Od Autorki : Kolejny paring na zamówienie i znów VK. Cieszę się, że w końcu mój blog ma jakieś wzięcie. Bosz, bosz o.O Ile komenatrzy pod ostatnim postem. Same nowe twarze, chodź starych już nie widuję od jakiegoś czasu... trochę to niepokojące. XD Ale dobra, koniec gadania, zapraszam do czytania. Paring napisałam w niecałą godzinę... wow, wow, gratulujcie mi. Ale nad pomysłem myślałam cały dzień, mam nadzieję, że nie będzie rozczarowania XDD. Tak jak powiedziałam, te kolejne paringi mam zamiar wstawić jutro lub pojutrze więc pilnować. Xd
Dla : Weronika
Paring : Aido x Akatsuki
Z Anime : Vampire Knight
-Nadal śpisz ? -W do tej pory cichym pokoju rozbrzmiał głos brązowookiego wampira który właśnie zaszczycił owe miejsce swoją obecnością. Jednak nikt mu nie odpowiedział. Zupełnie jak by mówił do powietrza. Po chwili do jego głosu dołączyły kroki kiedy mężczyzna ruszył przed siebie uprzednio zamykając drzwi i stanął na środku ciemnego pokoju. Wszystko było by idealne - jak zresztą zawsze, gdyby nie zasłonięte szczelnie czarne zasłony oraz kształt na wielkim łóżku z kotarami. Pod grubą kołdrą widać było dosyć wielkie wybrzuszenie oznaczające tylko jedno. Ktoś był pod tą kołdrą. Akatsuki westchnął ciężko po czym wywróciwszy oczami podszedł w to miejsce siadając na krawędzi łóżka i niemal że siłą odgarnął kawałek kołdry z twarzy blondyna, kurczowo próbującego ignorować jego obecność w pokoju. -Przyniosłem Ci tabletki. -Wytłumaczył podając chłopakowi szklankę z krystalicznie czystą wodą oraz... tabletkę krwi. Zaczynał się martwić. Ludzie mieli wampiry za bezuczuciowe stworzenia, jednak gdyby osoba z takimi poglądami sama się nim stała już jej zdanie nie było by takie trafne. Kain się martwił. Aido od kilku dni był nie swój. Właściwie od czasu kiedy wrócił z wizyty u swojego ojca w domu. Nawet nie uśmiechał się do kobiet z dziennych klas kiedy wybywali na nocne zajęcia. Całkowicie nie w jego stylu. Dlatego mężczyzna zaczynał się szczerze i poważnie martwić. Nigdy by nie podejrzewał się o takiego typu odczucia, nawet jeśli chodziło o jego bliższą rodzinę. A jednak wraz z biegiem czasu zaczynało się to zmieniać. Początkowo nawet nie zwrócił na to uwagi. Potem jednak zaczął się tym interesować, a teraz na końcu się martwił. Życie wampira jest trudne... -Słyszysz ?
-Nie chcę. Nie jestem spragniony. -Powiedział spokojnie blondyn otwierając jedno ze swoich magicznych, błękitnych oczu w kolorze morza. ,,Ładne są... " Pomyślał Kain nim zdołał zrozumieć tego sens. Pokręcił głową przymykając oczy. Czy aby na pewno nie był spragniony ? Wręcz przeciwnie. Co jak co, ale życie w którym czasami sam był głodny nie do wytrzymania nauczyło go rozpoznawać, kiedy wampir jest głodny. Skóra Hanabusy była o wiele bledsza niż powinna być, niczym marmur, oczy lekko przygaszone, a usta zaczynały sinieć. To już zaczynało być poważnym zagłodzeniem. Do tego chłopak zaczynał irytować brązowookiego. W końcu zachowywał się jak małe dziecko nie chcąc mu nawet powiedzieć o co chodzi, chodź robił to niemal od zawsze. Jednak jasnowłosy dalej czekał. Wiedział, że prędzej czy później Aido sam mu powie. Była to jedynie kwestia czasu. Nie był on osobą która mogła by tak długo utrzymać swoje problemy samemu nie wyżalając się z nich komuś.
-Pij. -Rozkazał nagle Akatsuki tworząc delikatne rozcięcie na swojej szyi po czym pochylił się nad chłopakiem dając mu lepszy dostęp do swojej szyi. Nigdy nie dawał nikomu swojej krwi. Stanowczo wolał sam ją pić, jednak to była ostateczność. Dobrze wiedział jak czerwona posoka smakuje blondynowi. Nie to świństwo w tabletkach pozwalających jedynie na przeżycie. Jednak po tym nie czuło się jakoś specjalnie, nie miało wigoru, ani siły tak wielkiej jak po zasmakowaniu prawdziwej, czystej, świeżej krwi. Oczy chłopaka rozszerzyły się z zaskoczeniu kiedy jedna czerwona kropla z szyi Kain'a spoczęła na jego policzku spływając w stronę ust. Aido oblizał usta i zadrżał nieznacznie. Już dawno nie pamiętał jak smakowała prawdziwa krew... -Pij. - Powtórzył brązowooki wpatrując się uporczywie, w te morskie, tak inne tęczówki od jego własnych, które zaraz po wyczuciu krwi zmieniły stopniowo swoją barwę w szkarłat. Hanabusa miał poważny wyraz twarzy. To do niego stanowczo nie pasowało. Uniósł dłoń ku górze delikatnie kładąc przy rozcięciu na szyi chłopaka.
-Kaname-sama będzie zły. -Stwierdził spokojnym głosem, jednak pod koniec zadrżał w ten sam sposób zdradzając drugiemu mężczyźnie jak bardzo tego w tej chwili pragnie. Jak by oczekiwał pocieszenia.
-Biorę to na siebie... jak zresztą zawsze. -Parsknął jasnowłosy unosząc kącik ust w delikatnym, aczkolwiek wyzywającym uśmieszku. Niebieskookiemu nie trzeba było po raz kolejny powtarzać. Przyciągnął twarz wampira stanowczo do siebie wpijając się swoimi długimi kłami w szyję chłopaka. Ten jednak nie wydał żadnego dźwięku. Otworzył jedynie usta i zamknął oczy dając się ponieść temu uczuciu. Czuł jak blondyn spija z niego łapczywie życiodajny płyn. Właściwie... poczuł również z tego powodu satysfakcję. Że ta krew mu smakuje, że spija ją tak pożądliwie, tak bardzo, jak by miał w ustach czerwoną posokę ukochanego kochanka... szybko jednak odgonił swoje, w jego mniemaniu erotyczne myśli czekając aż ten się posili. Trwało to jeszcze jedynie krótką chwilę tak jak to przewidział Kain. Hanabusa opadł na poduszkę jeszcze przez dłuższy czas posapując z zadowolenia. Wpatrywał się cały czas jednak w szyję swojego kuzyna, na której ranka po kłach, stopniowo zaczęła się zabliźniać.
-Ojciec chce mnie wydać za mąż. -Szepnął jak najciszej potrafił w końcu. Cisza trwała około kwadrans. W końcu Akatsuki się doczekał powodu jego zmartwień. Mimo to wcale nie był z tego powodu zadowolony. Wiedział, że w wampirzej społeczności były dopuszczalne małżeństwa mężczyzny z mężczyzną, czasami było to nawet bardziej wskazane, ponieważ możliwie czasami nawet facet mógł zajść w ciążę. Jak ? Magia... cóż, skoro wampiry, wilkołaki, a może nawet i czarownice istnieją na tym świecie to czemu nie mogło by być faceta który urodził by dziecko ?
-To dlatego byłeś taki nieobecny ? -Zapytał troskliwie mężczyzna cicho przełykając ślinę. Rzeczywiście, mocno niebieski wzrok Hanabusy był zamglony i nieobecny. W odpowiedzi blondyn tylko ponownie przykrył się kołdrą przekręcając na drugi bok. Jednak Kain nie zamierzał poddać się tak łatwo. Westchnął ciężko zrywając kołdrę z jego ciała i objął w pasie przyciągając na swoje kolana, tak aby jego głowa znajdywała się tuż pod jego własną. Spojrzał pewnie w jego oczy wyczekując odpowiedzi. -Dlaczego się tym martwisz ? Nigdy nie interesowało Cię czy wyjdziesz za mąż czy też nie, bo nie miało by to zbyt dużego wpływu na twoje życie. Więc czemu ? -Kain zamrugał oczami. Chciał znać powód. Zaczynał rozumieć, dlaczego go to tak bardzo interesowało.
-Ponieważ się zakochałem już w kimś innym. -Odpowiedział w końcu blondyn przełykając ślinę. Czuł idealnie posmak krwi, nadal. Posmak krwi, tego na którym tak mu zależało. Teraz zaskoczył czekoladowookiego jeszcze bardziej. Wiedział, że nie powinien. Wiedział to, a jednak zadał to ostateczne pytanie :
-W kim się zakochałeś ? -Dłuższy czas ponownie zapadła cisza przerywana jedynie urywanymi oddechami obu wampirów. Hanabusa w końcu nie wytrzymał, przygryzł wargę i opuścił wzrok odwracając swoją głowę w bok. Kain zrozumiał. Nie potrzebował słów aby wiedzieć kto jest wybrankiem jego kuzyna... Wzdrygnął się, jednak nie z obrzydzenia. Wręcz przeciwnie... długi czas obserwował twarz blondyna która z niepewności po woli zaczynała zmieniać się w zawód, zwątpienie i niepewność. W końcu jednak zlitował się nad swoim ukochanym kuzynem i parsknął pod nosem zbliżając swoją twarz do jego własnej oparł czoło na jego włosach wprost oczu teraz już ukochanego.
-Coś na to poradzimy. Twój ukochany kuzyn nie odda tak łatwo swojego oblubieńca.
niedziela, 21 grudnia 2014
piątek, 19 grudnia 2014
Zero x Senri ~ Oblicze wampira.
Od Autorki : Paring na zamówienie. :D W końcu. ^^ Mam nadzieję, że opowiadanie się spodoba, bo włożyłam w nie sporo pracy myślenia, a nawet sprawdziłam trzy razy, czego zwykle nie robię. Miłego czytania ! <3 Bosze... już po raz trzeci piszę tutaj opowiadanie z Vampire Knight. Chyba zacznę częściej tworzyć takie paringi. xD Przy okazji... mam do Was pytanie. Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu i chcę napisać opowiadanie... na innym już blogu do którego wkrótce podam Wam linka. :3 Chcę napisać opowiadanie kilkunasto rozdziałowe z Vampire Knight. Oczywiście yaoi, shounen ai. Pierwszym bohaterem jest na pewno Zero, a drugim... zastanawiam się nad Kaname, chociaż właśnie po to piszę by poznać Wasze zdanie. Z kim ma być w tym opowiadaniu Zero ? Piszcie pod postem swoje propozycje do 03.01.2015 r. :3
Dla : Saika Otori
Paring : Zero x Senri
Z Anime : Vampire Knight.
Dla : Saika Otori
Paring : Zero x Senri
Z Anime : Vampire Knight.
Ile czasu minęło już od przeniesienia Zero do Nocnej Klasy ? Miesiąc ? Dwa ? Może nawet więcej. Chłopak nawet tego nie liczył. Srebrnowłosy z cichym westchnieniem spojrzał przed siebie lustrując swój od niedawna, nowy, pusty, chłodny pokój. Zdecydowanie wygody w Nocnym Akademiku były o wiele większe niż u Dziennych Klas, jednak brakowało tu jakiego kol wiek ciepła... całkowicie pasuje do wampirów. Powolnym krokiem wyszedł z pokoju kiedy tylko zapadł zmrok z zamiarem zejścia na dół czekając na inne pijawki przed zajęciami. Jakieś było jego zdziwienie kiedy na dole zastał tylko ciemnowłosego wampira, mimo iż to on zawsze starał się przychodzić ostatni. Nie chciał w końcu narażać się na zbyt długie przebywanie w towarzystwie wampirów. Powolnym krokiem zszedł na dół zastanawiając się jak zadać pytanie, które i tak musiało by paść. Nie za bardzo uśmiechała się mu wizja rozmowy z tą szarooką pijawką, ale jednak... nie mógłby być niedoinformowany.
- Dlaczego nikogo nie ma ? -Zapytał chłodno chcąc mieć to już za sobą. Nawet dla kogoś tak przystojnego jak Senri Shiki. Dobrze wiedział co kryje się pod tą maską. Wygląd miał jedynie powodować, że ludzie do nich lgnęli. Co oczywiście odnosiło skutek. Nigdy nie spotkał wampira w którym nie był by szaleńczo zakochany chodź by jeden człowiek. Przerwał swoje głupie w tej chwili rozmyślania, starając się skupić dlaczego akurat ten wampir, a nie inny siedział sobie beztrosko na kanapie jak by nie spodziewał się, że ktoś jeszcze zaszczyci go swoją szanowną obecnością. Swoją drogą, to nie było przy nim wiecznie towarzyszącej blondyneczki... Nie ważne.
- Kaname odwołał zajęcia, ponieważ miał coś ważnego do załatwienia. -Wytłumaczył nawet nie kierując na łowcę spojrzenia z nad swojego w tej chwili jak że ciekawego pisma.
- Miło, że ktoś mi powiedział. -Odpowiedział cicho zirytowany Kiryuu przymykając oczy. W tej chwili odwrócił się na pięcie chcąc wrócić do siebie nie narażony na obecność chodź by jednej pijawki, jednak został pociągnięty za rękę na kanapę. - C-co jest ? -Zapytał zaskoczony. Widząc ciągnącego go bruneta w pierwszej chwili od razu chciał się wyrwać. Jednak uścisk był zbyt mocny. Od razu został niemal że rzucony na kanapę. Dlaczego ten skubaniec jest taki szybki ? Szarooki z tym swoim beznamiętnym wyrazem twarzy w jednej chwili złapał za nadgarstki łowcy nie pozwalając mu wstać, a nogi którymi zaczął wierzgać przygniecione przez ciało wampira. Przez chwilę Zero warczał pod nosem obelgi i starał się wyrwać śledzony spojrzeniem pijawki, po prostu się poddał. W końcu wampir nic więcej nie zrobił, do czasu kiedy ten się uspokoił.- Czego chcesz ? -Zapytał w końcu nie zbyt przyjemnie jak by słowa niemal że wypluwał.
- Pogadać. -Mruknął po pewnej chwili mężczyzna wpatrując się w twarz srebrnowłosego. Zero musiał przyznać, że ten jego wzrok czasami na prawdę przerażał... był zbyt przeszywający. Chyba Shiki jako jedyny z wampirów miał takie spojrzenie. Był jeszcze Kaname, jednak że... jego spojrzenie nie trzymało go w takiej niepewności jaką zasiał w nim ten incydent.
- Nie musiałeś do tego mnie unieszkodliwiać. -Warknął nie mogąc się już powstrzymać. Bo i to nie było logiczne. Po co to zrobił ? Przecież wiadomo, że ten Senri również nie zbyt go lubi. Więc po co ? Bez sensu, nie logiczne.
- Wtedy byś uciekł nie słuchając co mam do powiedzenia. -Jak zawsze opanowany. Typowy wampir. Jednak jednocześnie taki inny od reszty.
- Więc mów. -Ponaglił go Kiryuu, już całkowicie zirytowany. Do najcierpliwszych to on nie należał. Zamiast odpowiedzi po kolejnej dość długiej chwili patrzenia sobie nawzajem w oczy Shiki ostrożnie usiadł na Zero okrakiem, co jednak dla niego było ułamkiem sekundy po czym delikatnie musnął jego usta jednak nie pogłębiając pocałunku. - Co robisz ? -Zapytał w końcu spokojny łowca,ale jego oczy wyrażały jedynie zaskoczenie, zmieszanie i tą niechęć... jednak schowaną teraz gdzieś głęboko w środku jego oczu. Przyćmiły ją inne, nowe doznania. To było przyjemne ? Jezu... nie.
- Sprawdzam coś. -Szepnął wampir ponownie sunąć swoimi ustami po policzku Kiryuu.
- No więc... już sprawdziłeś ? -Zapytał dosyć nie pewnie fioletowooki przygryzając delikatnie swoją wargę. Cóż.... wraz z tym muśnięciem jego charakter zmienił się nie do poznania.
- Chyba tak. -Odpowiedział w końcu brunet prostując się jednak nie zszedł z bioder srebrnowłosego którego natomiast jego wszechobecny spokój i opanowanie, podczas gdy ten niemal że umierał od bijącego w jego piersi przyśpieszonego serca i nierównego oddechu umierał. - Myślę, że mnie pociągasz. -Powiedział jak gdyby nigdy nic szarooki przekrzywiając głowę w bok i zamrugał przez chwilę gubiąc się ze swoim opanowaniem. Zdradziło to jedynie przełknięcie przez niego nerwowo śliny. W końcu Shiki nie chciał teraz kończyć i nie chciał by łowca go odepchnął.
- I co w związku z tym... ? -Szepnął Zero tym samym chcąc ukryć szok i zmieszanie jakie wywołała w nim wypowiedź wampira. W końcu ,,lekko" mówiąc nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Jak on może być taki... taki bezpośredni ? On by prędzej się ze wstydu spalił, niż powiedział tak komukolwiek. Nawet wampirowi którego nienawidził od dawien dawna razem z jego ,,wesołą paczką". Jednak Zero odpowiedzi się już nie doczekał. Poczuł jak ciężar na jego biodrach maleje, a po chwili chłopak zszedł z niego ciągnąc go za rękę do jego własnej komnaty.
- W związku z tym chcę tylko odpowiedzi, Panie łowco ,,tak" lub ,,nie" ? -Zapytał od razu Shiki nie owijając w bawełnę. Wyglądało na to, że wampir nie zamierzał czekać, jednak nie zamierzał również robić niczego wbrew woli łowcy, co nie mniej go zaskoczyło. Sądził, że teraz kiedy uległ nie będzie się już liczyło jego zdanie.
- Tak. -Odpowiedział w końcu przełykając ślinę. Coś czuł że to będzie długa noc... nazajutrz gdy tylko srebrnowłosy się obudził usiadł i delikatnie się skrzywił czując dyskomfort w dolnych częściach ciała. Jakież było jego zdziwienie kiedy ujrzał w lustrze na przeciwko niego swoje odbicie. Ciało całe posiniaczone i poszarpane... mimo iż tego nie czuł. W gorszym stanie był pokój. Istne pobojowisko... czyżby aż tak przesadzili ? Łowca uniósł delikatnie posiniaczoną dłoń ku górze lekko się krzywiąc. Ach... teraz czuł. Usłyszał ciche westchnięcie i jego wzrok natychmiast przeniósł się na wybudzającego się ze snu wampira. Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Kiedy tylko szare oczy zaczęły lustrować Zero, następnie przenosząc się na istne pobojowisko nie wstając z poduszki szepnął :
- Przepraszam nieco przesadziłem...
- Nic nie szkodzi. -Odpowiedział spokojnie Kiryuu. Znów ta cisza... kiedy srebrnowłosy już miał się ruszyć aby ubrać się i wyjść z zamiarem kąpieli we własnej łazience został zatrzymany przez dłoń wampira. Zamrugał i po woli odwrócił ku niemu swój wzrok.
- O co chodzi ?
- Prawdę mówiąc nie pociągasz mnie tylko ciałem. Lubię Cię... za twój charakter. - Znów powiedział to tak bezpośrednio... Zero w duchu cicho westchnął. Chyba zaczyna rozumieć dlaczego nienawidził wampirów...
- Ja też Cię lubię... ale potrzebuję czasu.
- W związku z tym chcę tylko odpowiedzi, Panie łowco ,,tak" lub ,,nie" ? -Zapytał od razu Shiki nie owijając w bawełnę. Wyglądało na to, że wampir nie zamierzał czekać, jednak nie zamierzał również robić niczego wbrew woli łowcy, co nie mniej go zaskoczyło. Sądził, że teraz kiedy uległ nie będzie się już liczyło jego zdanie.
- Tak. -Odpowiedział w końcu przełykając ślinę. Coś czuł że to będzie długa noc... nazajutrz gdy tylko srebrnowłosy się obudził usiadł i delikatnie się skrzywił czując dyskomfort w dolnych częściach ciała. Jakież było jego zdziwienie kiedy ujrzał w lustrze na przeciwko niego swoje odbicie. Ciało całe posiniaczone i poszarpane... mimo iż tego nie czuł. W gorszym stanie był pokój. Istne pobojowisko... czyżby aż tak przesadzili ? Łowca uniósł delikatnie posiniaczoną dłoń ku górze lekko się krzywiąc. Ach... teraz czuł. Usłyszał ciche westchnięcie i jego wzrok natychmiast przeniósł się na wybudzającego się ze snu wampira. Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Kiedy tylko szare oczy zaczęły lustrować Zero, następnie przenosząc się na istne pobojowisko nie wstając z poduszki szepnął :
- Przepraszam nieco przesadziłem...
- Nic nie szkodzi. -Odpowiedział spokojnie Kiryuu. Znów ta cisza... kiedy srebrnowłosy już miał się ruszyć aby ubrać się i wyjść z zamiarem kąpieli we własnej łazience został zatrzymany przez dłoń wampira. Zamrugał i po woli odwrócił ku niemu swój wzrok.
- O co chodzi ?
- Prawdę mówiąc nie pociągasz mnie tylko ciałem. Lubię Cię... za twój charakter. - Znów powiedział to tak bezpośrednio... Zero w duchu cicho westchnął. Chyba zaczyna rozumieć dlaczego nienawidził wampirów...
- Ja też Cię lubię... ale potrzebuję czasu.
Hijikata x Okita ~ Wiecznie uciekając.
Od Autorki : Paring dosyć kulawy, chyba tylko raz w życiu czytałam z nimi one shota. Jeśli ktoś nie oglądał anime to szczerze polecam, chociaż główny wątek jest tam hetero ;_; Nad czym szczerze ubolewam, to postacie są bardzo ładne i barwne. Całkiem przyjemnie się ogląda. ( Chyba że ktoś bardzo nienawidzi historii i fantasty XDD ) Wygląda na to że po trochu moja wena wraca... Zawsze chciałam napisać ten paring, ale nie wiedziałam jak to zrobić by było ciekawie. Cóż... mam nadzieję, że jednak mi się udało i coś z tego wyjdzie. Dobra, ale koniec mojego gadania. Do czytania polecam oba opki z tego anime na mojej liście jest to nr. 37 i 38. Boszz... ;_: jak trudno z tą parką znaleźć ładnego arta. Dzisiaj powinnam wstawić coś bożonarodzeniowego, bo w końcu wigilia Klasowa była dla Was, jeszcze uczniowie. XDD w związku z czym postanowiłam coś napisać.
Paring : Hijikata x Okita
Z Anime : Hakuouki Shinsengumi
Zimowy, ranny dzień. Po woli wstające z długiego snu słońce i lekki chłód odczuwalny po wyjściu na zewnątrz. Brunet o intensywnie zielonych oczach swobodnie opierał się o ścianę prostując nogi. Jego kimono było zsunięte z ramion, a twarz uniesiona ku górze. Instynktownie dłoń chłopaka powędrowała do swojego nadwyrężonego gardła. Mimo tego, że z jego ust wydobywała się wraz z oddychaniem tylko ciepła para symbolizująca to jak bardzo na zewnątrz jest lodowato, to on czuł się wręcz przeciwnie. Był rozpalony i bynajmniej nie była to zasługa podniecenia. Jego niemoc po przez chorobę nazywaną gruźlicą była na prawdę denerwująca. Okita wydał z siebie ledwo słyszalne westchnięcie. Jego myśli jak zwykle były pesymistyczne. Od niedawna wiedział, że już niedługo nie będzie mógł trzymać w ręku nawet katany, a co dopiero myśleć o walce u boku shinsengumi. A mimo to nadal nie miał zamiaru wyjawić, że jest chory. Dopóki jego stan nie był taki zły... być morze Okita oszukiwał sam siebie. Szukał pocieszenia, drogi by móc robić to co najbardziej kocha. Dygocząca z nagłego ochłodzenia dłoń chłopaka zacisnęła się na katanie po czym wyjęła ją z pochwy, a sam brunet wstał z miejsca z trudem, w bosych stopach wychodząc na zewnątrz mimo delikatnie padającego z nieba śniegu. Druga dłoń tym razem z towarzyszącą jej lekko skrzywioną miną chłopaka powędrowała do uchwytu miecza przybierając typową bojową pozycję. Chwilę później shinsengumi zaczął wymachiwać bronią jak by walczył z niewidzialnymi przeciwnikami. Z każdą sekundą jego twarz bladła, wyrażała trud jaki wkładał w poprawne utrzymanie miecza, a tak że ramiona zaczęły mu drżeć. Nie mógł się poddać bez osiągnięcia celu, tyle że... nie wiedział co było jego celem. Za wszelką cenę chciał się tego dowiedzieć. Dlatego właśnie był w shinsengumi. Dlatego walczył. Dlatego tak bardzo chciał być pomocny Hijikacie. Przecież przysiągł mu, że nie będzie bezużyteczny prawda ?!! Że będzie go bronił chodź by nie wiem co... a teraz. Mężczyzna zacisnął zęby tamując kolejny napad kaszlu po czym wymierzył po raz wielokrotnie, już nie tak precyzyjne cięcie mieczem w powietrzu. Jeszcze ! Jeszcze ! Jeszcze ! To za mało ! Za słabo !
- Okita !? -Zawołany osobnik w jednej chwili poznał ten głos. Spojrzał natychmiastowo za siebie przepełnionymi różnymi emocjami zielonymi oczami wprost w te obserwujące go w szoku fioletowe, piękne Hijikaty. Jęknął cicho nie mogąc wytrzymać drżenia nóg po czym upadł na śnieg upuszczając dosyć porządną katanę, która z dźwiękiem charakterystycznym dla upadku metalu potoczyła się gdzieś dalej. - Okita ! -Krzyknął zastępca dowódcy shinsengumi zrywając się z miejsca. Brunet chyba po raz pierwszy widział ciemnowłosego bez opanowanego wyrazu na twarzy. Mimo woli z malinowych ust nie wydobył się żaden dźwięk. Gardło za bardzo bolało. Nogi zamarzły. Serce wrzało. Oczy nic nie widziały. Zielonooki poczuł silne dłonie, a po krótkiej chwili już wisiał w powietrzu w ciepłych, dobrze zbudowanych ramionach swojego przyjaciela.
- Idioto... postaw mnie. Nie skończyłem ćwiczyć. -Zdał się na ciche parsknięcie w charakterystycznym dla siebie łobuzerskim tonie usilnie starając się zapomnieć o bolącym gardle. Zauważył jak usta fioletowookiego zaciskają się w wąską kreskę jednak nie odpowiedział dalej usilnie niosąc zielonookiego do budynku. Kiedy tylko położył go w jego ciepłym łóżku, w pokoju Okity, usiadł po turecku tuż przed nim przybierając na twarz ten swój opanowany wyraz. Chłopak obserwował go usilnie co chwila mrugając. Musiał powstrzymać napady krwawego kaszlu przynajmniej do czasu kiedy mężczyzna wyjdzie.
- Mógłbyś wyjaśnić co robiłeś na zewnątrz ? -Zapytał w końcu zimnym głosem długowłosy zamykając swoje idealnie fioletowe oczy i cierpliwie czekał na odpowiedź, która nadeszła dopiero po dosyć długiej chwili.
- Jak widziałeś... ćwiczyłem, zanim mi przerwałeś. -Prychnął cicho Okita z szelmowskim uśmieszkiem kładąc się wygodniej tak aby leżeć po czym chwilowo przymknął oczy ze zmęczenia.
- Boso ? W zimie ? Na śniegu ? Prawie, że rozebrany ? Ledwo stałeś. -Zaczął swój wywód zastępca kapitana. W tej chwili zielonooki nie wytrzymał i zaczął kaszleć krztusząc się własną krwią. Szybko odnalazł swoją chustę wcześniej przeznaczoną do tego typu czynności następnie przykładając do swoich nadwyrężonych ust. Przez chwilę srogi i jednocześnie uważny wzrok śledził jak stopniowo biała chusta zaczyna zmieniać swoją barwę w czerwień. - Od tygodnia niemal nic nie jesz, od dwóch tygodni nie sypiasz, a od miesiąca zachowujesz się podejrzanie. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy ale żebyś ukrywał przed nami wszystkimi gruźlicę... postradałeś rozum ?! Powinieneś się leczyć, a zamiast tego siedzisz sobie spokojnie gotowy w każdej chwili przyjąć rozkaz i walczyć w takim stanie jako shinsengumi ?! Okita ! Wytłumacz mi to. Jak możesz być tak lekkomyślny ? - Długowłosy nagle wstał ze swojego miejsca starając się pohamować złość. Od pierwszej chwili myślał, że chodzi mu o dobro shinsengumi, że martwi się tylko o ich organizację, więc dlaczego wszystko szło nie po jego myśli i zaczął się przejmować brunetem ? Mężczyzna podszedł do wyjścia i odwracając się plecami do chłopaka oparł swoją wolną dłoń na framudze drzwi przez chwilę milcząc. - Wybacz mi Okita. W takim stanie nie mogę pozwolić Ci dalej walczyć. To twój ostatni dzień w siedzibie shinsengumi. Od jutra skieruję Cię na specjalne leczenie. Skoro zamierzałeś umrzeć jako jeden z nas, to nie myśl, że Ci na to pozwolę. Wrócisz tu od razu gdy wyzdrowiejesz. - Zielone oczy wraz z zimnymi słowami swojego przełożonego rozszerzyły się w zaskoczeniu. Że co takiego ? Nie, nie, nie, nie. On nie może tego zrobić ! Myśli chaotycznie wypełniały głowę byłego już shinsengumi. Odłożył chustę w bok po czym opuścił głowę w duł wydając z siebie krótkie, jednak wyraziste zdanie w całkowicie odmiennym do swojego głosu tonem :
- Zrozumiałem, zrobię tak jak karzesz. - Palce długowłosego zacisnęły się przez chwilę na wejściu, po czym tylko po usłyszeniu zdania mężczyzna wyszedł zaciskając mocno oczy pod napływem emocji. ,, Wybacz Okito. Nie mogę pozwolić byś zabił się tylko dla służby. Nie pozwolę Ci na to. " Pomyślał znikając w kolejnym pomieszczeniu.
***
Po pokoju bruneta panował idealny spokój komponujący się do ciemnej nocy która nie wiadomo kiedy nastała. Po chwili ktoś zapalił jedną małą świeczkę w której blasku widać było tylko posturę chłopaka pakującego najważniejsze rzeczy najciszej jak potrafił. Okita nie miał zamiaru czekać do jutra i iść na to leczenie. Skoro nie może walczyć... to nie będzie się też leczył. Będzie działał sam, ale zawsze tajnie chronił tyły Hijikaty.... a przynajmniej tak myślał. Szybko przerzucił sobie pakunek przez ramię cicho odsuwając drzwi by następnie zacząć szybkim krokiem zmierzać ku głównej bramie siedziby.
- Dokąd to ? -Usłyszał stanowczy głos natychmiast się odwracając. Przy ścianie stał beztrosko o nią oparty Hijikata. Oczy miał zamknięte, a wyraz twarzy skrywały włosy. Brunet przełknął ślinę szukając racjonalnego wytłumaczenia, chodź wiedział, że zastępca dowódcy i tak wie co chciał zrobić. W końcu znał go bardziej niż ktokolwiek inny. Po kilku dosyć długich minutach kiedy długowłosy nadal nie otrzymał odpowiedzi ruszył przed siebie robiąc początkowo dwa kroki w kierunku zielonookiego, jednak zaraz potem się zatrzymał.
- Do kuchni. Zgłodniałem. -Odpowiedział w końcu niespokojnie brunet wpatrując się w jego posturę. Mógłby uciec... ale jednak i tak by został złapany. Fioletowooki był od niego o wiele szybszy i zwinniejszy, zwłaszcza teraz kiedy jego organizm przysłaniała choroba.
- W nocy ? -Zadał kolejne pytanie robiąc następne dwa kroki, tak że teraz znajdował się w połowie odległości od Okity. Jego oczy jednak nadal były zamknięte, Chłopak wzruszył ramionami nie mogąc ruszyć się z miejsca.
- Każdy może zgłodnieć. Nawet w nocy. -Szepnął coraz mniej pewnie. Zielonooki w końcu zdołał zrobić krok w tył, jednak w tej samej chwili oczy długowłosego otworzyły się patrząc na niego paraliżująco.
- Z pakunkiem na plecach ? -Trzecie pytanie, jednak całkowicie utwierdzające o planie ucieczki. O zdradzie. Teraz uciekinier nie wiedział już co odpowiedzieć, ponieważ co kol wiek by nie powiedział nie usprawiedliwił by się. W końcu mężczyzna pokonał całkowicie dzielącą ich odległość by złapać chłopaka za brązowe włosy tak by patrzył mu wprost w zimne oczy. - Kłamca. - Warknął cicho agresywnie przygryzając jego wargę. Objął Okitę w pasie kiedy tylko ten chciał się odsunąć. - Jeszcze raz waż mi się uciec, a ja sam osobiście Cię zabiję. Nawet nie waż się więcej ode mnie uciekać. Nie ważne ile razy Ci pokażę, że chcę abyś był przy mnie, bo tego potrzebuję, ty uciekasz w dal zasłaniając się swoją dumą shinsengumi i kataną. Byłeś zdolny nawet uciec ode mnie teraz ?
- To nie...
- A jak ? Okita, powiedz mi jak to jest, że nie powiedziałeś mi nawet, że masz gruźlicę ? Wiecznie harujesz i o mnie dbasz, ale przestań w końcu. Nie chcę widzieć jak umierasz przeze mnie.
- Nie potrzebuję litości...
- To nie jest litość. Nadal nie zauważyłeś ? -Zielonooki wzdrygnął się patrząc na chłopaka. Swojego niegdyś dowódcę... który teraz się przed nim uniżał w taki sposób...
- Kocham Cię... ? -Niemal że zapytał niedowierzająco. Przez chwilę brunet czekał tylko na uderzenie, na to jak go puści i odejdzie, jednak ten się ku niemu uśmiechnął.
- W końcu to pojąłeś co ? Wiecznie uciekający dupku.
Paring : Hijikata x Okita
Z Anime : Hakuouki Shinsengumi
Zimowy, ranny dzień. Po woli wstające z długiego snu słońce i lekki chłód odczuwalny po wyjściu na zewnątrz. Brunet o intensywnie zielonych oczach swobodnie opierał się o ścianę prostując nogi. Jego kimono było zsunięte z ramion, a twarz uniesiona ku górze. Instynktownie dłoń chłopaka powędrowała do swojego nadwyrężonego gardła. Mimo tego, że z jego ust wydobywała się wraz z oddychaniem tylko ciepła para symbolizująca to jak bardzo na zewnątrz jest lodowato, to on czuł się wręcz przeciwnie. Był rozpalony i bynajmniej nie była to zasługa podniecenia. Jego niemoc po przez chorobę nazywaną gruźlicą była na prawdę denerwująca. Okita wydał z siebie ledwo słyszalne westchnięcie. Jego myśli jak zwykle były pesymistyczne. Od niedawna wiedział, że już niedługo nie będzie mógł trzymać w ręku nawet katany, a co dopiero myśleć o walce u boku shinsengumi. A mimo to nadal nie miał zamiaru wyjawić, że jest chory. Dopóki jego stan nie był taki zły... być morze Okita oszukiwał sam siebie. Szukał pocieszenia, drogi by móc robić to co najbardziej kocha. Dygocząca z nagłego ochłodzenia dłoń chłopaka zacisnęła się na katanie po czym wyjęła ją z pochwy, a sam brunet wstał z miejsca z trudem, w bosych stopach wychodząc na zewnątrz mimo delikatnie padającego z nieba śniegu. Druga dłoń tym razem z towarzyszącą jej lekko skrzywioną miną chłopaka powędrowała do uchwytu miecza przybierając typową bojową pozycję. Chwilę później shinsengumi zaczął wymachiwać bronią jak by walczył z niewidzialnymi przeciwnikami. Z każdą sekundą jego twarz bladła, wyrażała trud jaki wkładał w poprawne utrzymanie miecza, a tak że ramiona zaczęły mu drżeć. Nie mógł się poddać bez osiągnięcia celu, tyle że... nie wiedział co było jego celem. Za wszelką cenę chciał się tego dowiedzieć. Dlatego właśnie był w shinsengumi. Dlatego walczył. Dlatego tak bardzo chciał być pomocny Hijikacie. Przecież przysiągł mu, że nie będzie bezużyteczny prawda ?!! Że będzie go bronił chodź by nie wiem co... a teraz. Mężczyzna zacisnął zęby tamując kolejny napad kaszlu po czym wymierzył po raz wielokrotnie, już nie tak precyzyjne cięcie mieczem w powietrzu. Jeszcze ! Jeszcze ! Jeszcze ! To za mało ! Za słabo !
- Okita !? -Zawołany osobnik w jednej chwili poznał ten głos. Spojrzał natychmiastowo za siebie przepełnionymi różnymi emocjami zielonymi oczami wprost w te obserwujące go w szoku fioletowe, piękne Hijikaty. Jęknął cicho nie mogąc wytrzymać drżenia nóg po czym upadł na śnieg upuszczając dosyć porządną katanę, która z dźwiękiem charakterystycznym dla upadku metalu potoczyła się gdzieś dalej. - Okita ! -Krzyknął zastępca dowódcy shinsengumi zrywając się z miejsca. Brunet chyba po raz pierwszy widział ciemnowłosego bez opanowanego wyrazu na twarzy. Mimo woli z malinowych ust nie wydobył się żaden dźwięk. Gardło za bardzo bolało. Nogi zamarzły. Serce wrzało. Oczy nic nie widziały. Zielonooki poczuł silne dłonie, a po krótkiej chwili już wisiał w powietrzu w ciepłych, dobrze zbudowanych ramionach swojego przyjaciela.
- Idioto... postaw mnie. Nie skończyłem ćwiczyć. -Zdał się na ciche parsknięcie w charakterystycznym dla siebie łobuzerskim tonie usilnie starając się zapomnieć o bolącym gardle. Zauważył jak usta fioletowookiego zaciskają się w wąską kreskę jednak nie odpowiedział dalej usilnie niosąc zielonookiego do budynku. Kiedy tylko położył go w jego ciepłym łóżku, w pokoju Okity, usiadł po turecku tuż przed nim przybierając na twarz ten swój opanowany wyraz. Chłopak obserwował go usilnie co chwila mrugając. Musiał powstrzymać napady krwawego kaszlu przynajmniej do czasu kiedy mężczyzna wyjdzie.
- Mógłbyś wyjaśnić co robiłeś na zewnątrz ? -Zapytał w końcu zimnym głosem długowłosy zamykając swoje idealnie fioletowe oczy i cierpliwie czekał na odpowiedź, która nadeszła dopiero po dosyć długiej chwili.
- Jak widziałeś... ćwiczyłem, zanim mi przerwałeś. -Prychnął cicho Okita z szelmowskim uśmieszkiem kładąc się wygodniej tak aby leżeć po czym chwilowo przymknął oczy ze zmęczenia.
- Boso ? W zimie ? Na śniegu ? Prawie, że rozebrany ? Ledwo stałeś. -Zaczął swój wywód zastępca kapitana. W tej chwili zielonooki nie wytrzymał i zaczął kaszleć krztusząc się własną krwią. Szybko odnalazł swoją chustę wcześniej przeznaczoną do tego typu czynności następnie przykładając do swoich nadwyrężonych ust. Przez chwilę srogi i jednocześnie uważny wzrok śledził jak stopniowo biała chusta zaczyna zmieniać swoją barwę w czerwień. - Od tygodnia niemal nic nie jesz, od dwóch tygodni nie sypiasz, a od miesiąca zachowujesz się podejrzanie. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy ale żebyś ukrywał przed nami wszystkimi gruźlicę... postradałeś rozum ?! Powinieneś się leczyć, a zamiast tego siedzisz sobie spokojnie gotowy w każdej chwili przyjąć rozkaz i walczyć w takim stanie jako shinsengumi ?! Okita ! Wytłumacz mi to. Jak możesz być tak lekkomyślny ? - Długowłosy nagle wstał ze swojego miejsca starając się pohamować złość. Od pierwszej chwili myślał, że chodzi mu o dobro shinsengumi, że martwi się tylko o ich organizację, więc dlaczego wszystko szło nie po jego myśli i zaczął się przejmować brunetem ? Mężczyzna podszedł do wyjścia i odwracając się plecami do chłopaka oparł swoją wolną dłoń na framudze drzwi przez chwilę milcząc. - Wybacz mi Okita. W takim stanie nie mogę pozwolić Ci dalej walczyć. To twój ostatni dzień w siedzibie shinsengumi. Od jutra skieruję Cię na specjalne leczenie. Skoro zamierzałeś umrzeć jako jeden z nas, to nie myśl, że Ci na to pozwolę. Wrócisz tu od razu gdy wyzdrowiejesz. - Zielone oczy wraz z zimnymi słowami swojego przełożonego rozszerzyły się w zaskoczeniu. Że co takiego ? Nie, nie, nie, nie. On nie może tego zrobić ! Myśli chaotycznie wypełniały głowę byłego już shinsengumi. Odłożył chustę w bok po czym opuścił głowę w duł wydając z siebie krótkie, jednak wyraziste zdanie w całkowicie odmiennym do swojego głosu tonem :
- Zrozumiałem, zrobię tak jak karzesz. - Palce długowłosego zacisnęły się przez chwilę na wejściu, po czym tylko po usłyszeniu zdania mężczyzna wyszedł zaciskając mocno oczy pod napływem emocji. ,, Wybacz Okito. Nie mogę pozwolić byś zabił się tylko dla służby. Nie pozwolę Ci na to. " Pomyślał znikając w kolejnym pomieszczeniu.
***
Po pokoju bruneta panował idealny spokój komponujący się do ciemnej nocy która nie wiadomo kiedy nastała. Po chwili ktoś zapalił jedną małą świeczkę w której blasku widać było tylko posturę chłopaka pakującego najważniejsze rzeczy najciszej jak potrafił. Okita nie miał zamiaru czekać do jutra i iść na to leczenie. Skoro nie może walczyć... to nie będzie się też leczył. Będzie działał sam, ale zawsze tajnie chronił tyły Hijikaty.... a przynajmniej tak myślał. Szybko przerzucił sobie pakunek przez ramię cicho odsuwając drzwi by następnie zacząć szybkim krokiem zmierzać ku głównej bramie siedziby.
- Dokąd to ? -Usłyszał stanowczy głos natychmiast się odwracając. Przy ścianie stał beztrosko o nią oparty Hijikata. Oczy miał zamknięte, a wyraz twarzy skrywały włosy. Brunet przełknął ślinę szukając racjonalnego wytłumaczenia, chodź wiedział, że zastępca dowódcy i tak wie co chciał zrobić. W końcu znał go bardziej niż ktokolwiek inny. Po kilku dosyć długich minutach kiedy długowłosy nadal nie otrzymał odpowiedzi ruszył przed siebie robiąc początkowo dwa kroki w kierunku zielonookiego, jednak zaraz potem się zatrzymał.
- Do kuchni. Zgłodniałem. -Odpowiedział w końcu niespokojnie brunet wpatrując się w jego posturę. Mógłby uciec... ale jednak i tak by został złapany. Fioletowooki był od niego o wiele szybszy i zwinniejszy, zwłaszcza teraz kiedy jego organizm przysłaniała choroba.
- W nocy ? -Zadał kolejne pytanie robiąc następne dwa kroki, tak że teraz znajdował się w połowie odległości od Okity. Jego oczy jednak nadal były zamknięte, Chłopak wzruszył ramionami nie mogąc ruszyć się z miejsca.
- Każdy może zgłodnieć. Nawet w nocy. -Szepnął coraz mniej pewnie. Zielonooki w końcu zdołał zrobić krok w tył, jednak w tej samej chwili oczy długowłosego otworzyły się patrząc na niego paraliżująco.
- Z pakunkiem na plecach ? -Trzecie pytanie, jednak całkowicie utwierdzające o planie ucieczki. O zdradzie. Teraz uciekinier nie wiedział już co odpowiedzieć, ponieważ co kol wiek by nie powiedział nie usprawiedliwił by się. W końcu mężczyzna pokonał całkowicie dzielącą ich odległość by złapać chłopaka za brązowe włosy tak by patrzył mu wprost w zimne oczy. - Kłamca. - Warknął cicho agresywnie przygryzając jego wargę. Objął Okitę w pasie kiedy tylko ten chciał się odsunąć. - Jeszcze raz waż mi się uciec, a ja sam osobiście Cię zabiję. Nawet nie waż się więcej ode mnie uciekać. Nie ważne ile razy Ci pokażę, że chcę abyś był przy mnie, bo tego potrzebuję, ty uciekasz w dal zasłaniając się swoją dumą shinsengumi i kataną. Byłeś zdolny nawet uciec ode mnie teraz ?
- To nie...
- A jak ? Okita, powiedz mi jak to jest, że nie powiedziałeś mi nawet, że masz gruźlicę ? Wiecznie harujesz i o mnie dbasz, ale przestań w końcu. Nie chcę widzieć jak umierasz przeze mnie.
- Nie potrzebuję litości...
- To nie jest litość. Nadal nie zauważyłeś ? -Zielonooki wzdrygnął się patrząc na chłopaka. Swojego niegdyś dowódcę... który teraz się przed nim uniżał w taki sposób...
- Kocham Cię... ? -Niemal że zapytał niedowierzająco. Przez chwilę brunet czekał tylko na uderzenie, na to jak go puści i odejdzie, jednak ten się ku niemu uśmiechnął.
- W końcu to pojąłeś co ? Wiecznie uciekający dupku.
niedziela, 14 grudnia 2014
Azusa x Tsubaki ~ Kropla Goryczy
Od Autorki : Tak jak powiedziałam , post dodany w Niedzielę, nad Krwawnikiem już pracuję moi drodzy spokojnie. I dzisiaj mam nadzieję dodać jeszcze kilka innych postów, ale to już tylko moje wyobrażenia. < wdech, wydech > Życzcie mi powrotów weny która już mnie denerwuje. xD Dobra, a teraz mam do Was wszystkich sprawę... piszcie w komentarzach jaki paring chcecie na Święta, bo ja kompletnie nie wiem o czym napisać. Można też dodać jakieś do tego życzenia i jak zawsze zamawiać paringi. Kiedy tworzę coś na zamówienie idzie mi to sprawniej i szybciej, bo wiem, że mam dla kogo tworzyć. ^^ Miłego czytania. Jak na zadość uczynienie za długą nieobecność post jest dosyć długi.
Paring : Azusa x Tsubaki
Z Anime : Brothers Conflict
Białowłosy usłyszał głos, a zaraz potem kolejne. Wrócił do domu. Byłego domu w którym mieszkali całą trzynastką braci wraz z jedną, małą, głupiutką siostrzyczką. Jednak trzeba wspomnieć, że był to tylko chwilowy powrót. Tsubaki był dorosły. Ponad dwa lata temu wyprowadził się ze wspólnego domu utrzymując z członkami rodziny szczątkowe kontakty. Jaki więc był powód jego powrotu ? Okazało się, że Chi wychodzi za mąż. Jednak nikt się nie spodziewał tego, ani też nie podejrzewał, że ta mała dziewczyna ma faceta z poza domu. Nie żeby, go to obchodziło, ale jednak... Teraz siedział sam na łóżku w swoim dawnym pokoju. Podtrzymując kolana pod brodą wpatrywał się w lejący się ciurkiem po szybach deszcz. Pogoda była ponura, podobnie jak i jego humor. Normalnie powinien się cieszyć z powrotu. W końcu Tsubaki był takim typem osoby. Kiedyś. Przez te dwa lata chłopak zdążył się zmienić. Już nie używał swojego głosu do pracy, zaczął robić coś co go całkowicie nie interesowało - a mianowicie rysował. Zmienił tak że i wygląd : ciemną bluzę i kolorowe ubrania zastąpił, czarnym, gotyckim stylem, glanami, czarnymi rurkami kolczykami w wardze, uchu i brwi. Fioletowooki nie przypominał w żadnym wypadku tej osoby którą był kiedyś, nawet z zachowania i oczu. Wszystko się zmieniło. Nawet wiecznie pewny siebie i buntowniczy Fuuto który jako jedyny domownik go dzisiaj zobaczył, nie poznał brata, a tym bardziej bał się cokolwiek do niego powiedzieć. A czyja to wina ? Azusa. Jeden z trojaczków jak zwykle siedział w głowie białowłosego przyprawiając go o palipitacje serca. Dlaczego on tak bardzo zaczął się nim przejmować ? Denerwujący braciszek z którym niegdyś był tak blisko... i wszystko popsuł. Właśnie dlatego białowłosy odszedł. Tuż po tym jak ich braterska więź została zerwana przez zwykłą dziewczynę. Do dziś dzień miał w głowie obraz kiedy okularnik przyprowadził pustą blondynkę do domu i przedstawił rodzinie jako swoją dziewczynę. Wtedy właśnie podjął ostateczną decyzję o odejściu... ale po co on o tym teraz myśli ? A no właśnie na jego nieszczęście Azusa również miał się dzisiaj pojawić. Po dwóch latach nadal nie był pewny czy utrzyma się w ryzach kiedy przyjdzie tutaj z tą pustą blondynką lecącą na jego kasę i głos. Niestety Tsubaki był realistą. Od dawna wiedział, że żywi do swojego brata bliźniaka coś więcej niż tylko to głupie braterskie uczucie. Jednak to nie miało znaczenia. Wolał się trzymać od niego i jego związku z daleka, aby czasami i jemu nie popsuć życia.
-Tsubaki ! Zejdź na dół ! Wszyscy już są ! - Usłyszał głos Chi i mimo woli wzdrygnął się na łóżku obejmując ramionami. Więc on już tu jest... co ? Z ciężkim westchnięciem zwlókł się z łóżka kierując wolne kroki w stronę drzwi. Nie kłopotał się nawet zdjęciem zdecydowanie dosyć długich glanów które kończyły się tuż przed kolanami. Innymi słowy można było uznać go za największego buntownika, lub uliczną dziwkę. Nie żeby mu to przeszkadzało. Przyzwyczaił się i nie był na to wyczulony. Zaczął schodzić po schodach z szaleńczo bijącym sercem, jednak obojętnym wzrokiem cały czas myśląc. Będzie sam czy z nią ? A zresztą... nieważne. Po prostu przestań o nim myśleć. Przeklął się w myślach chłopak w tym samym momencie spotykając się z ostatnim schodkiem. Tuż przed nim znajdował się pokaźny salon w którym wszyscy już zasiedli do stołu. Chłopak mimowolnie nie mógł powstrzymać kpiącego uśmieszku cisnącego mu się na usta. Lubił być w centrum uwagi. Ale nie myślał, że jego zmiana, aż tak zaskoczy rodzinkę.
-No i co się gapicie ? - Prychnął do granic możliwości rozbawiony lustrując po kolei stół mając nadzieję, że jednak się nie pojawił. Niestety. Azusa siedział przy stole, a tuż obok niego jego ,,słodka: dziunia. Uśmiech od razu zszedł mu z twarzy. Zastąpiła go chłodna obojętność i usiadł przy ostatnim wolnym miejscu, na jego szczęście oddalonego o kilka krzeseł od ciemnowłosego.
-Em... Tsubaki ? Wyjaśnij mi proszę, jak ty wyglądasz. - Usłyszał obok siebie głos swojego trzeciego brata. On, Azusa i Natsume byli trojaczkami, niestety ani jeden nie był podobny do drugiego co na pewno wyróżniało ich na tle rodziny. Białowłosy wzruszył ramionami czując na sobie wzrok wszystkich. Nagle bardzo zainteresowały go jego pomalowane na czarno paznokcie.
-Wspominałem Ci, że zmieniłem styl Natsume. Dokładnie kilka tygodni temu. Tak, tak. Pamiętam, mówiłem Ci, że wyglądam nieco inaczej.
-Nieco ? Nieco ? Tsubaki spójrz na siebie... - Fioletowooki szykował się na kazanie, jednak nie usłyszał go, bo Chi przerwała ich wypowiedź czując zbliżające się niebezpieczeństwo zasłaniając się innym powodem ich zebrania razem. Czas mijał wolno. Nawet bardzo. Zjedli obiad, porozmawiali, pośmiali się. Jedynie Tsubaki minę cały czas miał grobową i co chwila dawał wymijające odpowiedzi na temat tego gdzie się podziewał, co robił i dlaczego tak długo się nie odzywał. Niestety czuł cały czas na sobie wzrok brata. Jakież to było irytujące. Po przez co jego blondi patrzyła na mnie nienawistnie niemal tak samo długo jak on. Czuł jak robi mu się gorąco. Jak zalewa go fala goryczy. Po co udaje, że się troszczy skoro mu nie zależy ? Dwa lata nie dostał od niego żadnej wiadomości mimo iż pozostawił mu wyraźny adres e-mail oraz numer telefonu. Więc dlaczego ? Białowłosy nagle wstał od stołu rzucając jednemu z braci ciche : Idę się przejść, kiedy zauważył jak jego usta otwierają się w nadchodzącym pytaniu. Nagle poczuł uścisk na nadgarstku, więc natychmiast skrzywił się i odwrócił by zobaczyć kto go trzyma. Jakież było jego zdziwienie kiedy ujrzał palce Azusy trzymające go w żelaznym uścisku. Zdziwienie po raz kolejny natychmiastowo przerodziło się w obojętność i irytację.
-Puść mnie. - Warknął niemal że z obrzydzeniem. Jego dotyk palił. Odwrócił się na pięcie wyrywając swój nadgarstek po czym niemal że pobiegł do drzwi. I tak już długo wytrzymał. Dosyć. Biegiem udał się do windy szybko naciskając guzik który miał sprowadzić go na parter. Desperacko wypuszczając powietrze przez usta odgarnął ciemnymi pazurkami kilka białych kosmyków do tyłu. Pójdzie za mną ? Czy zostanie ? Prosta odpowiedź. Niby dlaczego miałby za mną iść... W tej samej chwili w holu usłyszał głosy. Niemal natychmiast znieruchomiał starając się wstrzymać oddech i nerwowo patrząc na windę. No zamknij się w końcu i jedź na dół do cholery. Myślał gorączkowo.
-Azusa ! Azusa ! Poczekaj ! Dokąd idziesz ? Azusa ! Jeśli teraz wyjdziesz to z nami koniec ! - Rozpoznał głos blondynki. Tak, ewidentnie to była ona. Dziewczyna jego brata. Chłopak zacisnął dłonie w pięści. Ona mówiła serio ? Serce zaczęło mu szybciej bić. Niby dlaczego miałby iść ? Azusa ! Nie idź, błagam Cię, daj mi spokój... nie niszcz sobie życia. Tsubaki cały czas myślał w ten sposób kurczowo podtrzymując się ściany windy. Dlaczego do cholery musiał rozklejać się akurat teraz ? W tym momencie. I czemu ciągle wierzył, a nawet chciał by jednak jego kochany brunet poszedł za nim ? Niedorzeczne.
-W takim razie Marii to koniec. Nie zamierzam dłużej tolerować twojego głupiego, zazdrosnego zachowania. To mój brat i mam zamiar dowiedzieć się o co chodzi, chodź bym miał z tobą zerwać. Zdecydowanie za długo ciągnęliśmy ten bezuczuciowy związek. - W tej chwili ciężar odpowiedzialności spoczął na barkach chłopaka. Czuł go. Jak cholera. Nie dość, że był winny rozpadu związku ciemnowłosego, to jeszcze liczył na coś więcej... to przecież nie durna manga dla yaoistek ! Co on sobie myślał ? Zacisnął zęby przygryzając idealnie różową wargę. Po chwili kroki i krzyki na korytarzu ucichły. Winda ruszyła. Białowłosy zjechał po ścianie obejmując kolana ramionami. Jak głupi może być jeszcze ? Zaraz po zatrzymaniu się pudełka szybko z niego uciekł czując skutki klaustrofobii którą miał własnie od niemal dwóch lat. Szybko nie zważając na lejący deszcz wybiegł na zewnątrz czując jak by krztusił się powietrzem. Przez dłuższy czas biegł przed siebie. Tak po prostu... bez konkretnego celu. I wtedy gdy już się nieco uspokoił zamknął oczy i skierował swoją głowę ku niebu by otrzeźwić się trochę chłodną wodą. Nie miał już nawet pojęcia jak długo biegał w deszczu i jak bardzo przemókł. Mało go to obchodziło. Widział jedynie już całkowicie ciemne niebo które nadal roniło łzy smutku jak by chciało by chłopak nie był w tym osamotniony. Szybko zaczął iść przed siebie. Wiedział gdzie morze pójść. Jedyne miejsce gdzie morze pomyśleć. Miejsce w którym tylko raz postanowił wyznać bratu swoje uczucia... co za pierwszym razem mu oczywiście się nie udało. Leśna chatka. Opuszczona od dawna. Domek w lesie który postawili trojaczkom rodzice w zamian za idealne wyniki Azusy na egzaminach. Tam zawsze się bawili. Chłopak rozejrzał się po wnętrzu i zabrał się za sprzątnie kurzu... bo co innego mu pozostało ? Chciał widzieć to miejsce w dawnej świetności nie myśląc już o niczym. Nie zbyt długo zajęło mu posprzątanie niestety ciągle o nim myślał. Usiadł na jednym z drewnianych krzeseł wpatrując się w okno.
-Tsubaki. - Usłyszał szept tuż przy swoim uchu i natychmiast się wzdrygnął podskakując z krzesła. Co on tu robił ? Jak to się stało, że nie usłyszał, kiedy podchodził ?
-Azusa ! Spadaj do cholery ! - Krzyknął natychmiast kierując się do wyjścia jednak poczuł na swojej talii żelazny uścisk. Natychmiast zaczął się chaotycznie wyrywać.
-Tsubaki powiedz mi co się z tobą dzieje ?
-Co się ze mną dzieje ?! Ze mną ?! Nie udawaj, że się troszczysz, do cholery ! Nawet nie pisałeś. Teraz Ci się przypomniało, że masz jeszcze brata ?!
-Uspokój się ! Nie mogłem pisać !
-Tak, a to niby dlaczego ?! Ta twoja dziunia Ci nie pozwalała ?! - Warknął szamotając się. Nie chciał go oglądać. Nie teraz. Na twarzy bruneta odmalowało się zaskoczenie. Nagle w szoku ujął twarz białowłosego spoglądając w nią aby się upewnić.
-Byłem w szpitalu. Nie mogłem pisać. Zapadłem w śpiączkę po wypadku. Azusa... nie mów mi, że ty... jesteś... zazdrosny ? - Zapytał niepewnie okularnik trzymając jego twarz w żelaznym uścisku. Nagle wspomniany chłopak przestał. On był po wypadku ? Dlaczego Natsume nic mu nie powiedział ? No czemu ? Otwierał usta i je zamykał jednak po usłyszeniu kolejnych słów niemal zachłysnął się powietrzem. Rumieńce które natychmiastowo wykwitły na jego policzkach mówiły same za siebie.
-Ja też Cię kocham maleńki. Tęskniłem za tobą. - Zaśmiał się uśmiechając pogodnie. Białowłosy zaczął niedowierzająco mrugać.
-Ale wiesz, że ja...
-Kochasz mnie w inny sposób ? Wiem.
-A.al..ale... - Po chwili okularnik wywrócił oczami cmokając delikatnie kącik jego ust.
-Chyba dawałem Ci wystarczające sygnały, nie ? - Zapytał spokojnie czekając na odpowiedź. Czy tak było ? Możliwe, jednak przysłonięty żalem i zdenerwowaniem nie zauważał ich.
-To dlaczego byłeś z Marii ?! No dlaczego ?
-Chciałem byś był zazdrosny... jak widać podziałało....
-Szuja.
-Maluszek.
-Debil.
-Maluszek.
-Kocham Cię...
-Wiesz przecież, że ja Ciebie też.
Paring : Azusa x Tsubaki
Z Anime : Brothers Conflict
Białowłosy usłyszał głos, a zaraz potem kolejne. Wrócił do domu. Byłego domu w którym mieszkali całą trzynastką braci wraz z jedną, małą, głupiutką siostrzyczką. Jednak trzeba wspomnieć, że był to tylko chwilowy powrót. Tsubaki był dorosły. Ponad dwa lata temu wyprowadził się ze wspólnego domu utrzymując z członkami rodziny szczątkowe kontakty. Jaki więc był powód jego powrotu ? Okazało się, że Chi wychodzi za mąż. Jednak nikt się nie spodziewał tego, ani też nie podejrzewał, że ta mała dziewczyna ma faceta z poza domu. Nie żeby, go to obchodziło, ale jednak... Teraz siedział sam na łóżku w swoim dawnym pokoju. Podtrzymując kolana pod brodą wpatrywał się w lejący się ciurkiem po szybach deszcz. Pogoda była ponura, podobnie jak i jego humor. Normalnie powinien się cieszyć z powrotu. W końcu Tsubaki był takim typem osoby. Kiedyś. Przez te dwa lata chłopak zdążył się zmienić. Już nie używał swojego głosu do pracy, zaczął robić coś co go całkowicie nie interesowało - a mianowicie rysował. Zmienił tak że i wygląd : ciemną bluzę i kolorowe ubrania zastąpił, czarnym, gotyckim stylem, glanami, czarnymi rurkami kolczykami w wardze, uchu i brwi. Fioletowooki nie przypominał w żadnym wypadku tej osoby którą był kiedyś, nawet z zachowania i oczu. Wszystko się zmieniło. Nawet wiecznie pewny siebie i buntowniczy Fuuto który jako jedyny domownik go dzisiaj zobaczył, nie poznał brata, a tym bardziej bał się cokolwiek do niego powiedzieć. A czyja to wina ? Azusa. Jeden z trojaczków jak zwykle siedział w głowie białowłosego przyprawiając go o palipitacje serca. Dlaczego on tak bardzo zaczął się nim przejmować ? Denerwujący braciszek z którym niegdyś był tak blisko... i wszystko popsuł. Właśnie dlatego białowłosy odszedł. Tuż po tym jak ich braterska więź została zerwana przez zwykłą dziewczynę. Do dziś dzień miał w głowie obraz kiedy okularnik przyprowadził pustą blondynkę do domu i przedstawił rodzinie jako swoją dziewczynę. Wtedy właśnie podjął ostateczną decyzję o odejściu... ale po co on o tym teraz myśli ? A no właśnie na jego nieszczęście Azusa również miał się dzisiaj pojawić. Po dwóch latach nadal nie był pewny czy utrzyma się w ryzach kiedy przyjdzie tutaj z tą pustą blondynką lecącą na jego kasę i głos. Niestety Tsubaki był realistą. Od dawna wiedział, że żywi do swojego brata bliźniaka coś więcej niż tylko to głupie braterskie uczucie. Jednak to nie miało znaczenia. Wolał się trzymać od niego i jego związku z daleka, aby czasami i jemu nie popsuć życia.
-Tsubaki ! Zejdź na dół ! Wszyscy już są ! - Usłyszał głos Chi i mimo woli wzdrygnął się na łóżku obejmując ramionami. Więc on już tu jest... co ? Z ciężkim westchnięciem zwlókł się z łóżka kierując wolne kroki w stronę drzwi. Nie kłopotał się nawet zdjęciem zdecydowanie dosyć długich glanów które kończyły się tuż przed kolanami. Innymi słowy można było uznać go za największego buntownika, lub uliczną dziwkę. Nie żeby mu to przeszkadzało. Przyzwyczaił się i nie był na to wyczulony. Zaczął schodzić po schodach z szaleńczo bijącym sercem, jednak obojętnym wzrokiem cały czas myśląc. Będzie sam czy z nią ? A zresztą... nieważne. Po prostu przestań o nim myśleć. Przeklął się w myślach chłopak w tym samym momencie spotykając się z ostatnim schodkiem. Tuż przed nim znajdował się pokaźny salon w którym wszyscy już zasiedli do stołu. Chłopak mimowolnie nie mógł powstrzymać kpiącego uśmieszku cisnącego mu się na usta. Lubił być w centrum uwagi. Ale nie myślał, że jego zmiana, aż tak zaskoczy rodzinkę.
-No i co się gapicie ? - Prychnął do granic możliwości rozbawiony lustrując po kolei stół mając nadzieję, że jednak się nie pojawił. Niestety. Azusa siedział przy stole, a tuż obok niego jego ,,słodka: dziunia. Uśmiech od razu zszedł mu z twarzy. Zastąpiła go chłodna obojętność i usiadł przy ostatnim wolnym miejscu, na jego szczęście oddalonego o kilka krzeseł od ciemnowłosego.
-Em... Tsubaki ? Wyjaśnij mi proszę, jak ty wyglądasz. - Usłyszał obok siebie głos swojego trzeciego brata. On, Azusa i Natsume byli trojaczkami, niestety ani jeden nie był podobny do drugiego co na pewno wyróżniało ich na tle rodziny. Białowłosy wzruszył ramionami czując na sobie wzrok wszystkich. Nagle bardzo zainteresowały go jego pomalowane na czarno paznokcie.
-Wspominałem Ci, że zmieniłem styl Natsume. Dokładnie kilka tygodni temu. Tak, tak. Pamiętam, mówiłem Ci, że wyglądam nieco inaczej.
-Nieco ? Nieco ? Tsubaki spójrz na siebie... - Fioletowooki szykował się na kazanie, jednak nie usłyszał go, bo Chi przerwała ich wypowiedź czując zbliżające się niebezpieczeństwo zasłaniając się innym powodem ich zebrania razem. Czas mijał wolno. Nawet bardzo. Zjedli obiad, porozmawiali, pośmiali się. Jedynie Tsubaki minę cały czas miał grobową i co chwila dawał wymijające odpowiedzi na temat tego gdzie się podziewał, co robił i dlaczego tak długo się nie odzywał. Niestety czuł cały czas na sobie wzrok brata. Jakież to było irytujące. Po przez co jego blondi patrzyła na mnie nienawistnie niemal tak samo długo jak on. Czuł jak robi mu się gorąco. Jak zalewa go fala goryczy. Po co udaje, że się troszczy skoro mu nie zależy ? Dwa lata nie dostał od niego żadnej wiadomości mimo iż pozostawił mu wyraźny adres e-mail oraz numer telefonu. Więc dlaczego ? Białowłosy nagle wstał od stołu rzucając jednemu z braci ciche : Idę się przejść, kiedy zauważył jak jego usta otwierają się w nadchodzącym pytaniu. Nagle poczuł uścisk na nadgarstku, więc natychmiast skrzywił się i odwrócił by zobaczyć kto go trzyma. Jakież było jego zdziwienie kiedy ujrzał palce Azusy trzymające go w żelaznym uścisku. Zdziwienie po raz kolejny natychmiastowo przerodziło się w obojętność i irytację.
-Puść mnie. - Warknął niemal że z obrzydzeniem. Jego dotyk palił. Odwrócił się na pięcie wyrywając swój nadgarstek po czym niemal że pobiegł do drzwi. I tak już długo wytrzymał. Dosyć. Biegiem udał się do windy szybko naciskając guzik który miał sprowadzić go na parter. Desperacko wypuszczając powietrze przez usta odgarnął ciemnymi pazurkami kilka białych kosmyków do tyłu. Pójdzie za mną ? Czy zostanie ? Prosta odpowiedź. Niby dlaczego miałby za mną iść... W tej samej chwili w holu usłyszał głosy. Niemal natychmiast znieruchomiał starając się wstrzymać oddech i nerwowo patrząc na windę. No zamknij się w końcu i jedź na dół do cholery. Myślał gorączkowo.
-Azusa ! Azusa ! Poczekaj ! Dokąd idziesz ? Azusa ! Jeśli teraz wyjdziesz to z nami koniec ! - Rozpoznał głos blondynki. Tak, ewidentnie to była ona. Dziewczyna jego brata. Chłopak zacisnął dłonie w pięści. Ona mówiła serio ? Serce zaczęło mu szybciej bić. Niby dlaczego miałby iść ? Azusa ! Nie idź, błagam Cię, daj mi spokój... nie niszcz sobie życia. Tsubaki cały czas myślał w ten sposób kurczowo podtrzymując się ściany windy. Dlaczego do cholery musiał rozklejać się akurat teraz ? W tym momencie. I czemu ciągle wierzył, a nawet chciał by jednak jego kochany brunet poszedł za nim ? Niedorzeczne.
-W takim razie Marii to koniec. Nie zamierzam dłużej tolerować twojego głupiego, zazdrosnego zachowania. To mój brat i mam zamiar dowiedzieć się o co chodzi, chodź bym miał z tobą zerwać. Zdecydowanie za długo ciągnęliśmy ten bezuczuciowy związek. - W tej chwili ciężar odpowiedzialności spoczął na barkach chłopaka. Czuł go. Jak cholera. Nie dość, że był winny rozpadu związku ciemnowłosego, to jeszcze liczył na coś więcej... to przecież nie durna manga dla yaoistek ! Co on sobie myślał ? Zacisnął zęby przygryzając idealnie różową wargę. Po chwili kroki i krzyki na korytarzu ucichły. Winda ruszyła. Białowłosy zjechał po ścianie obejmując kolana ramionami. Jak głupi może być jeszcze ? Zaraz po zatrzymaniu się pudełka szybko z niego uciekł czując skutki klaustrofobii którą miał własnie od niemal dwóch lat. Szybko nie zważając na lejący deszcz wybiegł na zewnątrz czując jak by krztusił się powietrzem. Przez dłuższy czas biegł przed siebie. Tak po prostu... bez konkretnego celu. I wtedy gdy już się nieco uspokoił zamknął oczy i skierował swoją głowę ku niebu by otrzeźwić się trochę chłodną wodą. Nie miał już nawet pojęcia jak długo biegał w deszczu i jak bardzo przemókł. Mało go to obchodziło. Widział jedynie już całkowicie ciemne niebo które nadal roniło łzy smutku jak by chciało by chłopak nie był w tym osamotniony. Szybko zaczął iść przed siebie. Wiedział gdzie morze pójść. Jedyne miejsce gdzie morze pomyśleć. Miejsce w którym tylko raz postanowił wyznać bratu swoje uczucia... co za pierwszym razem mu oczywiście się nie udało. Leśna chatka. Opuszczona od dawna. Domek w lesie który postawili trojaczkom rodzice w zamian za idealne wyniki Azusy na egzaminach. Tam zawsze się bawili. Chłopak rozejrzał się po wnętrzu i zabrał się za sprzątnie kurzu... bo co innego mu pozostało ? Chciał widzieć to miejsce w dawnej świetności nie myśląc już o niczym. Nie zbyt długo zajęło mu posprzątanie niestety ciągle o nim myślał. Usiadł na jednym z drewnianych krzeseł wpatrując się w okno.
-Tsubaki. - Usłyszał szept tuż przy swoim uchu i natychmiast się wzdrygnął podskakując z krzesła. Co on tu robił ? Jak to się stało, że nie usłyszał, kiedy podchodził ?
-Azusa ! Spadaj do cholery ! - Krzyknął natychmiast kierując się do wyjścia jednak poczuł na swojej talii żelazny uścisk. Natychmiast zaczął się chaotycznie wyrywać.
-Tsubaki powiedz mi co się z tobą dzieje ?
-Co się ze mną dzieje ?! Ze mną ?! Nie udawaj, że się troszczysz, do cholery ! Nawet nie pisałeś. Teraz Ci się przypomniało, że masz jeszcze brata ?!
-Uspokój się ! Nie mogłem pisać !
-Tak, a to niby dlaczego ?! Ta twoja dziunia Ci nie pozwalała ?! - Warknął szamotając się. Nie chciał go oglądać. Nie teraz. Na twarzy bruneta odmalowało się zaskoczenie. Nagle w szoku ujął twarz białowłosego spoglądając w nią aby się upewnić.
-Byłem w szpitalu. Nie mogłem pisać. Zapadłem w śpiączkę po wypadku. Azusa... nie mów mi, że ty... jesteś... zazdrosny ? - Zapytał niepewnie okularnik trzymając jego twarz w żelaznym uścisku. Nagle wspomniany chłopak przestał. On był po wypadku ? Dlaczego Natsume nic mu nie powiedział ? No czemu ? Otwierał usta i je zamykał jednak po usłyszeniu kolejnych słów niemal zachłysnął się powietrzem. Rumieńce które natychmiastowo wykwitły na jego policzkach mówiły same za siebie.
-Ja też Cię kocham maleńki. Tęskniłem za tobą. - Zaśmiał się uśmiechając pogodnie. Białowłosy zaczął niedowierzająco mrugać.
-Ale wiesz, że ja...
-Kochasz mnie w inny sposób ? Wiem.
-A.al..ale... - Po chwili okularnik wywrócił oczami cmokając delikatnie kącik jego ust.
-Chyba dawałem Ci wystarczające sygnały, nie ? - Zapytał spokojnie czekając na odpowiedź. Czy tak było ? Możliwe, jednak przysłonięty żalem i zdenerwowaniem nie zauważał ich.
-To dlaczego byłeś z Marii ?! No dlaczego ?
-Chciałem byś był zazdrosny... jak widać podziałało....
-Szuja.
-Maluszek.
-Debil.
-Maluszek.
-Kocham Cię...
-Wiesz przecież, że ja Ciebie też.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)


