czwartek, 5 lutego 2015

Levi x Eren ~ Nie dla słabych alkohol

Od Autorki : Po jakimś tam czasie, ale jest. Po woli uspokajam się z Naruto i mam nadzieję przenieść to na Fairy Tail oraz napisać coś czego jeszcze tu nie było, albo przynajmniej kontynuować danego Laxus x Freed, czy Zeref x Natsu, jeśli jednak nie to powinny się pojawić one shoty. Wszystko zależy od mojej weny i chęci na pisanie akurat tego. Zapraszam do czytania krótkiego one shota. ^^ Przy okazji rozdział z VK już jest dodany na drugim blogu. I zaczęłam tam również nowe opowiadanie : Zeref x Natsu, miło by było zobaczyć komentarze...
Paring : Levi x Eren
Anime : Atak Tytanów

Każdy normalny człowiek odpowiedziałby w tamtym momencie stanowcze nie. Ja jednak nie potrafiłem się poruszyć słysząc to co miał mi do powiedzenia kapral Levi. To było tak niespodziewane i i nieprawdopodobne, że przez pierwszą chwilę myślałem, że śnie na jawie. To nigdy nie powinno się zdarzyć. Tak sobie tłumaczyłem zajście które wystąpiło pomiędzy nami. Mną - zwiadowcą, oraz nim - szanowanym kapralem. Gdybym tego dnia nie obudził się w cudzym łóżku pachnącym stanowczym zapachem czekolady która pasowała jedynie do schludnego kaprala nigdy bym nie uwierzył. A wszystko zaczęło się od alkoholu. Jak to większość głupot. Niby zwykła nic nie znacząca impreza za pozwoleniem króla w podziękowniu za odbicie muru przed tytanami poprowadziła do tak wielu zmian.
-Dosiądziesz się? -Przez dobrą chwilę nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Tak, nie mylicie się. Sam kapral zaprosił mnie do wspólnego, samotnego picia we dwójkę z dala od innych. Już wtedy zastanawiałem się czy mężczyzna nie jest pijany. Nie mogłrm mu nawet odmówić kiedy pociągnął mnie za sobą. I takim oto sposobem i ja się upiłem. Ironia losu. Gość który niby Cię nienawidzi, nie ufa i nie daje żadnych poważniejszych misji nagle rozmawia z tobą jak z najlepszym przyjacielem. I takim oto sposobem odkryłem drógą stronę Leviego. Byłem z siebie dumny. W końcu tylko ja o tym wiedziałem. O czymś o czym nie miał prawa wiedzieć nikt inny. Ale z czasem pożałowałem wiedząc, że jeśli Levi rano będzie coś pamiętał to zginę marnie rzucony tytanom na pożarcie. Tak wyglądały początki.Im więcej piliśmy tym wyżej rosła poprzeczka. No i jak tutaj racjonalnie myśleć po trzech pustych butelkach alkoholu ? Prawdopodobnie właśnie w taki sposób przegapiłem czas kiedy obaj znaleźliśmy się w mieszkaniu kaprala. Wybaczcie, ale dalej nic nie opowiem. Bowiem nic nie pamiętam. Łatwo jednak chyba się domyślić co zaszło i czemu obudziłem się w łóżku tej osoby. Ludzie tacy jak ja to jednak mają przechlapane. Nie dla słabej głowy w końcu jest alkohol. Jeśli wiesz o czym mówię zaklinam - nigdy nie pij z osobą o wyższej randze niż ty. Inaczej prawdopodobnie o ile szczęście Ci nie dopisze znajdziesz się rano w jego łóżku by następnie wpaść po same uszy i niemal nie zginąć podpisując pakt własną krwią, że to co zdarzyło się tej nocy nigdy nie wyjdzie na światło dzienne. Chociaż... zawsze można się spić się jeszcze raz. Wystarczy chcieć.


piątek, 23 stycznia 2015

Naru x Neji ~ Ucieczka.

Od Autorki : Pewnie jest sporo błędów, gomen. Postaram się to naprawić kiedy tylko będę miała sposobność no i jak zawsze zapraszam do czytania.
Paring : Naru x Neji
Z Anime : Naruto

Jesteś cholernym kłamcą Neji. Mówiłeś że wrócisz, przeżyjesz, nie poddasz się. Tak na prawdę planowałeś to od początku, czyż nie ? Ale on wierzył Ci jak głupi. Miłość jest ślepa. Nawet jeśli jest miłością tą skrywaną, stale zamkniętą, nie dopuszczaną do światła dziennego. Nic nie wiedziałeś. Nie mogłeś podejrzewać go o coś takiego. Zawsze myślałeś, że obaj jesteście jedynie przyjaciółmi. Najwyraźniej się myliłeś. Nawet jeśli czułbyś to samo, to nie wykonałbyś kroku... dlaczego ? Bo jesteś idiotą. Jedynie geniusz którym nazywano Cię od zawsze mógłby się przeciwstawić własnym pragnieniom. Głupie, a jednak prawdziwe. Ale tamtego dnia wszystko się zmieniło. Tego samego dnia którego odszedłeś i już nie wróciłeś. Blondyn nie wytrzymał. Rzucił się na Ciebie składając na ustach delikatny pocałunek. Zdawszy sobie sprawę z tego co zrobił po prostu stchórzył. Byłeś zły, ale nie dlatego, że Cię pocałował. Podświadomie zawsze tego pragnąłeś, ale nie chciałeś się do tego przyznać. To nie był styl Naruto. On nigdy nie tchórzył dzielnie idąc na przód. Tylko dlatego przełamałeś się. Swoje idee geniusza i pobiegłeś za nim - na oślep. Znalazłeś go przy jeziorze i zaszedłeś od tyłu nonszalacko opierając o drzewo. Zadbałeś o to by nie mógł uciec. Pułapka. Chłopak był w pułapce i musiał Ci wszystko wyśpiewać. Jednak nie powiedziałeś nic usłyszawszy wyjaśnienia. Powieka nawet Ci nie drgnęła. Może to go zraniło ? Może dlatego oczy blondyna zaczęły się wypełniać przezroczystą słoną cieczą, która w każdej chwili mogła spłynąć po zaróżowionych ze wstydu policzkach i potoczyć się na źdźbła wiosennej trawy. Wtedy Cię to nie ruszyło. Wypuściłeś go, a on uciekł nie koniecznie z ulgą. Dopiero po jakimś czasie zacząłeś sobie zdawać sprawę z własnych uczuć których i tak do siebie nie dopuściłeś. Przyszedłeś do niego, ale nie wyjaśnić sytuację. Można chyba przewidzieć co się stało. Neji, chowałeś się za maską zimnego, niewyżytego drania który znalazł zabawkę do przelecenia na kilka nocy. Jednak nim się spostrzegłeś niemal że się uzależniłeś. Każdej nocy musiałeś z nim to robić, bo inaczej czułeś jak by Cię coś rozrywało. Co to za uczucie ? Wiedziałeś już wtedy ? Tylko tak mogłeś się chować przed prawdziwymi odczuciami. Bałeś się ich. Denerwowałeś na Naruto za uciekanie od sprawy, a sam byłeś lepszy ? Nie chciałeś nikogo do siebie dopuszczać. Może to uraza wyniesiona jeszcze z Klanu Hyuuga. Nikt nie miał pojęcia co może się miotać po głowie geniusza. Byłeś zaskoczony widząc, że nawet jeśli palący, zimny dotyk sprawiał mu przyjemność. To było chore. A jednak robiliście to dalej. On przestał się z czasem sprzeciwiać. Nie uciekał. Więc jedyną osobą która teraz od tego uciekała byłeś ty. To było dla Ciebie właśnie najbardziej nie do zniesienia. To, że mimo iż za każdym razem próbowałeś, otwierałeś usta by powiedzieć mu te dwa słowa usprawiedliwiające całą wyrządzoną krzywdę zatrzymywałeś się. Nie mogłeś powiedzieć nic. Dlaczego ? Dlaczego tchórzyłeś ? Nie przeszkadzało mu to. Czuł to, mimo iż nigdy nawet nie usłyszał potwierdzenia, że nie znaczy dla Ciebie więcej niż nic nie warta szmata. Więc do cholery dlaczego na twarzy blondyna malował się ten ból kiedy go osłoniłeś własnym ciałem ? To chyba była ostatnia emocja jaką chciałeś zobaczyć na tej pięknej twarzy. W końcu się przełamałeś Neji ty tchórzu. W jednej chwili na twojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Nie mogłeś mówić. Po woli ulatywało z Ciebie życie,ale chciałeś dać mu jak najwięcej przed swoim odejściem. Jedynie siłą woli uniosłeś głowę i wyszeptałeś krwawymi ustami te dwa słowa które chciał od Ciebie usłyszeć przez cały czas trwania tego chorego związku. Stach, szok, niedowierzanie, ból, szczęście, panika. Czy to było to co chciałeś zobaczyć na jego twarzy nim zamknąłeś oczy i bezszelestnie osunąłeś się na ziemię ? Kłamałeś. Obiecałeś, że nie zginiesz. Jesteś cholernym kłamcą, nie żadnym geniuszem.




poniedziałek, 19 stycznia 2015

ItaSasu ~ Kropla Deszczu.

Od Autorki : Kolejne ItaSasu. No cóż... gomen ? Dla Was wszyscy heiterzy, którzy nie lubią tego paringu. Przykro mi również ludzie którzy nie mogą go przełknąć bo jest po prostu piękny i daje dużo możliwości do pisania. XD Tak więc zapraszam po raz kolejny na moje ItaSasu.
Paring : ItaSasu
Z Anime : Naruto

Po szybie spływają kolejne, mokre krople, a Ciebie nadal nie ma. Już nawet nie wiem którą noc siedzę w tym pustym oknie i czekam. Ciągle na Ciebie czekam. Jesteś taki samolubny Itachi. Ile to już razy widziałeś jak płakałem zmartwiony twoją nieobecnością ? A mimo to dalej mi to robisz. Nie ma Cie. To pewnie twoja kolejna wielka miłość. Mam już dość. Czemu nie możesz mnie zaakceptować ? Tylko ja potrafię Cię tak pokochać. Nikt inny. Ale pogodziłem się z tym. Wiem, że jesteś dla mnie nieosiągalny. W końcu jesteśmy braćmi. A mimo to... dlaczego to tak cholernie boli ? Dotykam własnego, mokrego policzka. Ah... łzy. Czyli nic nowego. Przymknąłem oczy i odszedłem. Od okna. Od głupiego czekania na Ciebie. Wrócisz. Zawsze wracałeś. Za każdym razem coraz bardziej dla mnie niedostępny. Ciekawe czy gdybym umarł ruszyło by to twoje serce ? Już nawet tego nie jestem pewien. Moje ciało nie przywykło. Zasnąłem niespokojnie mocząc poduszkę swoimi łzami.
****
Szelesty. W pierwszym odruchu nie zwróciłem na to uwagi jednak kiedy pdzerodziło się to w głośne hałasy nie mogłem już nie kontaktować. Podniosłem się do siadu. To musisz być ty. Musisz. Proszę, niech to będziesz ty Itachi. Wstałem, ale zakręciło mi się w głowie. Dziwne. Czemu ? Przecież czasem płaczę więcej więc to nie powinno się zdarzyć. Wchodzę do salonu kierując się odgłosami. Ciemno. Idę dalej. Tam jest już tylko twój pokój. Uchylam drzwi. Widzę sywetkę na łóżku. To ty, prawda ? Prosze, nie zawiedź mnie. Jeśli to znowu nie będziesz ty załamię się kompletnie. Podchodzę do Ciebie z walącym sercem. Siadam na rogu łóżka i niepewnie unoszę dłoń by Cię pogłaskać. Leżałeś na plecach. Uniosłeś głowę i spojrzałeś na mnie. Zimno. Bez wyrazu. Serce mi pęka, ale to nic. Przetrwam o ile będziesz ze mną. Delikatnie, krzywo się uśmiechnąłem. Znów chciało mi się płakać, ale jakoś nie pozwoliłem słonym kroplą na wendrówkę po moim wychudzonym policzku. 
-Płakałeś. -Stwierdził na dzień dobry swoim aksamitnym, pięknym głosem przerywając napiętą ciszę. Tak bardzo go kocham. Uśmiechnąłem się jedynie szerzej w niemym zaprzeczeniu ? Potwierdzeniu ? Sam już nie wiem. Już to przerabialiśmy. 
-Witaj w domu, nii-san. -Powiedziałem jedynie kiedy uznałem, że mogę się odezwać nie skrzecząc z emocji. I tak wyszło żałośnie. Skrzywiłem się na dźwięk własnego, zachrypniętego głosu. On nie odpowiedział. Poczułem ręce oplatające mnie w biodrach i w mgnieniu oka zostałem przyciągnięty do torsu mojego starszego brata. Uwielbiam twój dotyk, ale nie chcę go dostawać. Po co jak i tak znów mnie zostawisz ? Potem tylko trudniej i trudniej jest się pozbierać. Dlaczego jesteś dla mnie taki czuły skoro twoje serce i tak jest obojętne ? Błagam przestań.
-Przepraszam. -Znowu przeprosił. Nie ma za co. W końcu i tak zależy mi tylko na nim, nawet jeśli dla mnie jest niedostępny. Muszę dalej udawać. Dla niego.
-Nie masz za co. To twoje życie. -Wychrypiałem w końcu, ale nieco mi nie wyszło. Ajć. To nie miało zabrzmieć jak wyrzut. Omal nie westchnąłem z uwielbienia czując jak się oparłeś podbrudkiem o moją głowę i zacząłeś miziać po brzuchu. Tego jeszcze nie było. Nie tak odważnie. Chcesz mnie pogrążyć jeszcze bardziej ? Na dobre zniszczyć moją psychikę ?
-Kocham Cię. -Kolejna zmiana tematu. Bardzo skuteczna. Nie wytrzymałem. Jesteś za czuły ! Dlaczego ? Proszę, odejdź. Przekraczasz moje granice. Łzawię. Na zewnątrz i w środku. Poczułeś to na swojej skórze. W końcu kropel było wiele. Skalały i twoją piękną skórę odbywając wędrówkę po mojej twarzy by spaść na oplatające mnie dłonie. Obróciłeś nie do siebie przodem i uniosłeś mój podbrudek. Proszę, nie... ale nie słyszysz protestów. Nie potrafiłbym Ci odmówić skoro sam podświadomie zawsze tego pragnąłem. Ocierasz moje łzy i układasz dłonie na moich zapłakanych policzkach. Przegrałem. Nasze usta się połączyły. Westchnąłem z uwielbieniem. Ty uznałeś to za znak do kontynuacji. Wtargnąłeś do środka zwinnie pieszcząc moje podniebienie. Ale dlaczego to robisz ? Z poczucia winy ? Z litości ? Błagam, rób to tylko dla mnie. Kochaj mnie. Nie wiem jak długo to trwało. Pamiętam, że zarzuciłem Ci ręce na szyję i się rozkleiłem. Szlochałem, płakałem, błagałem byś już nie odchodził, szeptałem jak bardzo Cię kocham i jak tęskniłem. Wysłuchałeś mnie. Tuliłeś i powtarzałeś w kółko te dwa piękne słowa. Kocham Cię. W twoich ustach brzmi to najpiękniej.
-Nie odejdę już. Nie będę uciekać. -Zapewnił mnie czule muskając moje poranione od wiecznego czekania usta. Łaknące pieszczot i czułości które w końcu otrzymywały. Chciałem zapytać od czego uciekałeś, ale nie mogłem wydusić nic. Ode mnie ? Czemu ? Przecież powiedziałeś mi, że jesteśmy i zawsze będziemy tylko braćmi. To było zbyt piękne by miało być prawdziwe. Nie chciałem dać się ponieść myśląc, że to tylko ulotny sen. Chyba nie chcę się obudzić. Potem były już tylko ciuchy na podłodze, nasze spocone ciała i urywane oddechy ocierających się o siebie ciał. Moja tęsknota była tak wielka, że zapomniałem nawet o wstydzie w twojej obecności. Chociaż zawsze go czułem. Mogłem uznać te noc za najpiękniejszą w moim marnym życiu. Zaakceptowałeś mnie. Rano się przestraszyłem nie widząc Cię obok mnie. Czułem jak serce mi zamarło gotowe pęknąć w każdej chwili. Ale starałem się uspokoić. Byłem w jego pokoju. W jego łóżku. Widziałem jego ciuchy na podłodze. Chciałem wstać i go poszukać. Ale wtedy on wszedł do pokoju z tacą śniadania nagi jak go natura stworzyła.
-Leż. -Rozkazał. Skrzywiłem się czując ból tyłka dlatego też posłusznie się położyłem śledzony jego kpiącym uśmieszkiem. Jego oczy nie były już takie zimne. Ciało nie smutne. Dusza nie zraniona. Ja go uszczęśliwiłem ? Załkałem, a on natychmiast do mnie podszedł przestraszony, że coś mi się stało. Bracie, tak bardzo Cię kocham za te czułość której zawsze dawałeś mi w nadmiarze.
-Boli Cię ? -Zapytał z czułością o mój tyłek który ostatnio zdecydowanie się nadwyrężył. Byłeś niezaspokojony jak zwierze.Czerpałem satysfakcję, że to ja mogę sprawić Ci przyjemność. Odstawiając tacę na półkę i natychmiast usiadł przy mnie biorąc mnie w ramiona. Mój Itachi. Pociągnąłem noskiem i otarłem łzy zaraz przyciągając go za włosy by złożyć na jego ustach pocałunek który zaskoczony oddał z równą pasją.
-Myślałem że to tylko sen. -Wychlipiałem cicho w jego wargi zaciskając oczy. Uśmiechnął się rozczulony delikatnie drapiąc moje plecy.
-Kocham Cię. -Powiedział cicho w odpowiedzi. Wierzyłem. Czułem. 



sobota, 17 stycznia 2015

Shizaya ~ Podmiana ciał.

Od Autorki : Jak wspomniałam pojawia się kolejny post. Przy okazji chcę Wam podziękować serdecznie, za aż ponad 9000 Wyświetleń !!! Wiem, jestem beznadziejna w pisaniu, ortografii i nigdy bym się nie spodziewała, że moja praca osiągnie aż takie efekty. Dziękuję Wam bardzo. W prawdzie wyświetleń jest wiele, ale komentarzy mało. Jeśli chodzi o opowiadanie z VK mam nadzieję wkrótce je napisać, jednak jak widać, na razie mam fazę na Naruto. A przy okazji macie swoją Shizayę. Widziałam ostatnio w komentarzach, że wiele osób ma ochotę na ten paring, więc zdecydowałam się napisać coś dłuższego.
Paring : Shizaya ( Shizuo x Izaya )
Z Anime : Durarara !!

-I-ZA-YA !! -Po ulicy rozniósł się znajomy krzyk blondyna w typowo nie przyjemnym humorze. Cała dzielnica wiedziała już co to oznacza. Znowu się zacznie... Izaya i Shizuo. Shizuo i Izaya. Codzienna rutyna. Informator ucieka, barman goni. Wszystko było by zapewne takie same jak zawsze, gdyby ktoś nie zdecydował inaczej. Właśnie kiedy blondyn miał przywalić wyrwanym przed kilkoma chwilami znakiem w głowę Orihay'i coś ich rozdzieliło posyłając każdego na przeciw ległą stronę ulicy. Obaj zostali zwaleni z nóg. Z kasku czarnego jeźdźca dymiło, co oznaczało, że kobieta jest wściekła.
-Jezuu... nie musiałaś być taka brutalna. -Zaskowytał Orihaya wstając z zimnej ziemi i rozcierając swój biedny tyłek. Spojrzał na jeźdźca krzywym wzrokiem już się nie uśmiechając. Tyłek za bardzo go bolał.
-Człowieku, jakież to kłopotliwe. -Westchnął okularnik również podnosząc się z miejsca. Cała złość uleciała z niego w chwili kiedy zobaczył, że kobieta jest wściekła. Z własnych doświadczeń wiedział, że lepiej z nią nie zaczynać kiedy już jest w tak podłym nastroju. Ona jednak postukała w swoje ramię po czym wyciągnęła charakterystyczne urządzenie szybko wypisując na nim słowa i podstawiła obu mężczyznom pod twarze. O dziwo obaj byli potulni jak baranki.
-,, Mam tego wszystkiego dosyć. Od dzisiaj musicie się nauczyć, jak się nie kłucić. Nie będę patrzyła jak miasto po woli zmienia się w ruinę !! " -Przeczytał na głos brunet i delikatnie się skrzywił. Już miał zapytać, co ma zamiar zrobić, jednak nie było mu to dane. Poczuł cholerny ból kiedy został otoczony cieniem, zdążył jedynie zaóważyć, że blondyn ma ten sam problem. Już po chwili uczucie minęło, a on sam zaczął się na nią wydzierać. Spojrzał na Shizuo chcąc i na niego się wyrzyć swoimi gładkimi komentarzami, ale zamiast Shizuo spostrzegł... siebie. Aż krzyknął i odskoczył śledzony swoim własnym, zaskoczonym spojrzeniem.
-CO TO DO CHOLERY JEST ?! -Krzyknął głosem Izay'i Shizuo gotów w każdej chwili podejść do dulluhana i ją udusić. Ta jednak tylko pokiwała kilka razy głową i ponownie napisała : ,, Skoro nie umiecie się dogadać, to trudno. Musicie się pogodzić, wtedy wrócicie do swoich oryginalnych ciał. " Zaraz po przeczytaniu wiadomości kobieta wsiadła na motor i odjechała. Nikt nie zdążył w szoku powiedzieć nawet słowa. Zapowiadały się ciężkie dni...
***
-Shizu-chan.
-Zamknij się.
-No, ale Shizu-chan ! -Krzyknął już wkurzony brunet, aktualnie w blond włosach tupając wkurzony w chodnik nie swoimi nogami. Wtedy dopiero blondyn go puścił.
-CZEGO ? -Zapytał z cichym westchnieniem splatając ręce na piersiach i wpatrując się w swoje własne ciało z niezadowoleniem.
-Do kąd mnie prowadzisz ?
-Do mnie. Nie mam zamiaru pozwolić Ci chodzić w moim własnym ciele po mieście i patrzeć jak niszczysz mi życie, pijawko. -Westchnął ponownie zaczynając ciągnąć mężczyznę w stronę swojego lokum. Informator z niezadowoloną miną się poddał. Sam nie powinien wracać w tym ciele do bióra. Co by powiedziała Namie ? No, ale przynajmniej teraz miał frajdę patrząc jak ludzie aż zatrzymują się aby zobaczyć czy to na pewno wiecznie pokłuceni Shizuo i Izaya, obecnie trzymający się za ręce, niczym para. Zaśmiał się cicho kiedy nakrył swoje myśli. Całkiem wygodne. Kiedy już w końcu byli w mieszkaniu Shizuo brunet podszedł do lustra i zaczął się z nieodgadnioną miną przyglądać swojemu odbiciu.
-Co robisz, pijawko ? -Zapytał niespokojnie blondyn marszcząc brwi.
-Ciekawi mnie twoje ciało. -Odpowiedział mu zdawkowo, tak jak by miał teraz ciekawsze zajęcie. Po chwili już zaczął rozpinać marynarkę Shizuo z kpiącym uśmiechem.
-CO TY CHOLERA WYPRAWIASZ ?! -Wydarł się niemal od razu podchodząc do tego idioty aby zatrzymać jego dłonie które właśnie w tej chwili miały się zabrać do rozpinania ciemnych spodni. Złapał go szybko za nadgarstki, jednak zaklął czując, że w tym ciele nie ma nawet połowy oryginału. Przez chwilę szamotał się ze śmiejącym Izayą, po czym wylądowali w dosyć... dwuznacznej pozycji. Naga Hewijamy była pomiędzy jego udami. Obaj leżeli na podłodze. Shizuo skrzywił się delikatnie z zamiarem zejścia z chłopaka jednak został zaraz przyciągnięty ponownie za ciuchy, tak blisko że ich twarze dzieliły centymetry.
-Co robisz ? -Zapytał już trzeci raz zadając to pytanie, jednak tym razem brzmiało ono wyjątkowo słabo.
-Zawsze ciekawiło mnie jak to jest całować się samemu ze sobą. -Wyszeptał i nim ten zdążył zareagować na jego słowa wpił mu się w wargi. Poczuł mrowienie i dreszcze przechodzące go po karku. Mimo woli nie chciał tego przerywać, dlatego też jedynie co zrobił to agresywanie przygryzł jego wargę, tak że popłynęła z niej stróżka krwi. Kiedy jednak otworzył oczy nie był już nad swoim własnym ciałem. Był sobą. Oblizał nieświadomie usta i spojrzał maślanym wzrokiem rozmytym z przyjemności na informatora. Nigdy by nie pomyślał, że może dojść do takiej sytuacji. Chciał zacząć z nim o tym gadać, albo przynajmniej nawrzeszczeć dla zasady jednak w tej samej chwili przez ścianę przeniknął cień i w pokoju pojawiła się kobieta dulluhan przerywając tą magiczną chwilę. Szybko zrzucił z siebie Izayę i wstał spogladając na kobietę :
-,,A więc się pogodziliście. Mówiłam że zadziała " -Napisała szybko kiwając głową. Informator spojrzał z wielkim bananem na twarzy na blondaska i odpowiedział swoim normalnym, kpiącym głosikiem :
-Tak Celty. Coś mi mówi, że dzięki temu rozpoczął się początek wielkiej przyjaaaźni.