Od Autorki : Dzisiejszy one-shot będzie nieco krótki i koślawy, bo nie miałam zbyt wiele czasu by go napisać (aż 30 min. -_-), ale mam nadzieję, że komuś chodź trochę przypadnie do gustu, może i ze względu na Paring który chyba najbarzdziej ze wszystkich rajcuje mnie w HP. Ten pomysł jednak mi się podoba co do wątku połączenia Voldiego i Harrego, że może napiszę dłuższe opowiadanie na moim drógim blogu. Co wy na to ? :3 Piszcie w komentarzach, czy chcielibyście coś takiego przeczytać.
Paring : Tom x Harry
Film : Harry Potter
Wybraniec. Chłopiec, który przeżył. Harry James Potter. Kim tak na prawdę był? Próbował odpowiedzieć sobie na to pytanie od przeszło pięciu lat, kiedy w małej, koślawej klitce na morzu pojawił się Rubeus Hagrid obwieszczając mu, że jest kimś niezwykłym. Że jest czarodziejem i to nie byle jakim. Już wtedy w jego głowie narodziło się to pytanie. Kim ja właściwie jestem? Piąty rok nie potrafił znaleźć odpowiedzi, która coraz bardziej go drażniła, a on szukał jej coraz bardziej niecierpliwie. Kim jest Harry Potter? Wybawicielem? Czy nieudolnym nastolatkiem, który nie potrafi zapanować nad własnymi emocjami, a co dopiero pokonać Voldemorta. Był żałosny. Widząc swoje odbicie w lustrze takie właśnie miał wrażenie.
-Chłopcze! Prędzej na dół! Nie będę tolerować twojego spróźnialstwa rok w rok! -Warknął widocznie podirytowany Pan Dursley, przemieszczając się w dół po małych schodkach, aż drewno zatrzeszczało pod ciężarem mężczyzny. Chcąc nie chcąc Harry musiał w końcu oderwać się od lustra. Szybko otarł ostatnie ślady łez na swoich policzkach i stwierdzając, że wygląda jak zawsze wyszedł z pokoju ciągnąc za sobą walizkę, która spadając z pojedynczych schodków robiła charakterystyczny hałas. Następna była sowa, a już po chwili czarodziej siedział obok swojego domniemanego ,,wuja" wpatrując się przed siebie pustym wzrokiem. Mijana droga nie była zbyt niezwykła. Wszędzie jak to w dzień roboczy można było dostrzec mugoli i wiele samochodów które miały pomóc ludziom nie spóźnić się do pracy. Niebo stawało się zachmurzone, a już po chwili ulice spowił delikatny deszczyk, który na nikim nie zrobił wrażenia, bo mugole nawet nie powyciągali swoich popularnych parasolek. Wszyscy się gdzieś spieszyli. Biegli. Przepychali. Szczerze powiedziawszy Potter nie podzielał ich zachowania. Siedział wyjątkowo spokojnie na swoim miejscu, mimo iż zawsze kiedy wracał do Hogwartu ledwo mógł się powstrzymać przed uśmiechami i nieodpowiednim zachowaniem. Teraz nie czuł nic. Całe wakacje nie dostał ani jednego listu od swoich ,,przyjaciół". A bynajmniej kiedyś ich za nich uważał. Nie licząc tego feralnego incydentu z dementorami, całe wakacje siedział zamknięty w czterech ścianach pokoju Privet Drive 4 i cierpiał. Każdy dzień, minutę, a nawet sekundę. Każdej nocy śnił mu się umierający tuż obok niego Cedrik. Nie miał się z kim podzielić swoim cierpieniem i to najbardziej go bolało. Nie mógł nikomu powiedzieć, tego co czuł. Dlatego też nikt nie wiedział, że Diggor'iego i Pottera łączyło coś więcej niż tylko przyjaźń. Początkowo byli sobą po prostu zainteresowani. Jeden popierał drugiego i akceptował takim jakim jest, co chyba dopuściło właśnie do najważniejszego. Przez ponad kilka miesięcy chodzili ze sobą. Trzymając to całkiem skutecznie w sekrecie spotykali się niemal każdej nocy, opowiadając o przeszłości, pozwalając sobie na czułe gesty, ćwicząc umiejętności magiczne i fizyczne, a niekiedy nawet się kochali. To nie był zwykły związek. To była pierwsza, prawdziwa miłość Wybrańca. Nic więc dziwnego, że po kilku tygodniach pisania bezsensownych listów do Rona, Hermiony, Syriusza, a nawet do Dumbledore'a zrezygnował z utrzymywania kontaktów. Najbardziej zawiódł go jednak ojciec chrzestny. Czuł, że za tym kryje się powód, ale nie zmieniało to faktu, że chłopak stał się niestabilny psychicznie. Jego zamyślenie było tak wielkie, że nawet nie spostrzegł kiedy znalazł się w pociągu, a następnie w Wielkiej Sali. Dopiero tam zobaczył Rona i Hermionę. Widocznie chcieli z nim porozmawiać, bo dziewczyna wstała patrząc na niego błagalnie, natomiast Weasley bawił się nerwowo palcami. Zdał sobie sprawę, że Harry jest wściekły. Ale ku ich zaskoczeniu ten jedynie przeszedł obojętnie by zaraz usiąść po drugiej stronie stołu Gryffonów i całkowicie ich zignorować.
-Harry, my... -Zaczęła dziewczyna czując, że jeśli teraz tego nie powie, to będzie miała poważny problem.
-Milcz. -Warknął Potter złowieszczo przez chwilę zaskakując samego siebie. Magia wokół niego zawirowała, ale nie była taka jak zwykle. Świecie które unosiły się nad jego głową na chwilę przygasły, zwracając tym samym wzrok dyrektora Hogwartu jak i pozostałej dwójki przyjaciół. Ale on już się tym nie przejął. Czuł jedynie wściekłość, którą chciał wyładować. Za wszelką cenę. Kiedy Drops zakończył jak zawsze swoją przemowę, a pierwszoroczni zostali przydzieleni bez ceregieli, sięgnął po tosta i sok dyniowy opróżniając szklankę w ekspresowym tempie. Hermiona nie odważyła się już odezwać ani słowem. Nadal była w szoku po wyczuciu tak zimnych emocji Gryfona, ale nie chciała dać po sobie poznać jak bardzo ją to zraniło i zaniepokoiło. Kiedy tylko skończył jeść wyszedł jako jeden z pierwszych z Wielkiej Sali. Po namyśle stwierdził, że nie chce iść do dormitorium.
-Coś ty mi zrobił. -Szepnął sam do siebie powoli kiedy wściekłość zaczęła z niego ulatywać tak szybko jak się pojawiła. Potter podparł się o najbliższą ścianę i nieznacznie skrzywił unosząc dłoń ku bliźnie. Od czasu odrodzenia Voldemorta czuł się coraz gorzej. Jego czoło pulsowało często piekącym bólem, a w nocy budził się nie jednokrotnie, bojąc się, że jeśli znowu zamknie oczy, ponownie będzie tym gadem i odczuje jego przyjemność zabijania. To nie było normalne. I wyglądało tak jakby Wybraniec stawał się całkowitą jednością z samym Czarnym Panem.
-Doładnie, mój Harry. -Usłyszał nagle przy uchu i nieznacznie się wzdrygnął unosząc różdżkę w ułamku sekundy, ale nikogo nie zauważył.
-Wypieprzaj z mojej głowy! -Niemal krzyknął, ponownie wzbierając w sobie tę wielką wściekłość. Ale teraz jej nie chował. Nie odkładał na później. W końcu mógł się wyżyć i to na samym sprawcy jego obecnego stanu. W zamian otrzymał jedynie gadzi śmiech, a już po chwili dołączyła do tego mglista, niewyraźna sylwetka młodego Toma Riddla. Potter skrzywił się delikatnie widząc tak wielką zmianę w wyglądzie swojego oprawcy. Zdecydowanie łatwiej było mieszać z błotem beznosowego węża, niż normalnego człowieka, do tego przystojnego. Szybo się zganił widząc zadowolony wzrok ślizgona. No tak, czytał mu w myślach. -Jak? -Zapytał cicho, wiedząc, że póki to tylko umysł nic mu nie grozi. Snape nauczył go oklumencji na tyle, by nie dać przejąć czarnoksiężnikowi nad sobą władzy i nie zaglądać w jego wspomnienia nieproszony. Ale powstrzymać gada przed wchodzeniem go jego głowy, przesyłaniem mu własnych emocji, a nawet materializowaniem się obok - nie mógł.
-Chyba zapomniałeś z kim rozmawiasz. -Stwierdził spokojnie Riddle zajmując się przewracaniem w palcach własnej różdżki.
-Jaki jest twój cel? -Warknął cicho Gryfon zaczynając iść przed siebie. Nie mógł od niego uciec, ale na wszelki wypadek postanowił przenieść się w bardziej odpowiednie miejsce. Jeszcze mu brakowało, aby zza rogu wyskoczył Malfoy, albo jakiś wścibski dzieciak i doniósł na niego dyrektorowi. A z nim na pewno nie miał zamiaru rozmawiać.
-Dobrze wiesz. -Stwierdził ze spokojem czarnoksiężnik, jak zawsze wyzutym z emocji głosem.
-Przejąc kontrolę nad moim ciałem. Albo przekazać mi swoje ideały bym się załamał i zdjął osłony Oklumencji pozwalając Ci mnie wykończyć od środka. -Zadrwił zatrzymując się tuż przed pokojem życzeń. Przymknął oczy i na chwilę skupił się, przywołując do głowy odpowiednie miejsce. ,,Tam gdzie będę mógł odpocząć". Na białej ścianie po woli zaczęły się pojawiać wielkie, charakterystyczne drzwi. Harry był już przyzwyczajony do toczenia rozmów z Voldemortem o ile można było to tak nazwać. Nie był to pierwszy raz kiedy ten włamywał się do jego umysłu. Chłopak przymknął powieki i przysiadł na jednym z foteli czekając na jego ruch. Mimo zmęczenia nadal pozostawał bardzo czujny. W końcu wiedział z kim ma do czynienia. I wiedział ile Riddle potrafi. A najbardziej niepokojące było to, że nie może powiedzieć o swojej przypadłości nikomu. Ufać komuś po za sobą. Chociaż w sumie sobie również nie mógł już ufać. Od chwili w której Tom posiadł umiejętność odwiedzania jego świadomości.
-Nie taki był mój zamiar, ale to też ciekawe pomysły. -Stwierdził z nutką sarkazmu ruszając przed siebie dostojnym krokiem, by w końcu zasiąść na przeciwko Pottera, który zmarszczył brwi. Czasami niczego nie rozumiał. Voldemort którego znał był mordercą, łatwo wpadał w szał i na pewno nie zachowywał się dostojnie. Wyglądało to tak jakby Czarny Pan cofnął się wiekiem co najmniej o kilkadziesiąt lat.
-Trafne spostrzeżenie.
-Powiedziałem, żebyś przestał grzebać w mojej głowie! -Krzyknął Gryfon ponownie starając się ujarzmić ten denerwujący stres i wściekłość ogarniającą każdą komórkę jego ciała. Za to ten morderca najwyraźniej dosyć dobrze się bawił, bo co chwila powstrzymywał się typowo ślizgońskimi gestami przed ironicznym śmiechem, czy chodź by drgnięciem twarzy.
-Cóż Harry, wygląda na to, że rozumiesz jak się czułem kiedy za każdym razem mi uciekałeś. -Stwierdził rozbawiony w końcu zaprzestając denerwującej zabawy różdżką. Potter musiał przyznać mu racje. Potworne uczucie. Zacisnął zęby i pokręcił chwilę głową powodując, że kości w jego kręgosłupie prztyknęły, a ból blizny nieco osłabł. Zanim zdołał zauważyć Voldemort stał tuż obok niego, ale kiedy cisnął w czarnoksiężnika pierwszym lepszym zaklęciem spanikowany, ten tylko uniósł brew ku górze jakby chciał powiedzieć ,,Daj spokój i tak zrobię co chcę, bo nie masz jak się przed tym obronić. To dzieje się tylko w twojej świadomości". Niestety to jeszcze bardziej go zdenerwowało.
-Przejdź do rzeczy. Chcę ograniczyć te rozmowy do minimum, nim Cię nie zabiję... -Wysyczał z mocą chłopak, wpatrując się pewnie w szare oczy oprawcy.
-Więc, tylko ja będę czerpał przyjemność z nadchodzących spotkań. A uwierz mi, będzie ich o wiele, wiele więcej. -Zaśmiał się gorzko odgarniając ciemny kosmyk włosów za ucho. Nie czekając na odpowiedź pochylił się nad Wybrańcem i jednym krótkim machnięciem różdżki spowodował, że ten znieruchomiał. Na taką okazję Riddle tylko czekał. Uśmiechnął się kpiąco i szepnął tuż nad jego uchem : -Całkiem zabawnie jest obserwować jak bardzo jesteś bezbronny, Potter. Twoja krew dała mi siłę i mogłem ponownie się odrodzić. Spojrzeć na świat z moich starych, młodzieńczych perspektyw. I podoba mi się to. Ale najlepsze dopiero przed nami. Dopiero wtedy kiedy będziesz mnie błagał bym w końcu Cię zabił zakończę twoje męki z przyjemnością przejmując ciało, zarówno jak i umysł, i dręczyć Cruciatusem nim nie zdechniesz z bólu... jednak tortury psychiczne najbardziej uwielbiałem za młodu. -Harry zadrżał. W momencie kiedy usta ślizgona brutalnie nakryły jego własne, zrozumiał o co mu chodziło. Nie miał się jak bronić. Był więźniem własnego umysłu. Więź, którą niegdyś wykorzystywał do własnych celów stała się teraz jego największym przekleństwem. Bezwiednie nieco opuścił barierę umysłu, a wspomnienia o Cedriku przeszyły go na wskroś powodując potoczenie się pojedynczej łzy po policzku. Nie chciał by ktoś inny go całował. Nie on. Nie morderca jego rodziców.
-No proszę. -Zamruczał Voldemort z zadowoleniem przeglądając udostępnione myśli w umyśle chłopaka i odsunął się przejeżdżając palcami po swoich wargach na których miał ślad po ugryzieniu Pottera w wargę, -To staje się zabawniejsze niż myślałem. -Stwierdził, nagle zaczynając znikać. Jego sylwetka się rozmywała. -Na razie tyle mi wystarczy Harry. Ale przyjdę po więcej. Do tego czasu wyczekuj mnie. Żyj i módl się o swój los, który jest już przesądzony.
środa, 4 marca 2015
poniedziałek, 2 marca 2015
Drarry ~. Przeznaczeni
Od Autorki : Wygląda na to, że po raz pierwszy piszę coś z poza anime na tym blogu. :D Mam jednak nadzieję, że ktoś się tym zainteresuje i pozostawi w nagrodę komentarz. Dziękuję ,,Aiko 1407" za miłe słowa i wszystkim którzy w ostatnim czasie komentowali mojego bloga. Jestem dumna, że udało mi się zachęcić chociaż te kilka osób do czytania moich wypocin, którze dzięki Wam, być może nie są całkowicie bezwartościowe. ;3 Zapraszam do czytania.
Paring : Draco x Harry (Drarry)
Z filmu : Harry Potter
Harry Potter leciał przed siebie nie wiedząc do kąd i gdzie właściwie się kieruje. Po nie zbyt miłej ,,pogawendce" z Dursleyami nie miał ochoty wracać. Po nie zbyt szybkim namyśle zrobił jedyną rzecz która powstrzymała go przed doprawieniem Dursleyowi świńskiego ryjka, ciotce wąsów, a wujowi Bóg wie czego. Teraz jednak nie wiedział gdzie lecieć i zdał sobie sprawę jak głupią rzecz zrobił. Kufer i klatka z Hedwigą została u wujostwa, więc na szybsze wyprowadzenie się nie mógł liczyć. Zabrał ze sobą jedynie różdżkę, w razie potrzeby. Po śmierci Syriusza nauczył się, by zawsze mieć przy sobie broń, a szczególnie tą czarodziejką. Mimo iż było już bardzo niebezpiecznie w związku z odrodzeniem Voldemorta ręce same kierowały miotłę w dół, aż w końcu wylądował znajdując się w niezbyt przyjemnym, ciemnym i zapuszczonym parku. A bynajmniej na park to wyglądało. Harry zostawił Nimbusa 2000 przy większym dębie, po czym zaczął wolnym krokiem przechadzać się po wyblakłej trawie. Nie znał tego miejsca, a jednak wyglądało bardzo... nastolagicznie. Wielki dąb na samym środku polany najbardziej rzucał się w oczy. Natomiast po jego prawej stronie widniała krystalicznie czysta rzeka kierująca się wolnym nurtem dalej - w swoją nieznaną podróż. Potter przysiadł pod drzewem obserwując jej powolny bieg. Był taki sam jak ta woda. Płynęła. Tak po prostu. Wolno, w swoim tępie w niewiadomym nikomu, a może nawet sobie kierunku by w końcu zakończyć wędrówkę po znalezieniu celu. Ale w jednym nie był taki sam. Nie wiedział jaki jest jego cel. Zielonooki zmróżył oczy i podciągnął kolana pod brodę. Śmierć Syriusza, odrodzenie Voldemorta, zabójstwo Cedrica. Czy to były odpowiednie wspomnienia dla 16-letniego czarodzieja ? Nie. Mimo pokaźnych zaświadczeń Harry zaczynał wątpić czy ma jeszcze kogoś kto byłby w stanie mu pomóc uporać się z tym ciężarem. Przedtem byli Ron i Hermiona. Dumbleldore, Pani Weasley i jej mąż, Lunatyk, a przede wszystkim Syriusz. Ale Syriusz nie żył. Lunatyk przeżywał jego śmierć nie mogąc się z tym pogodzić unikał Harrego, Weasleyowie nie odpisywali na jego listy podobnie jak i Hermiona. A Dumbeldore... Dumbeldore zawiódł go najbardziej. Słysząc nagły szelest szybko przerwał swoje rozmyślania i z doświadczonym refleksem wstał na równe nogi wyciągając różdżkę z kieszeni spodni po czym skierował ją w miejsce skąd dochodziły hałasy.
-Wyluzuj. -Odezwał się spokojny głos z miejsca gdzie usłyszał szelest. Ten znany głos osoby która niegdyś była jednym z jego największych wrogów. Dracon Malfoy.
-Co ty tu robisz, Malfoy ? -Zapytał ze zmarszczeniem brwi chłopak po woli opuszczając różdżkę. Niegdyś nikt by nawet nie pomyślał, że Harry Potter i Draco Malfoy będą ze sobą tak swobodnie rozmawiać. Ale to nie było wszystko. Na początku wakacji kiedy Potter zaczynał popadać w depresję, to własnie Malfoy wyszedł jako pierwszy z inicjatywą donosząc Dumbeldorowi na swojego ojca i miejsce jego pobytu. Tylko dzięki tej sytuacji dyrektor pojawił się na czas w Ministerstwie Magii ratując Pottera od nieuniknionej śmierci. Na początku nie wierzył, że blondyn mógłby to zrobić. A szczególnie dla jego osoby, ale z czasem okazał się bardziej godny zaufania niż cała zgraja ,,złotych przyjaciół Harrego Pottera". I tak oto Dracon Malfoy został podwójnym agentem zakonu podobnie jak Snape. Jak by tego było mało bliznowaty na własnej skórze miał okazję sprawdzić czy jego słowa są coś warte. Jak się okazało, chłopak się zmienił. Nadal nosił swój pyszałkowaty uśmieszek na ustach, ale ograniczył się do obrażania osób które jako pierwsze z nim zadrą. A to już duży plus.
-Przyszedłem po autograf. -Zadrwił szarooki z delikatnym grymasem zdejmując ze swojego ramienia jakieś liście które musiały się tam znaleźć podczas przemieszczania się między roślinami.
-Daruj sobie. Nie mam ochoty na twoje docinki. -Zbył go cicho ponownie siadając pod wielkim drzewem. Nagle Pottera olśniło, więc uniósł głowę i spojrzał na niego marszcząc brwi. -Jak mnie tutaj znalazłeś ? -Zapytał uświadamiając sobie, że ten fakt jest dla niego nie znany. Nawet za pomocą magii nie mógłby zrobić tego tak łatwo. Gdyby to było możliwe już dawno leżałby trupem w jakimś bajorze. Wtem Malfoy wyciągnął coś zza czarnej marynarki coś co wyglądało jak... kulka ?
-Niezapominajka ? -Zapytał niepewnie marszcząc brwi.
-Przepowiednia. -Sprostował arystokrata i mimo początkowej niechęci do brudu, usiadł obok Pottera podając mu w otwartą dłoń szklaną kulkę.
-Znowu ? -Bąknął wyraźnie niechętnie. Po wydarzeniach w Ministerstwie miał dość przepowiedni na wiele lat. Szybko więc oddał Draconowi przedmiot, ten jednak uniósł dłonie i zacisnął je na jego własnych nie pozwalając wypuścić kulki z rąk po czym wpatrzył się w niego stanowczo swoimi ślizgońskimi oczami. Harry niechętnie odwzajemnił spojrzenie i zacisnął wargi. Westchnąwszy przymknął oczy starając się skupić i uspokoić. -Co z tą przepowiednią ? -Zapytał w końcu powodując, że na ustach Malfoya pojawił się delikatny, zadowolony uśmiech. Dopiero wtedy puścił jego dłonie zostawiając w nich jednak szklany przedmiot.
-To przepowiednia przeznaczonych. -Westchnął wyraźnie z trudem wprawiając chłopaka w lekkie zdziwienie. Draco Malfoy od zawsze nienawidził terminów jak : wieczna miłość, przeznaczony, obiecany itp. Nie podobała mu się perspektywa kierowania jego życiem. Może to właśnie dlatego postanowił zdradzić śmierciorzerców. Blondyn nadal pozostawał jedną, wielką zagadką. -I dotyczy Ciebie i mnie. -Dodał po dłuższej chwili odwracając wzrok. Teraz to już kompletnie zaskoczył Pottera. Zamrugał i bacznie obserwował Dracona który jak na złość właśnie w tej chwili wstał i podszedł do strumyka, by następnie zamoczyć w nim palce.
-Kontynuuj. -Powiedział o dziwo spokojnie Harry odrobinę zaskakując tym Dracona. Cóż... jeśli ślizgon w ten sposób chciał oderwać jego uwagę od ,,jego depresji" to całkiem nieźle mu szło.
-Wiedziałeś, że nasi dziadkowie znali się zanim w ogóle nasi rodzice się urodzili, nie ? -Zapytał w końcu odwracajac się przodem do brązowookiego i zaczął niecierpliwie ugniatać swoje palce.
-Wiedziałem. -Potwierdził skinąwszy głową.
-Tak więc... -Mruknął blondyn z pewną trudnością przełykając ślinę. -Kilka dni temu odwiedził mnie drops (Dumbeldore) i mi to dał... wyjaśnił pewne zatajone fakty... i tak jak by... -Przerwy w mówieniu Dracona nie poprawiały sytuacji. Harry marszczył brwi i odczówał szybsze bicie serca, chodź sam nie wiedział czego się boi. O ile był to strach. A może podekscytowanie ? Kto wie.
-I tak jak by ? -Ponaglił go w końcu podpierając się dłonią o pień drzewa i podszedł do ślizgona uspokajając go swoim magnetycznym wzrokiem. Draco wypuścił powietrze z płuc i wspomożony oczami o kolorze avady dokończył :
-I tak jak by z tego wynika, że moi dziadkowie wraz z twoimi zawarli pakt, mówiący, że będziemy połączeni. -Potter przez chwilę milczał. W końcu jednak na jego ustach wykwitł delikatny uśmiech, a w końcu po dłuższej chwili zastanowienia podszedł jeszcze krok bliżej i wyciągnął ku niemu dłoń, którą blondyn przyjął z pewnym wahaniem.
-I pomyśleć, że wielki książe Syltherinu bał mi się powiedzieć taką błahnostkę... -Zaśmiał się cicho by następnie skierować wzrok na dłoń Malfoya i zacząć po woli kreślić na niej wzorki.
-Zamknij się Potter. -Mruknął bez przekonania ślizgon z pewnym opuźnieniem, co jedynie wywołało kolejną salwę cichego śmiechu wybrańca.
-Zgadzasz się z tym, co powiedziałeś ? -Zapytał nagle bardziej poważnie zielonooki wiedząc, że jednak ta sprawa nie jest taką sobie błahnostką. Było to równoznaczne z zapytaniem, czy Harry Potter, wybraniec, podoba się Draconowi Malfoyowi, śmierciorzercy. Ach, te zakazane romansidła. Fanki będą miały co robić. Pomyślał z goryczą. Przeniósł wzrok na ,,swojego" ślizgona, który po woli starał się coś powiedzieć. Z zadowoleniem Potter zaóważył, że po tej zmianie na dobre Malfoy jest bardziej nieśmiały niż poprzednio i zdecydowanie bardziej ciekawy.
-To zależy. -Powiedział w końcu chłopak zaciskając palce na dłoni wybrańca która akurat bawiła się jego palcami.
-Od czego ? -Ponowił pytanie nie dając za wygraną. ,,O nie Draco, przynajmniej raz, to ja pobawię się w ślizgona i ty powiesz mi to pierwszy". Pomyślał z goryczą cierpliwie czekając.
-Słuchaj, chcę aby było to jasne. Podobasz mi się. -Harry już miał otworzyć usta usatysfakcjonowany, ale Malfoy przerwał mu ruchem dłoni. -Ale nie dlatego, że ktoś tak zdecydował. Polubiłem Cię i tyle, jasne ? -Ślizgonom nie łatwo było mówić o uczuciach. A szczególnie komuś kto był synem Lucjusza. Zielonooki zaśmiał się cicho po czym pociągnął blondyna za dłoń i delikatnie musnął jego policzek.
-Wierzę Ci. Tylko proszę, bądź taki uroczy jak przed chwilką. -Na słowa gryfona odpowiedział już typowo ślizgoński uśmiech.
-Mamy czas prawda. To nie będzie łatwe, ale...
-Chcę spróbować ?
-Dokładnie, Potter.
Paring : Draco x Harry (Drarry)
Z filmu : Harry Potter
Harry Potter leciał przed siebie nie wiedząc do kąd i gdzie właściwie się kieruje. Po nie zbyt miłej ,,pogawendce" z Dursleyami nie miał ochoty wracać. Po nie zbyt szybkim namyśle zrobił jedyną rzecz która powstrzymała go przed doprawieniem Dursleyowi świńskiego ryjka, ciotce wąsów, a wujowi Bóg wie czego. Teraz jednak nie wiedział gdzie lecieć i zdał sobie sprawę jak głupią rzecz zrobił. Kufer i klatka z Hedwigą została u wujostwa, więc na szybsze wyprowadzenie się nie mógł liczyć. Zabrał ze sobą jedynie różdżkę, w razie potrzeby. Po śmierci Syriusza nauczył się, by zawsze mieć przy sobie broń, a szczególnie tą czarodziejką. Mimo iż było już bardzo niebezpiecznie w związku z odrodzeniem Voldemorta ręce same kierowały miotłę w dół, aż w końcu wylądował znajdując się w niezbyt przyjemnym, ciemnym i zapuszczonym parku. A bynajmniej na park to wyglądało. Harry zostawił Nimbusa 2000 przy większym dębie, po czym zaczął wolnym krokiem przechadzać się po wyblakłej trawie. Nie znał tego miejsca, a jednak wyglądało bardzo... nastolagicznie. Wielki dąb na samym środku polany najbardziej rzucał się w oczy. Natomiast po jego prawej stronie widniała krystalicznie czysta rzeka kierująca się wolnym nurtem dalej - w swoją nieznaną podróż. Potter przysiadł pod drzewem obserwując jej powolny bieg. Był taki sam jak ta woda. Płynęła. Tak po prostu. Wolno, w swoim tępie w niewiadomym nikomu, a może nawet sobie kierunku by w końcu zakończyć wędrówkę po znalezieniu celu. Ale w jednym nie był taki sam. Nie wiedział jaki jest jego cel. Zielonooki zmróżył oczy i podciągnął kolana pod brodę. Śmierć Syriusza, odrodzenie Voldemorta, zabójstwo Cedrica. Czy to były odpowiednie wspomnienia dla 16-letniego czarodzieja ? Nie. Mimo pokaźnych zaświadczeń Harry zaczynał wątpić czy ma jeszcze kogoś kto byłby w stanie mu pomóc uporać się z tym ciężarem. Przedtem byli Ron i Hermiona. Dumbleldore, Pani Weasley i jej mąż, Lunatyk, a przede wszystkim Syriusz. Ale Syriusz nie żył. Lunatyk przeżywał jego śmierć nie mogąc się z tym pogodzić unikał Harrego, Weasleyowie nie odpisywali na jego listy podobnie jak i Hermiona. A Dumbeldore... Dumbeldore zawiódł go najbardziej. Słysząc nagły szelest szybko przerwał swoje rozmyślania i z doświadczonym refleksem wstał na równe nogi wyciągając różdżkę z kieszeni spodni po czym skierował ją w miejsce skąd dochodziły hałasy.
-Wyluzuj. -Odezwał się spokojny głos z miejsca gdzie usłyszał szelest. Ten znany głos osoby która niegdyś była jednym z jego największych wrogów. Dracon Malfoy.
-Co ty tu robisz, Malfoy ? -Zapytał ze zmarszczeniem brwi chłopak po woli opuszczając różdżkę. Niegdyś nikt by nawet nie pomyślał, że Harry Potter i Draco Malfoy będą ze sobą tak swobodnie rozmawiać. Ale to nie było wszystko. Na początku wakacji kiedy Potter zaczynał popadać w depresję, to własnie Malfoy wyszedł jako pierwszy z inicjatywą donosząc Dumbeldorowi na swojego ojca i miejsce jego pobytu. Tylko dzięki tej sytuacji dyrektor pojawił się na czas w Ministerstwie Magii ratując Pottera od nieuniknionej śmierci. Na początku nie wierzył, że blondyn mógłby to zrobić. A szczególnie dla jego osoby, ale z czasem okazał się bardziej godny zaufania niż cała zgraja ,,złotych przyjaciół Harrego Pottera". I tak oto Dracon Malfoy został podwójnym agentem zakonu podobnie jak Snape. Jak by tego było mało bliznowaty na własnej skórze miał okazję sprawdzić czy jego słowa są coś warte. Jak się okazało, chłopak się zmienił. Nadal nosił swój pyszałkowaty uśmieszek na ustach, ale ograniczył się do obrażania osób które jako pierwsze z nim zadrą. A to już duży plus.
-Przyszedłem po autograf. -Zadrwił szarooki z delikatnym grymasem zdejmując ze swojego ramienia jakieś liście które musiały się tam znaleźć podczas przemieszczania się między roślinami.
-Daruj sobie. Nie mam ochoty na twoje docinki. -Zbył go cicho ponownie siadając pod wielkim drzewem. Nagle Pottera olśniło, więc uniósł głowę i spojrzał na niego marszcząc brwi. -Jak mnie tutaj znalazłeś ? -Zapytał uświadamiając sobie, że ten fakt jest dla niego nie znany. Nawet za pomocą magii nie mógłby zrobić tego tak łatwo. Gdyby to było możliwe już dawno leżałby trupem w jakimś bajorze. Wtem Malfoy wyciągnął coś zza czarnej marynarki coś co wyglądało jak... kulka ?
-Niezapominajka ? -Zapytał niepewnie marszcząc brwi.
-Przepowiednia. -Sprostował arystokrata i mimo początkowej niechęci do brudu, usiadł obok Pottera podając mu w otwartą dłoń szklaną kulkę.
-Znowu ? -Bąknął wyraźnie niechętnie. Po wydarzeniach w Ministerstwie miał dość przepowiedni na wiele lat. Szybko więc oddał Draconowi przedmiot, ten jednak uniósł dłonie i zacisnął je na jego własnych nie pozwalając wypuścić kulki z rąk po czym wpatrzył się w niego stanowczo swoimi ślizgońskimi oczami. Harry niechętnie odwzajemnił spojrzenie i zacisnął wargi. Westchnąwszy przymknął oczy starając się skupić i uspokoić. -Co z tą przepowiednią ? -Zapytał w końcu powodując, że na ustach Malfoya pojawił się delikatny, zadowolony uśmiech. Dopiero wtedy puścił jego dłonie zostawiając w nich jednak szklany przedmiot.
-To przepowiednia przeznaczonych. -Westchnął wyraźnie z trudem wprawiając chłopaka w lekkie zdziwienie. Draco Malfoy od zawsze nienawidził terminów jak : wieczna miłość, przeznaczony, obiecany itp. Nie podobała mu się perspektywa kierowania jego życiem. Może to właśnie dlatego postanowił zdradzić śmierciorzerców. Blondyn nadal pozostawał jedną, wielką zagadką. -I dotyczy Ciebie i mnie. -Dodał po dłuższej chwili odwracając wzrok. Teraz to już kompletnie zaskoczył Pottera. Zamrugał i bacznie obserwował Dracona który jak na złość właśnie w tej chwili wstał i podszedł do strumyka, by następnie zamoczyć w nim palce.
-Kontynuuj. -Powiedział o dziwo spokojnie Harry odrobinę zaskakując tym Dracona. Cóż... jeśli ślizgon w ten sposób chciał oderwać jego uwagę od ,,jego depresji" to całkiem nieźle mu szło.
-Wiedziałeś, że nasi dziadkowie znali się zanim w ogóle nasi rodzice się urodzili, nie ? -Zapytał w końcu odwracajac się przodem do brązowookiego i zaczął niecierpliwie ugniatać swoje palce.
-Wiedziałem. -Potwierdził skinąwszy głową.
-Tak więc... -Mruknął blondyn z pewną trudnością przełykając ślinę. -Kilka dni temu odwiedził mnie drops (Dumbeldore) i mi to dał... wyjaśnił pewne zatajone fakty... i tak jak by... -Przerwy w mówieniu Dracona nie poprawiały sytuacji. Harry marszczył brwi i odczówał szybsze bicie serca, chodź sam nie wiedział czego się boi. O ile był to strach. A może podekscytowanie ? Kto wie.
-I tak jak by ? -Ponaglił go w końcu podpierając się dłonią o pień drzewa i podszedł do ślizgona uspokajając go swoim magnetycznym wzrokiem. Draco wypuścił powietrze z płuc i wspomożony oczami o kolorze avady dokończył :
-I tak jak by z tego wynika, że moi dziadkowie wraz z twoimi zawarli pakt, mówiący, że będziemy połączeni. -Potter przez chwilę milczał. W końcu jednak na jego ustach wykwitł delikatny uśmiech, a w końcu po dłuższej chwili zastanowienia podszedł jeszcze krok bliżej i wyciągnął ku niemu dłoń, którą blondyn przyjął z pewnym wahaniem.
-I pomyśleć, że wielki książe Syltherinu bał mi się powiedzieć taką błahnostkę... -Zaśmiał się cicho by następnie skierować wzrok na dłoń Malfoya i zacząć po woli kreślić na niej wzorki.
-Zamknij się Potter. -Mruknął bez przekonania ślizgon z pewnym opuźnieniem, co jedynie wywołało kolejną salwę cichego śmiechu wybrańca.
-Zgadzasz się z tym, co powiedziałeś ? -Zapytał nagle bardziej poważnie zielonooki wiedząc, że jednak ta sprawa nie jest taką sobie błahnostką. Było to równoznaczne z zapytaniem, czy Harry Potter, wybraniec, podoba się Draconowi Malfoyowi, śmierciorzercy. Ach, te zakazane romansidła. Fanki będą miały co robić. Pomyślał z goryczą. Przeniósł wzrok na ,,swojego" ślizgona, który po woli starał się coś powiedzieć. Z zadowoleniem Potter zaóważył, że po tej zmianie na dobre Malfoy jest bardziej nieśmiały niż poprzednio i zdecydowanie bardziej ciekawy.
-To zależy. -Powiedział w końcu chłopak zaciskając palce na dłoni wybrańca która akurat bawiła się jego palcami.
-Od czego ? -Ponowił pytanie nie dając za wygraną. ,,O nie Draco, przynajmniej raz, to ja pobawię się w ślizgona i ty powiesz mi to pierwszy". Pomyślał z goryczą cierpliwie czekając.
-Słuchaj, chcę aby było to jasne. Podobasz mi się. -Harry już miał otworzyć usta usatysfakcjonowany, ale Malfoy przerwał mu ruchem dłoni. -Ale nie dlatego, że ktoś tak zdecydował. Polubiłem Cię i tyle, jasne ? -Ślizgonom nie łatwo było mówić o uczuciach. A szczególnie komuś kto był synem Lucjusza. Zielonooki zaśmiał się cicho po czym pociągnął blondyna za dłoń i delikatnie musnął jego policzek.
-Wierzę Ci. Tylko proszę, bądź taki uroczy jak przed chwilką. -Na słowa gryfona odpowiedział już typowo ślizgoński uśmiech.
-Mamy czas prawda. To nie będzie łatwe, ale...
-Chcę spróbować ?
-Dokładnie, Potter.
piątek, 27 lutego 2015
MadaIzu ~ Żałość niewiedzy.
Od Autorki : Ostatnio nie mam pomysłów na krótkie one-shoty wynikiem czego piszę na tych blogach z rozdziałami. Cóż powiedzieć... przede wszystkim dziękuję, że jest już Was ze mną tak dużo. Mimo bzdurnego stylu pisania, błędów i nie staranności w ostatnich tygodniach przybyło mi czytelników. Bardzo się z tego powodu cieszę i mam nadzieję, że liczba wciąż będzie rosła wraz z entuzjazmem i komentarzami, które szczerze pomagają. Zapraszam do czytania, średniego one-shota. Przy okazji mam pytanie : Z kim ma być kolejny paring ? Nie mam pomysłów co napisać, więc chętnie posłucham Waszych propozycji.
Paring : MadaraxIzuna (MadaIzu)
Z Anime : Naruto
Wojna pomiędzy Senju, a Uchiha nadal trwała. I raczej nic nie zapowiadało na to, by coś miało się w najbliższym czasie zmienić.Właśnie wtedy nadażyła się jedyna okazja by to zakończyć. Oczy Izuny. Gdy Madara się o tym dowiedział wpadł w szał. Natychmiastowo wrócił z pola bitwy do siedziby klanu po czym wpadł jak burza do gabinetu starszyzny żądając wyjaśnień. W końcu walczył właśnie dla Izuny. Jako jedyna osoba zaraz po ojcu, którego nienawidził był dla niego najważniejszy. Liczyło się tylko przetrwanie młodszego brata, który sam najlepiej wiedział o czym myśli Madara. Byli jak bliźniacy. Jeden umysł w dwuch ciałach. Bardzo żadka i nieprawdopodobna więź o którą nikt braci nie podejrzewał, bowiem ich zachowanie wcale na to nie wskazywało. A przynajmniej nie w towarzystwie. Kiedy pozostawali na osobności sprawa wyglądała kompletnie inaczej. Niepodobnie do bezuczuciowych Uchiha. Dlatego też można zrozumieć szok na twarzy Madary kiedy dowiedział się, że Izuna sam wyraził na to zgodę, a nawet pierwszy zaproponował tę opcję. Słysząc o pogarszającym się wzroku brata, co Madara sumiennie starał się przed nim zatajać uznał, że dalej bezczynnie nie może siedzieć.
-Jak mogłeś ?! -Wykrzyczał Madara otwierając drzwi do pokoju brata z takim impentem, że gdyby nie były to solidne drzwi z pewnością roztrzaskałyby się o ścianę pod wpływem przytłaczającej siły mężczyzny. Izuna siedząc w oknie właśnie wyglądał jego powrotu. Kiedy tylko usłyszał kroki na koryatrzu, a chwilę potem głos wściekłego brata po woli przeniósł na niego wzrok przymykając oczy.
-Mogłem. -Stwierdził jak gdyby nigdy nic, chociaż tak na prawdę ciężko przeszło mu to przez gardło. No, ale nie na darmo nosił nazwisko Uchiha. Każdy z nich miał zdolności aktorskie. Izuna wiedział, że właśnie taka będzie reakcja Madary kiedy się o wszystkim dowie. Ale nie było wyjścia. A jemu i tak nie zostało już dużo czasu.
-Nie zgadzam się. -Stwierdził szyderczo starszy Uchiha i nie dbając o uprzejmości rzucił się na kanapę i założył nogi na stolik wpatrując się uparcie w ścianę udając, że stała się nagle bardzo interesującym obiektem do obserwacji. Wszystko, byleby nie patrzeć na Izunę. Nie rozumiał dlaczego chciał to zrobić, skoro obiecał mu. Obiecał mu do cholery, że nigdy tego nie zrobi. A teraz starszyzna nie da za wygraną mając wyraźną zgodę chłopaka. Madara usłyszał szelest, a chwilę potem wspomniany osobnik delikatnie przytulił go za szyję od tyłu, wzdychając.
-Proszę. -Mruknął cicho, jednak pewnie. Izuna był jednym z niewielu przedstawicieli ich klanu który potrafił wypowiedzieć to słowo tak aby miało prawdziwe znaczenie. Długowłosy uniósł głowę i spojrzał w oczy, które mogły niedługo należeć do niego. Skrzywił się by następnie unieść dłoń i położyć ją na delikatnym policzku brata.
-Nie, Izuna. -Ta sama pewna odpowiedź. Mimo iż wymiękał za każdym razem kiedy ten wypowiadał słowo ,,proszę" to jednak tym razem nie mogło tak być. Gdyby musiał wybierać pomiędzy życiem całego klanu, a życiem Izuny z pewnością uratowałby brata. Nie miało dla niego więc znaczenia co się z nim stanie. Młodszy westchnął cicho i pochylił się niżej opierając swoje czoło o czoło brata, a jego wargi zacisnęły się nieznacznie w cienką kreskę.
-Nie pozostawiasz mi wyboru Madara. -Szepnął cicho i nim mężczyzna zdążył zareagować chłopak wykonał kilka pieczęci, a Uchiha już był pogrążony w błogim śnie. Ostatnie słowa jakie udało mu się rozszyfrować, gdy piekące powieki się zamknęły brzmiały : Wybacz. Przetrwaj.
***
Gdy wstał głowa niemiłosiernie go bolała. Pamiętał wszystko, ale ledwo mógł się poruszać. Był sam w pomieszczeniu. Szybkim ruchem uniósł dłonie ku oczom i z przerażeniem odnotował bandaż w tych okolicach. Zaklął pod nosem po czym z walącym sercem zerwał się z posłania na którym leżał i ruszył przed siebie, ale poczuł zawroty głowy, dlatego też musiał uchwycić się jakiegoś mebla by nie upaść. Jeśli doliczyć do tego chwilowy brak wzroku oszacował swoje szanse na dotarcie do Izuny na jakieś zero procent. Jak by szczęście się do niego uśmiechnęło usłyszał szkrzypienie drzwi, a po chwili ktoś wszedł do pomieszczenia.
-Kto tam ? -Warknął nie zbyt przyjemnie zaciskając usta w cienką kreskę przed potencjalnym intuzem.
-Spokojnie. Przyniosłam Ci jedzenie. -Usłyszał kobiecy głos i delikatnie się rozluźnił chociaż nie na długo.
-Izuna. -Powiedział od razu chcąc wiedzieć wszystko co stało się podczas jego nieprzytomności.
-Spokojnie. Nic mu nie jest. Śpi w pokoju obok. -Mruknęła cicho najwyraźniej rozumiejąc sytuację. Kobieta uśmiechnęła się pocieszająco, ale Madara nie mógł tego dostrzec. Na oślep ruszył przed siebie w stronę w którą poprowadziła go dziewczyna. -To tutaj. -Poinstruowała go, kiedy zatrzymali się w miejscu. Kiedy tylko kroki ucichły zaraz zaczął szukać dłońmi przedmiotu, albo chociaż ramy łóżka.
-Izuna ? -Zapytał cicho mając nadzieję, że chłopak jednak nie wyczuje w jego głosie nutki wściekłości. Potem to sobie odbije. Dlaczego i nie ? Tyle lat się powstrzymywał, by go chociaż nie dotknąć, nie spieprzyć w ten nienormalny sposób. Potem będzie mógł to łatwo usprawiedliwić.
-Jestem. -Szepnął zaspanym tonem chłopak, a bynajmniej Madara tak wywnioskował z barwy jego głosu. Rękami odnalazł jak zawsze mizerne ciało Izuny i szybko wsunął się pod kołdrę przyciągając go do siebie. W odpowiedzi ku jego uldze zyskał odpowiedź w postaci gestów i młodszy ufnie się w niego wtulił zaciągając przyjemny zapach ubrań Madary.
-Dlaczego to zrobiłeś ? -Zapytał cicho wiedząc jednak, że i tak będzie musiał zacząć ten temat.
-Bo Cię kocham kretynie. -Mruknął ledwo słyszalnie młodszy nadal nie odrywając nosa od ciepłego torsu Uchihy. Tylko przy nim, z wzajemnością mógł pozwolić sobie na prawdziwe uczucia. Żadnego ukrywania, chowania i kręcenia. Tylko szczerość. Tylką tą szczerość obaj bracia bardzo cenili. Dlatego też żaden nie odważyłby się skłamać przed drógim. Nie było po prostu takiej możliwości. -Madara, wiem o wszystkim. O sharinganie, twoich oczach. -Dodał po chwili pewnie zaciskając palce na jasnej koszuli brata. Nie widział. Podobnie jak i on. Przynajmniej chwilowo. Czy tak nie było lepiej ? Rozumieli się. Izuna czuł się niepewnie, to prawda, ale w środku właśnie ta niepewność powodowała, że mógł sobie pozwolić na inne rzeczy o których do tej pory nie myślał. Dłonią odszukał twarz brata i delikatnie ucałował jego policzek, drógi zaś głaszcząc wierzchem dłoni. Madara przez dłuższy czas nie odpowiadał. Był cicho i wiedział, że młodszy rozumie to milczenie. Uchiha zawsze potrzebował kilku chwil by wsztystko przeanalizować, przemyśleć.
-Też Cię kocham, głuptasie. -Odetchnął w końcu bez skrępowania pociągając chłopaka o mniejszej budowie na swój tors. Objął go z chęcią w pasie by zaraz wtulić się z niespotykaną jak na Madarę delikatnością w młode ciałko. Dalszego rozwoju wydarzeń nikt nie był w stanie przewidzieć. Bracia spędzili sporo czasu na drobnych gestach, sprawdzaniu swoich twarzy dotykiem, aż w końcu przerodziło się to w coś bardziej... drapieżnego ? Madara nie mogąc się powstrzymać doprowadził do pocałunku, ale Izuna nie śmiał protestować. Nie chciał i nie musiał. Rozkoszował się chwilą.
***
Madara z zaciśniętymi ustami stał w deszczu. Nie mogąc znaleźć dla siebie celu, ani tym bardziej skierować myśli na odpowiedni tor, po prostu dawał ponieść się emocją. Gniewowi. A w głowie odbijało mu się jedno pytanie, do osoby która prawdopodobnie nigdy już na nie nie odpowie : ,,Dlaczego mi nie powiedziałeś, Izuna ? " Ciemne oczy z przekleństwem wiecznego mangekyou sharingana przeniosły się na szary nagrobek odczytując pozłacane litery, nad którymi ukazywał się charakterystyczny znak klanu :
Uchiha przymknął oczy, a kiedy ponownie je otworzył zniknął czarny odcień, uczucia i wielka miłość jaką darzył osobę, która umarła na jego oczach. ,,Dlaczego mi nie powiedziałeś, Izuna ? ". Być może, gdyby chłopak chodź trochę wcześniej zdradził, że jest nieuleczalnie chory udałoby mu się go uratować. Nie ważne jakim kosztem. Środkami. A teraz... czerwony kolor oczu podarowanych mu przez Izunę utkwiony był cały czas w tym samym punkcie. Żadnego mrugnięcia powieką. Stopniowo jego oczy się zmieniały. Od miłości po nienawiść, od przygnębienia po destrukcyjną żądzę krwi.
-Ty mnie uratowałeś. Ale zniszczyłeś, to co kochałeś zaraz po mnie. -Wypowiedział mężczyzna bez zająknięcia po czym natychmiastowo odwrócił się i nie oglądając się za siebie rozpoczął nową drogę. Tego samego dnia Madara Uchiha opuścił wioskę liścia poprzysięgając zemstę na tych którzy doprowadzili do upadku jego szczęścia.
Paring : MadaraxIzuna (MadaIzu)
Z Anime : Naruto
Wojna pomiędzy Senju, a Uchiha nadal trwała. I raczej nic nie zapowiadało na to, by coś miało się w najbliższym czasie zmienić.Właśnie wtedy nadażyła się jedyna okazja by to zakończyć. Oczy Izuny. Gdy Madara się o tym dowiedział wpadł w szał. Natychmiastowo wrócił z pola bitwy do siedziby klanu po czym wpadł jak burza do gabinetu starszyzny żądając wyjaśnień. W końcu walczył właśnie dla Izuny. Jako jedyna osoba zaraz po ojcu, którego nienawidził był dla niego najważniejszy. Liczyło się tylko przetrwanie młodszego brata, który sam najlepiej wiedział o czym myśli Madara. Byli jak bliźniacy. Jeden umysł w dwuch ciałach. Bardzo żadka i nieprawdopodobna więź o którą nikt braci nie podejrzewał, bowiem ich zachowanie wcale na to nie wskazywało. A przynajmniej nie w towarzystwie. Kiedy pozostawali na osobności sprawa wyglądała kompletnie inaczej. Niepodobnie do bezuczuciowych Uchiha. Dlatego też można zrozumieć szok na twarzy Madary kiedy dowiedział się, że Izuna sam wyraził na to zgodę, a nawet pierwszy zaproponował tę opcję. Słysząc o pogarszającym się wzroku brata, co Madara sumiennie starał się przed nim zatajać uznał, że dalej bezczynnie nie może siedzieć.
-Jak mogłeś ?! -Wykrzyczał Madara otwierając drzwi do pokoju brata z takim impentem, że gdyby nie były to solidne drzwi z pewnością roztrzaskałyby się o ścianę pod wpływem przytłaczającej siły mężczyzny. Izuna siedząc w oknie właśnie wyglądał jego powrotu. Kiedy tylko usłyszał kroki na koryatrzu, a chwilę potem głos wściekłego brata po woli przeniósł na niego wzrok przymykając oczy.
-Mogłem. -Stwierdził jak gdyby nigdy nic, chociaż tak na prawdę ciężko przeszło mu to przez gardło. No, ale nie na darmo nosił nazwisko Uchiha. Każdy z nich miał zdolności aktorskie. Izuna wiedział, że właśnie taka będzie reakcja Madary kiedy się o wszystkim dowie. Ale nie było wyjścia. A jemu i tak nie zostało już dużo czasu.
-Nie zgadzam się. -Stwierdził szyderczo starszy Uchiha i nie dbając o uprzejmości rzucił się na kanapę i założył nogi na stolik wpatrując się uparcie w ścianę udając, że stała się nagle bardzo interesującym obiektem do obserwacji. Wszystko, byleby nie patrzeć na Izunę. Nie rozumiał dlaczego chciał to zrobić, skoro obiecał mu. Obiecał mu do cholery, że nigdy tego nie zrobi. A teraz starszyzna nie da za wygraną mając wyraźną zgodę chłopaka. Madara usłyszał szelest, a chwilę potem wspomniany osobnik delikatnie przytulił go za szyję od tyłu, wzdychając.
-Proszę. -Mruknął cicho, jednak pewnie. Izuna był jednym z niewielu przedstawicieli ich klanu który potrafił wypowiedzieć to słowo tak aby miało prawdziwe znaczenie. Długowłosy uniósł głowę i spojrzał w oczy, które mogły niedługo należeć do niego. Skrzywił się by następnie unieść dłoń i położyć ją na delikatnym policzku brata.
-Nie, Izuna. -Ta sama pewna odpowiedź. Mimo iż wymiękał za każdym razem kiedy ten wypowiadał słowo ,,proszę" to jednak tym razem nie mogło tak być. Gdyby musiał wybierać pomiędzy życiem całego klanu, a życiem Izuny z pewnością uratowałby brata. Nie miało dla niego więc znaczenia co się z nim stanie. Młodszy westchnął cicho i pochylił się niżej opierając swoje czoło o czoło brata, a jego wargi zacisnęły się nieznacznie w cienką kreskę.
-Nie pozostawiasz mi wyboru Madara. -Szepnął cicho i nim mężczyzna zdążył zareagować chłopak wykonał kilka pieczęci, a Uchiha już był pogrążony w błogim śnie. Ostatnie słowa jakie udało mu się rozszyfrować, gdy piekące powieki się zamknęły brzmiały : Wybacz. Przetrwaj.
***
Gdy wstał głowa niemiłosiernie go bolała. Pamiętał wszystko, ale ledwo mógł się poruszać. Był sam w pomieszczeniu. Szybkim ruchem uniósł dłonie ku oczom i z przerażeniem odnotował bandaż w tych okolicach. Zaklął pod nosem po czym z walącym sercem zerwał się z posłania na którym leżał i ruszył przed siebie, ale poczuł zawroty głowy, dlatego też musiał uchwycić się jakiegoś mebla by nie upaść. Jeśli doliczyć do tego chwilowy brak wzroku oszacował swoje szanse na dotarcie do Izuny na jakieś zero procent. Jak by szczęście się do niego uśmiechnęło usłyszał szkrzypienie drzwi, a po chwili ktoś wszedł do pomieszczenia.
-Kto tam ? -Warknął nie zbyt przyjemnie zaciskając usta w cienką kreskę przed potencjalnym intuzem.
-Spokojnie. Przyniosłam Ci jedzenie. -Usłyszał kobiecy głos i delikatnie się rozluźnił chociaż nie na długo.
-Izuna. -Powiedział od razu chcąc wiedzieć wszystko co stało się podczas jego nieprzytomności.
-Spokojnie. Nic mu nie jest. Śpi w pokoju obok. -Mruknęła cicho najwyraźniej rozumiejąc sytuację. Kobieta uśmiechnęła się pocieszająco, ale Madara nie mógł tego dostrzec. Na oślep ruszył przed siebie w stronę w którą poprowadziła go dziewczyna. -To tutaj. -Poinstruowała go, kiedy zatrzymali się w miejscu. Kiedy tylko kroki ucichły zaraz zaczął szukać dłońmi przedmiotu, albo chociaż ramy łóżka.
-Izuna ? -Zapytał cicho mając nadzieję, że chłopak jednak nie wyczuje w jego głosie nutki wściekłości. Potem to sobie odbije. Dlaczego i nie ? Tyle lat się powstrzymywał, by go chociaż nie dotknąć, nie spieprzyć w ten nienormalny sposób. Potem będzie mógł to łatwo usprawiedliwić.
-Jestem. -Szepnął zaspanym tonem chłopak, a bynajmniej Madara tak wywnioskował z barwy jego głosu. Rękami odnalazł jak zawsze mizerne ciało Izuny i szybko wsunął się pod kołdrę przyciągając go do siebie. W odpowiedzi ku jego uldze zyskał odpowiedź w postaci gestów i młodszy ufnie się w niego wtulił zaciągając przyjemny zapach ubrań Madary.
-Dlaczego to zrobiłeś ? -Zapytał cicho wiedząc jednak, że i tak będzie musiał zacząć ten temat.
-Bo Cię kocham kretynie. -Mruknął ledwo słyszalnie młodszy nadal nie odrywając nosa od ciepłego torsu Uchihy. Tylko przy nim, z wzajemnością mógł pozwolić sobie na prawdziwe uczucia. Żadnego ukrywania, chowania i kręcenia. Tylko szczerość. Tylką tą szczerość obaj bracia bardzo cenili. Dlatego też żaden nie odważyłby się skłamać przed drógim. Nie było po prostu takiej możliwości. -Madara, wiem o wszystkim. O sharinganie, twoich oczach. -Dodał po chwili pewnie zaciskając palce na jasnej koszuli brata. Nie widział. Podobnie jak i on. Przynajmniej chwilowo. Czy tak nie było lepiej ? Rozumieli się. Izuna czuł się niepewnie, to prawda, ale w środku właśnie ta niepewność powodowała, że mógł sobie pozwolić na inne rzeczy o których do tej pory nie myślał. Dłonią odszukał twarz brata i delikatnie ucałował jego policzek, drógi zaś głaszcząc wierzchem dłoni. Madara przez dłuższy czas nie odpowiadał. Był cicho i wiedział, że młodszy rozumie to milczenie. Uchiha zawsze potrzebował kilku chwil by wsztystko przeanalizować, przemyśleć.
-Też Cię kocham, głuptasie. -Odetchnął w końcu bez skrępowania pociągając chłopaka o mniejszej budowie na swój tors. Objął go z chęcią w pasie by zaraz wtulić się z niespotykaną jak na Madarę delikatnością w młode ciałko. Dalszego rozwoju wydarzeń nikt nie był w stanie przewidzieć. Bracia spędzili sporo czasu na drobnych gestach, sprawdzaniu swoich twarzy dotykiem, aż w końcu przerodziło się to w coś bardziej... drapieżnego ? Madara nie mogąc się powstrzymać doprowadził do pocałunku, ale Izuna nie śmiał protestować. Nie chciał i nie musiał. Rozkoszował się chwilą.
***
Madara z zaciśniętymi ustami stał w deszczu. Nie mogąc znaleźć dla siebie celu, ani tym bardziej skierować myśli na odpowiedni tor, po prostu dawał ponieść się emocją. Gniewowi. A w głowie odbijało mu się jedno pytanie, do osoby która prawdopodobnie nigdy już na nie nie odpowie : ,,Dlaczego mi nie powiedziałeś, Izuna ? " Ciemne oczy z przekleństwem wiecznego mangekyou sharingana przeniosły się na szary nagrobek odczytując pozłacane litery, nad którymi ukazywał się charakterystyczny znak klanu :
Izuna Uchiha.
Lat 19.
Kochający brat i utalentowany wojownik.
Pokój jego duszy.
-Ty mnie uratowałeś. Ale zniszczyłeś, to co kochałeś zaraz po mnie. -Wypowiedział mężczyzna bez zająknięcia po czym natychmiastowo odwrócił się i nie oglądając się za siebie rozpoczął nową drogę. Tego samego dnia Madara Uchiha opuścił wioskę liścia poprzysięgając zemstę na tych którzy doprowadzili do upadku jego szczęścia.
poniedziałek, 16 lutego 2015
Zeref x Natsu ~ Kochaj mnie
Od Autorki : Dawno nie pisałam tutaj czegoś porządnego. Wybaczcie, zamierzam się poprawić. Od dzisiaj skończyły mi się feirie i co prawda trochę trudno to będzie z częstym dodawaniem notek, ale postaram się to robić jak najczęściej. Również ostatnio nie widzę żadnych komentarzy. Co prawda wyświetlenia rosną, ale to te Wasze krótkie opinię pomagają mi skupić wenę. Mam nadzieję, że zobaczę coś od kogoś, a teraz zapraszam do czytania.
Paring : Zeref x Natsu
Z Anime : Fairy Tail
Natsu z delikatnym uśmiechem wymalowanym na opalonej twarzy wpatrywał się w przelatujące nad nim beztroskie chmury. Sam chciałby móc latać tak jak one. Żyć bez problemów i nie przejmować się niczym płynąc po niebie w bliżej nieokreślonym kierunku. Nawet nie myśleć. Gdzie by dotarł ?
-Natsu. -Głos który był mu tak dobrze znany wyrwał chłopaka z rozmyślań pozostawiając po sobie jeszcze przez chwilę rozmarzenie. Kiedy jednak zrozumiał kto do niego mówi uniósł głowę z nad trawy na której leżał wpatrujac się wprost w opartego o drzewo brata.
-Przerwałeś mi. -Burknął pod nosem sztucznie obrażonym tonem i uśmiechnął się szerzej zapraszając ukochanego do siebie. Bowiem Zeref nie był dla niego jedynie bratem. Od jakiegoś czasu oboje dawali sobie znaki, że czują coś więcej niż tylko braterską miłość. Tego dnia Natsu chciał się upewnić nim całkowicie oddałby mu swoje serce, bo ostatkiem sił się powstrzymywał. Igneela nie było w domu więc taka okazja trafiała się raz na milion. Nie wspominając już, że obaj nie lubili nikogo innego po za swoim towarzystwem, co za tym szło nie mieli zbyt wielu przyjaciół, a prawdopodobieństwo wizyty któregoś z tych nielicznych było znikome. Różowowłosy usłyszał cichy charatkterystyczny dla przemieszczania się wśród trawy odgłos, a po chwili ciemnowłosy siedział tuż obok niego lustrując go badawczym spojrzeniem. Zeref był całkowitym przeciwieństwem Natsu. Był cichy, małomówny, tajemniczy i praktycznie nigdy się nie uśmiechał. Za to Dragneel praktycznie nie potrafił zmyć uśmiechu ze swojej twarzy. Nawet wtedy kiedy był smutny, zawiedziony czy zraniony. Zawsze na jego ustach pozostawał ten sam uśmiech. Z tego powodu bardzo trudno było cokolwiek z niego wywnioskować. Nikt nie wiedział kiedy tak na prawdę cierpiał, a kiedy był wesoły. Kiedy czuł smutek, a kiedy rozpierała go energia. W zasadzie jedyną taką osobą był właśnie Zeref. Własnie za to różowowłosy go tak uwielbiał. Nikt po za jego bratem tego nie potrafił. Ciemnooki był w pewnym sensie wyjątkowy. I on dostrzegał to najbardziej ze wszystkich.
-Nie wyglądasz na niezadowolonego. -Zaóważył z uniesieniem brwi opierając łokcie na kolanach, a twarz podparł o dłonie. Natsu zamrugał i odwzajemnił jego spojrzenie wpierw lustrując ubiór Zerefa. Czarna opinająca się na dość pokaźnych mięśniach dodawała mu tej drapieżnej nuty, a krótkie białe spodnie przeczyły drugiemu kolorowi.
-Chyba masz rację. -Odpowiedział w końcu przerywając pożeranie wzrokiem swojego przystojnego ciemnookiego. Cholera, serio był przystojny.
-Natsu ? -Zapytał niepewnie wyżej wymieniony unoszac brew wyżej. No cóż... Zeref się tego nie spodziewał. Delikatny uśmiech który był bardzo żadki na jego nieskażonej niczym twarzy wprawił Dragneela w chwilowe otępienie.
-Wow. -Szepnął cicho i nie zdając sobie sprawy z tego co robi wyciągnął dłoń na przód kładąc ją delikatnie na policzku starszego. -Wyglądasz jeszcze bardziej zarąbiście gdy się uśmiechasz. -Wyrzucił z siebie na wydechu nim zdążył nad tym dłużej pomyśleć. Ciemnooki zamrugał zaskoczony wpatrując się wprost w oczy Natsu. Wtedy do chłopaka dotarło to co zrobił. Szybko cofnął rękę, a raczej chciał ją cofnąć, ale ten uchwycił go mocno za dłoń nie pozwalając jej ,,odkleić" się od bladego policzka. Różowowłosy spojrzał na niego pytająco nie wiedząc jak na to zareagować, ale Zeref uciszył go kładąc palec na swoich ustach by następnie przymknąć oczy i lekko zacisnąć palce na jego własnej dłoni. Następnie zaczął wraz z nią przesówać po swoim policzku, nosie i czole aż do ust. Bawiąc się w to dalej dla lepszego efektu postanowił przymknąć oczy i delikatnie uchylić usta pod dotykiem.
-Bawisz się mną. -Fuknął Natsu jak zawsze udając, że jest obrażony. Na potwierdzenie chłopak jedynie uśmiechnął się delikatnie nadal nie otwierając oczu.
-Podoba Ci się to. -Stwierdził jak gdyby nigdy nic ciemnowłosy nie odpowiadając na jego ,,małe fochy". Wtedy Dragneel postanowił przerwać te dziecinadę. Może i Zeref chciał się bawić, ale on miał już wystarczającą ilość dowodów, że bratu na nim zależy, więc zdecydował się na bardziej odważny krok.
-Kochaj mnie. -Szepnął z figlarnym uśmiechem kiedy tylko się nad nim pochylił i jak gdyby nigdy nic pchnął go dłonią jeszcze nie dawno spoczywającą na policzku wprost na zieloną trawę. Wykorzystał efekt zaskoczenia by zacząć go delikatnie całować, celowo omijając usta tak aby Zeref miał czas do namysłu. Co jak co, ale tego nie chciał robić szybko. Spieszyć się. A tym bardziej chciał wiedzieć czy zostanie odrzucony. Niby był pewien, że brat czuje do niego to samo, ale nadal pojawiały się wątpliwości. Różowowłosy zaśmiał się w myślach z własnej głupoty . Zachowywał się jak zakochana dziewica.
-Chętnie skorzystam. -Wymruczał czarnooki momentalnie zmieniając pozycję tak by sam mógł być na górze i pogłębił pocałunek pieszcząc podniebienie chłopaka.
Paring : Zeref x Natsu
Z Anime : Fairy Tail
Natsu z delikatnym uśmiechem wymalowanym na opalonej twarzy wpatrywał się w przelatujące nad nim beztroskie chmury. Sam chciałby móc latać tak jak one. Żyć bez problemów i nie przejmować się niczym płynąc po niebie w bliżej nieokreślonym kierunku. Nawet nie myśleć. Gdzie by dotarł ?
-Natsu. -Głos który był mu tak dobrze znany wyrwał chłopaka z rozmyślań pozostawiając po sobie jeszcze przez chwilę rozmarzenie. Kiedy jednak zrozumiał kto do niego mówi uniósł głowę z nad trawy na której leżał wpatrujac się wprost w opartego o drzewo brata.
-Przerwałeś mi. -Burknął pod nosem sztucznie obrażonym tonem i uśmiechnął się szerzej zapraszając ukochanego do siebie. Bowiem Zeref nie był dla niego jedynie bratem. Od jakiegoś czasu oboje dawali sobie znaki, że czują coś więcej niż tylko braterską miłość. Tego dnia Natsu chciał się upewnić nim całkowicie oddałby mu swoje serce, bo ostatkiem sił się powstrzymywał. Igneela nie było w domu więc taka okazja trafiała się raz na milion. Nie wspominając już, że obaj nie lubili nikogo innego po za swoim towarzystwem, co za tym szło nie mieli zbyt wielu przyjaciół, a prawdopodobieństwo wizyty któregoś z tych nielicznych było znikome. Różowowłosy usłyszał cichy charatkterystyczny dla przemieszczania się wśród trawy odgłos, a po chwili ciemnowłosy siedział tuż obok niego lustrując go badawczym spojrzeniem. Zeref był całkowitym przeciwieństwem Natsu. Był cichy, małomówny, tajemniczy i praktycznie nigdy się nie uśmiechał. Za to Dragneel praktycznie nie potrafił zmyć uśmiechu ze swojej twarzy. Nawet wtedy kiedy był smutny, zawiedziony czy zraniony. Zawsze na jego ustach pozostawał ten sam uśmiech. Z tego powodu bardzo trudno było cokolwiek z niego wywnioskować. Nikt nie wiedział kiedy tak na prawdę cierpiał, a kiedy był wesoły. Kiedy czuł smutek, a kiedy rozpierała go energia. W zasadzie jedyną taką osobą był właśnie Zeref. Własnie za to różowowłosy go tak uwielbiał. Nikt po za jego bratem tego nie potrafił. Ciemnooki był w pewnym sensie wyjątkowy. I on dostrzegał to najbardziej ze wszystkich.
-Nie wyglądasz na niezadowolonego. -Zaóważył z uniesieniem brwi opierając łokcie na kolanach, a twarz podparł o dłonie. Natsu zamrugał i odwzajemnił jego spojrzenie wpierw lustrując ubiór Zerefa. Czarna opinająca się na dość pokaźnych mięśniach dodawała mu tej drapieżnej nuty, a krótkie białe spodnie przeczyły drugiemu kolorowi.
-Chyba masz rację. -Odpowiedział w końcu przerywając pożeranie wzrokiem swojego przystojnego ciemnookiego. Cholera, serio był przystojny.
-Natsu ? -Zapytał niepewnie wyżej wymieniony unoszac brew wyżej. No cóż... Zeref się tego nie spodziewał. Delikatny uśmiech który był bardzo żadki na jego nieskażonej niczym twarzy wprawił Dragneela w chwilowe otępienie.
-Wow. -Szepnął cicho i nie zdając sobie sprawy z tego co robi wyciągnął dłoń na przód kładąc ją delikatnie na policzku starszego. -Wyglądasz jeszcze bardziej zarąbiście gdy się uśmiechasz. -Wyrzucił z siebie na wydechu nim zdążył nad tym dłużej pomyśleć. Ciemnooki zamrugał zaskoczony wpatrując się wprost w oczy Natsu. Wtedy do chłopaka dotarło to co zrobił. Szybko cofnął rękę, a raczej chciał ją cofnąć, ale ten uchwycił go mocno za dłoń nie pozwalając jej ,,odkleić" się od bladego policzka. Różowowłosy spojrzał na niego pytająco nie wiedząc jak na to zareagować, ale Zeref uciszył go kładąc palec na swoich ustach by następnie przymknąć oczy i lekko zacisnąć palce na jego własnej dłoni. Następnie zaczął wraz z nią przesówać po swoim policzku, nosie i czole aż do ust. Bawiąc się w to dalej dla lepszego efektu postanowił przymknąć oczy i delikatnie uchylić usta pod dotykiem.
-Bawisz się mną. -Fuknął Natsu jak zawsze udając, że jest obrażony. Na potwierdzenie chłopak jedynie uśmiechnął się delikatnie nadal nie otwierając oczu.
-Podoba Ci się to. -Stwierdził jak gdyby nigdy nic ciemnowłosy nie odpowiadając na jego ,,małe fochy". Wtedy Dragneel postanowił przerwać te dziecinadę. Może i Zeref chciał się bawić, ale on miał już wystarczającą ilość dowodów, że bratu na nim zależy, więc zdecydował się na bardziej odważny krok.
-Kochaj mnie. -Szepnął z figlarnym uśmiechem kiedy tylko się nad nim pochylił i jak gdyby nigdy nic pchnął go dłonią jeszcze nie dawno spoczywającą na policzku wprost na zieloną trawę. Wykorzystał efekt zaskoczenia by zacząć go delikatnie całować, celowo omijając usta tak aby Zeref miał czas do namysłu. Co jak co, ale tego nie chciał robić szybko. Spieszyć się. A tym bardziej chciał wiedzieć czy zostanie odrzucony. Niby był pewien, że brat czuje do niego to samo, ale nadal pojawiały się wątpliwości. Różowowłosy zaśmiał się w myślach z własnej głupoty . Zachowywał się jak zakochana dziewica.
-Chętnie skorzystam. -Wymruczał czarnooki momentalnie zmieniając pozycję tak by sam mógł być na górze i pogłębił pocałunek pieszcząc podniebienie chłopaka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



