwie. Tak podniecony jak był teraz, nie był jeszcze nigdy. Nawet kiedy robili to po raz pierwszy. Chwilę później Naruto ponownie spojrzał w oczy kochanka utwierdzając się w przekonaniu, że i on nie jest mniej podniecony.
-Przepraszam, ale dzisiaj nie wytrzymam. -Sapnął mu cicho do ucha po czym jednym płynnym ruchem w niego wszedł. Po łazience rozniósł się krzyk, jednak blondyn zgryzł wargę starając się uspokoić. W zasadzie bywały już takie razy, kiedy wchodził w niego bez przygotowania, jednak to było takie niespodziewane, że obiecał sobie iż następnym razem go za to zabije. Teraz jednak gdyby przerwał miał by większe kłopoty. Nieświadomie poruszył biodrami zarzucając ręce na szyję ukochanego dając mu tym samym znak, że może zacząć robić swoje. To też ciemnowłosy z cichym jękiem zadowolenia zaczął się w nim poruszać do chwila zwiększając tępo. Nie powiem, wybrał sobie idealne miejsce do pieprzenia. Pod prysznicem. Tego jeszcze nie było. Co prawda zaliczyli już kuchenny stół, a nawet raz byli tak napaleni, że zaczęli się kochać w przedpokoju.
-Sasukeee. -Wyjęczał przeciągle blondas zaciskając palce na jego włosach kiedy poczuł, że długo już nie wytrzyma. Uchiha zadrżał po usłyszeniu swojego imienia, jednak uciszył go namiętnym pocałunkiem, pozwalając by dźwięki wydobywały się do wnętrza jego ust. Naruto doszedł zaciskając mięśnie na członku chłopaka przez co ten wydał z siebie po raz kolejny ciche sapnięcie i przygryzł wargę unosząc biodra chłopaka wyżej. Po kilku kolejnych pchnięciach on również osiągnął spełnienie i opadł na płytki biorąc na swoje kolana ciało chłopaka który niemal od razu się w niego ufnie wtulił. Obaj byli wykończeni. Ciemnowłosy uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Dzisiejszego wieczoru, jednak na pewno jeszcze raz to zrobią. Nie ważne jak, i tak go zmusi.
-To by się z tobą stało kochanie, tylko nieco brutalniej, gdybyś dalej nie zamykał drzwi i ktoś by Cię zgwałcił. -Powiedział nagle niczym nauczyciel Uchiha hamując się od śmiechu. Niebieskooki jedynie cicho zamruczał lecz po chwili odpowiedział wprost do uszka kochanka :
-Jak tak ma być, to ja poproszę te gwałty częściej, ale fundowane tylko przez Ciebie.
-Chyba skorzystam z zaproszenia... -Szepnął zaskoczony blondynkowi. Po odczekaniu chwili wstał i ruszył w kierunku sypialni by położyć wykończonego chłopaka do łóżka.
środa, 24 grudnia 2014
Byakuya x Ichigo ~ Święta, święta i po świętach...
Od Autorki : No dobra więc tak : standardowo życzę Wam wesołych świąt, szczęśliwego Nowego Roku, dużo prezentów, pieniędzy, szczęścia i tym podobne. Dobra, to tyle ode mnie z życzeń... Nie umiem ich pisać ;_; Oto moja ulubiona para z Bleacha na święta Was zaszczyci słodkością :33 Zamówione notki zostaną wstawione po świętach... przepraszam. Ale okazało się, że nie będę w domu na święta.
Paring : Byakuya x Ichigo
Z Anime : Bleach
Ichigo po raz kolejny już pastwił się nad swoim biednym ciastem, którego oczywiście nie potrafił porządnie pokroić. Za to jego chłopak był w tym dobry. Istniał mimo to jeden mały problem - Kuchiki jak to Kuchiki nadal zachowywał swoją dumę i ani myślał robić coś, co by było zbytnim przemęczeniem. A na pewno nie zamierzał pomagać Kurosakiemu. W końcu musi kiedyś się tego nauczyć, nie może całe życie być pod jego opieką. W końcu się okaże, że chłopak nie potrafi bez niego żyć... chociaż byłaby to kusząca opcja.
-Byakuya, no pomóż mi! -Zawołał już nieźle zirytowany rudowłosy wpadając jak burza do średnich rozmiarów salonu. To co ujrzał omal nie zwaliło go z nóg. Ciemnowłosy mężczyzna zawsze w stroju shinigami, teraz w ciemnej, ciepłej bluzie i równie ciemnych rurkach, siedział przy choince wraz z ojcem swojego chłopaka kompletnie zalany. Wskazywały na to różowe policzki, zwykle nietypowo blade, oraz pijacki wyraz twarzy który nigdy jeszcze chyba nie zagościł na twarzy tego arystokraty. Rudowłosemu złość przeszła natychmiastowo. W końcu nie codziennie widzi tego dumnego głuptasa w takim stanie. Zrobi mu zdjęcia i będzie pokazywał przez wieki. Zaśmiał się pod nosem szatańsko po czym bąknął parę słów do rodziny. Następnie już tylko podszedł do niego i wziąwszy chłopaka pod rękę zaczął ciągnąć w stronę swojego pokoju. Zaraz za nimi zatrzasnął drzwi i położył mimo usilnych protestów, na swoim dosyć mizernym, jednak wystarczającym łóżku.
- Głupku... upiłeś się i to w wigilię. Co się z tobą dzieje? Nigdy nie pozwalałeś sobie na takie sytuacje. -Zaśmiał się rudy, kręcąc głową. Wstał z podłogi, bo do tej pory siedział na klęczkach po czym zaczął nakrywać mężczyznę kocem. Jednak zanim zdążył porządnie wykonać swoje zadanie został przyciągnięty za dłoń, tak, że jego głowa znajdowała się na kolanach Kuchikiego. -Co robisz Byakuya? -Zapytał cicho wzdychając. Ten mężczyzna na prawdę był niemożliwy. Nie dość, że przy ludziach zachowywał się jak kawał prawdziwego arystokraty, to jeszcze przy chłopaku był taki... władczy. Nie trudno się domyślić kto był typem dominującym, mimo iż podobno obaj za takich uchodzili. Kurosaki przyjął swoją porażkę dosyć cierpko, jednak jeszcze kiedyś zamierzał się o to postarać. Nagle poczuł na swojej szyi gorący oddech pijanego shinigami, a następnie został przygnieciony dosyć ciężkim ciałem Byakuyi. -No odpowiedz mi w końcu... -Jęknął cicho widocznie odczówając skutki upadku.
-Korzystam z mojego prezentu świątecznego. -Odezwał się, jak zwykle spokojnie. Jego głos miał w sobie wyczówalną, pijacką nutę. No proszę. Kto by pomyślał, że ktoś taki jak on jest zdolny do tych słów. Na twarzy Kurosakiego wykwitł delikatny uśmieszek nie zwiastujący nic dobrego.
-Powiedz, że mnie kochasz. -Szepnął nagle unosząc dłoń do jego policzka, delikatnie go głaszcząc. Czemu nie skorzystać z sytuacji i nie zapytać go o to po pijanemu? Może mu się poszczęści i to powie. Ciemnowłosy wyprostował się unosząc brew ku górze i wygodnie siadając na biodrach rudego.
-Wiesz, że nie potrafię. -Odparł w końcu Byakuya, cicho wzdychając. Nie umiał od tak po prostu rozmawiać o uczuciach. Było to nie zmienne od wielu lat.
-No dalej. Wiem, że potrafisz Byakkuś. Powiedz to. Powiedz, że mnie kochasz. Chyba raz możesz prawda?
-Byakkuś? -Zapytał ponownie, unosząc brew ku górze, jednak powstrzymał się od jakich kolwiek uwag. Przyzwyczajony był do zwracania się z szacunkiem, jak widać, Ichigo ewidentnie to ignorował. On zresztą zawsze był sobą. W końcu mężczyzna wypuścił powietrze z ust, lecz zamiast powiedzieć to czego od niego chłopak oczekiwał, wpił się w jego słodkie usta, złączając się z nimi długo i namiętnie. -Powiem Ci po świętach, muszę się jakoś do tego przygotować. -Powiedział w końcu całkowicie zaskakując Ichigo, który... wybuchnął śmiechem. Nie opanowanym i pełnym rozbawienia. No ale w końcu Byakuya nigdy nie był normalny. Zawsze go zaskakiwał.
-Dobrze, będę czekał z niecierpliwością i trzymam Cię za słowo.
-Dziękuję.
-Nie dziękuj. Mamy święta. Po za tym miną tak szybko jak się pojawiły. Święta, święta i po świętach, a ja i tak to usłyszę... prawda?
-Zapewne...
Paring : Byakuya x Ichigo
Z Anime : Bleach
Ichigo po raz kolejny już pastwił się nad swoim biednym ciastem, którego oczywiście nie potrafił porządnie pokroić. Za to jego chłopak był w tym dobry. Istniał mimo to jeden mały problem - Kuchiki jak to Kuchiki nadal zachowywał swoją dumę i ani myślał robić coś, co by było zbytnim przemęczeniem. A na pewno nie zamierzał pomagać Kurosakiemu. W końcu musi kiedyś się tego nauczyć, nie może całe życie być pod jego opieką. W końcu się okaże, że chłopak nie potrafi bez niego żyć... chociaż byłaby to kusząca opcja.
-Byakuya, no pomóż mi! -Zawołał już nieźle zirytowany rudowłosy wpadając jak burza do średnich rozmiarów salonu. To co ujrzał omal nie zwaliło go z nóg. Ciemnowłosy mężczyzna zawsze w stroju shinigami, teraz w ciemnej, ciepłej bluzie i równie ciemnych rurkach, siedział przy choince wraz z ojcem swojego chłopaka kompletnie zalany. Wskazywały na to różowe policzki, zwykle nietypowo blade, oraz pijacki wyraz twarzy który nigdy jeszcze chyba nie zagościł na twarzy tego arystokraty. Rudowłosemu złość przeszła natychmiastowo. W końcu nie codziennie widzi tego dumnego głuptasa w takim stanie. Zrobi mu zdjęcia i będzie pokazywał przez wieki. Zaśmiał się pod nosem szatańsko po czym bąknął parę słów do rodziny. Następnie już tylko podszedł do niego i wziąwszy chłopaka pod rękę zaczął ciągnąć w stronę swojego pokoju. Zaraz za nimi zatrzasnął drzwi i położył mimo usilnych protestów, na swoim dosyć mizernym, jednak wystarczającym łóżku.
- Głupku... upiłeś się i to w wigilię. Co się z tobą dzieje? Nigdy nie pozwalałeś sobie na takie sytuacje. -Zaśmiał się rudy, kręcąc głową. Wstał z podłogi, bo do tej pory siedział na klęczkach po czym zaczął nakrywać mężczyznę kocem. Jednak zanim zdążył porządnie wykonać swoje zadanie został przyciągnięty za dłoń, tak, że jego głowa znajdowała się na kolanach Kuchikiego. -Co robisz Byakuya? -Zapytał cicho wzdychając. Ten mężczyzna na prawdę był niemożliwy. Nie dość, że przy ludziach zachowywał się jak kawał prawdziwego arystokraty, to jeszcze przy chłopaku był taki... władczy. Nie trudno się domyślić kto był typem dominującym, mimo iż podobno obaj za takich uchodzili. Kurosaki przyjął swoją porażkę dosyć cierpko, jednak jeszcze kiedyś zamierzał się o to postarać. Nagle poczuł na swojej szyi gorący oddech pijanego shinigami, a następnie został przygnieciony dosyć ciężkim ciałem Byakuyi. -No odpowiedz mi w końcu... -Jęknął cicho widocznie odczówając skutki upadku.
-Korzystam z mojego prezentu świątecznego. -Odezwał się, jak zwykle spokojnie. Jego głos miał w sobie wyczówalną, pijacką nutę. No proszę. Kto by pomyślał, że ktoś taki jak on jest zdolny do tych słów. Na twarzy Kurosakiego wykwitł delikatny uśmieszek nie zwiastujący nic dobrego.
-Powiedz, że mnie kochasz. -Szepnął nagle unosząc dłoń do jego policzka, delikatnie go głaszcząc. Czemu nie skorzystać z sytuacji i nie zapytać go o to po pijanemu? Może mu się poszczęści i to powie. Ciemnowłosy wyprostował się unosząc brew ku górze i wygodnie siadając na biodrach rudego.
-Wiesz, że nie potrafię. -Odparł w końcu Byakuya, cicho wzdychając. Nie umiał od tak po prostu rozmawiać o uczuciach. Było to nie zmienne od wielu lat.
-No dalej. Wiem, że potrafisz Byakkuś. Powiedz to. Powiedz, że mnie kochasz. Chyba raz możesz prawda?
-Byakkuś? -Zapytał ponownie, unosząc brew ku górze, jednak powstrzymał się od jakich kolwiek uwag. Przyzwyczajony był do zwracania się z szacunkiem, jak widać, Ichigo ewidentnie to ignorował. On zresztą zawsze był sobą. W końcu mężczyzna wypuścił powietrze z ust, lecz zamiast powiedzieć to czego od niego chłopak oczekiwał, wpił się w jego słodkie usta, złączając się z nimi długo i namiętnie. -Powiem Ci po świętach, muszę się jakoś do tego przygotować. -Powiedział w końcu całkowicie zaskakując Ichigo, który... wybuchnął śmiechem. Nie opanowanym i pełnym rozbawienia. No ale w końcu Byakuya nigdy nie był normalny. Zawsze go zaskakiwał.
-Dobrze, będę czekał z niecierpliwością i trzymam Cię za słowo.
-Dziękuję.
-Nie dziękuj. Mamy święta. Po za tym miną tak szybko jak się pojawiły. Święta, święta i po świętach, a ja i tak to usłyszę... prawda?
-Zapewne...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



